20 lipca 2022r.
Wojna toczyła się między Australią, a Niemcami. Nawet nie pamiętam z jakiego powodu. Minęło dwadzieścia cztery lata, ale nadal pamiętam przebieg jej wydarzeń. To coś, czego nie da się zapomnieć. Wszystkie siły niemieckie uderzyły na Sydney. Moje rodzinne miasto było jednym wielkim polem bitywy. Jako 20latek miałem obowiązek chronić swojej ojczyzny. Tego dnia stałem ramię w ramię z moim bratem, wujem, ojcem, przyjacielem i rodakiem przeciw wspólnemu wrogowi. Huk karabinów roznosił się kilometrami, a blask z dział jako jedyny oświetlał nam nasz cel. Była to długa noc. Mimo naszych najśmielszych chęci, zostaliśmy pokonani. Ja jak i dziewięciu Australijczyków dostaliśmy się w ręce wroga. Zagnano nas jak bydło do ich obozu. Popchnęli nas na kolana. Wpatrując się w grunt modliliśmy się o łaskawy los. Wtedy z namiotu wyszedł generał niemiecki, rozkazując co z nami zrobić. Pięcioro zastrzelili, czterech zaciągnęli siłą do niewoli, a ja kłęczałem czekając na pewną śmierć. Czekałem i czekałem, gdy kazano mi wstać i się przedstawić. Milczałem. Nie widziałem sensu znania tej informacji. Po sekundzie dostałem karabinem w twarz i usłyszałem ponownie tę samą komendę.
N: Niall Horan.
Z: Ile masz lat?
N: 20.
Z: Bardzo dobrze. Przyprowadzić go do mojego namiatu!
Po krótkiej chwili znajdowałem się już w namiocie. Byłem skrępowany, ale sam. Rozejrzałem się trochę. Typowo niemiecki wystrój - ład, porządek i dyscyplina. Nic szczególnego nie przykłuło mojej uwagi. I wtedy ujrzałem go poraz pierwszy. Wstąpił do namiotu zawiązując zwinnymi palcami wejście. Odwrócił się w wojskowy sposób patrząc na mnie zagadkowo. Był nieco wyższy ode mnie, lepiej zbudowany no i przystojniejszy. Miał czarne włosy postawione na żel, brązowe oczy jak dwa kasztany i śnieżnobiałe zęby. Idealne kości policzkowe sprawiały, że nie mogłem oderwać od niego wzroku. Wpatrywaliśmy się w siebie przez krótką chwile, aż wreszcie się odezwał.
Z: Od tej chwili jesteś moją własnością. Nie wojska, tylko moją własną. Sluchasz się tylko i wyłącznie moich rozkazów. Jeśli ktoś z wojska będzie cię poniżał lub chciał się toba wysłużyć, masz to do mnie zgłosić. Prośby możesz kierować tylko i wyłącznie do mnie, jednak nie spodziewaj się wiele. Zrozumiano? - nie odpowiedziałem - Zrozumiano!? Odpowiadaj!
N: Tak jest.
Z: Dobrze. Nie masz prawa wychodzić z namiotu jeśli ci na to nie pozwolę. Nie obchodzi mnie, czy jesteś głodny, spragniony, czy też musisz iść za potrzebą. Bez mojej zgody nie masz prawa się nigdzie ruszyć, ani niczego zrobić. Wykonujesz wszystkie moje polecenia bez zawahania. Każę ci klękać - klękasz, każę ci uderzyć wojskowego - robisz, każę ci się rozebrać - rozbierasz się. Nie ma wymówek, płaczu, ani błagania. Możesz jedynie zapytać jak masz to wykonać. Zrozumiano?
N: Tak jest.
Z: Za każde nieposłuszeństwo zostaniesz ukarany, w sposób jaki uznam za stosowny. Zrozumiano?
N: Tak jest.
Z: Od tej pory masz zwracać się do mnie "Generale" przy wojsku i innych osobach, a "Panie", gdy jesteś w tym namiocie i tylko wyłacznie, gdy jesteśmy tu sami. Zrozumiano?
N: Tak jest.
Z: Tak jest co!?
N: Tak jest, panie!
Z: Jakieś pytania?
N: Dlaczego to mnie wybrałeś, panie?
Z: To proste. Jesteś młody i wyglądasz całkiem przyzwoicie. A i jeszcze jedno. Nie licz, że próba ucieczki pomoże. Nie masz jak uciec, a z każdą próbą będziesz torturowany przez bossmana, a on ma ciężką rękę i brak umiaru. Lepiej pożyjesz słuchając się tego co mówię. Zrozumiano?
N: Tak jest, panie.
Z: Dobrze. - rozwiązał mnie, stając naprzeciw - A teraz rozbierz się.
N: Przepraszam, co mam zrobić?
Z: Rozbieraj się!
N: Tak jest.
Z: Tak jest co!?
N: Tak jest, panie. - wszystkie warstwy mojego ubrania leżały obok, a ciemnooki przyglądał mi się uważnie
Z: Gut, teraz połuż się na łożysku.
N: W jaki sposób, panie?
Z: Na brzuchu. - wykonałem rozkaz, po chwili czując pieczenie na pośladku
N: Aaa!
Z: Cisza! - uderzył mnie po raz drugi szpirutą
N: To boli!
Z: Cisza powiedziałem! - uderzył mnie ze zdwojoną siłą, po czym poczułem jak jego dłoń zaczyna pieścić mój obolały pośladek
Z: A teraz ułuż się w pozycji kucającej!
N: Jakiej, panie?
Z: Ręce oprzyj mocno o ziemię. Ustaw się na kolanach, jakbyś był psem.
N: Tak, panie? - zapytałem ustawiając nieco koślawo na kolanach
Z: Rozszerz nogi.
N: Nie, panie.
Z: Coś ty powiedział!?
N: Nie zgadzam się, panie.
Z: Nikt nie pytał Cię o zdanie! - szpicruta boleśnie trafiła w mój pośladek wydając przy tym głośny dzwięk
N: Aaaa!
Z: Milcz! - po raz kolejny dostałem w tyłek, czując się jak dziecko karcone przez rodzica
N: Przepraszam, panie. - rozszerzyłem nogi - Wystarczająco, panie?
Z: Wystarczy. Oh, Niall, nieposłuszny z ciebie chłopiec. Będę cię musiał sowicie ukarać. Dam ci wybrać. Chcesz wybrać, czy wolisz, żebym sam to zrobił?
N: Nie, panie. Niech pan wybierze. - odrzekłem bojąc się, czy to nie podstęp
Z: Nie boisz się?
N: Wierzę, że mój pan jest miłosierny dla swej sługi.
Z: Hhhmmm. Oszczędzę Cie tym razem. Masz się utrzymać i milczeć, inaczej nie będę miły, zrozumieliśmy się?
N: Tak jest, panie.
Z: Dobrze. - po chwili poczułem jego dłoń na swoim pośladku, wymierzająca mi klapsa
N: Aaaaa...
Z: Cicho! Jeden! - kolejne uderzenie zadał w drugi pośladek - Dwa!
N: Dwa.
Z: Milcz! Chociaż... Hhhhmmm. Nie. Jednak nie. Licz! - kolejny silniejszy plask trafił we mnie celnie jak zawsze
N: Trzy!
....
N: Piętnaście!
Z: Chyba ci wystarczy.
N: Dziękuję, panie.
Z: Milcz. Nie skończyłem z tobą. - słyszałem jak rozpina pasek od munduru, a następnie na krześle obok mojej twarzy znajdował się starannie złożony mundur
N: Czy pan chce zrobić to co myślę?
Z: Tak, chłopcze. A teraz złap się czegoś mocno.
Chwilę później był już we mnie. Ciszy jęk wydobył się z ust każdego. Nie musiałem długo czekać, by zaczął się we mnie poruszać. Czułem jak jego ogromny członek rozrywa mnie od środka z każdym pchnięciem. Poruszał się we mnie szybko, gwałtownie i niespokojnie. Był jak bestia napadająca swoją ofiarę. Jednakże nie był bestią. Był bardzo przystojnym, młodym człowiekiem. Z początku czułem ogromny ból, bo on był wielki, a ja raczej ciasny. Teraz wiem, jak czują się dziewczyny. Byłem cały spięty. Starałem się utrzymać równowagę, gdy ból próbował zawładnąć moim umysłem. Zacząłem lekko jęczeć, dla rozluźnienia. W pewnym momencie, zatrzymał się, wysuwając ze mnie swoją męskość. Jednak nie oddalił się ode mnie. Nachylił się nad moim uchem.
Z: Rozluźnij się. - wyszeptał miękko, wręcz podniecająco
N: Nie...Nie potrafię, panie.
Z: Widziałem jak na mnie patrzysz. Pragniesz mnie, Niall?
N: I to cholernie.
Z: Cieszę się, ja ciebie też. Nazywam się Zayn Malik i mam cholernie wielką ochotę się z tobą pieprzyć. Spełń moją zachciankę, a zostaniesz nagrodzony. - wręcz wymruczał mi do ucha, a ja podnieciłem się na sam dzwięk jego uwodzicielskiego głosu
N: Mogę mówić do ciebie Zayn?
Z: Nazywaj mnie jak chcesz, tylko mi się oddaj.
N: Jestem cały TWÓJ. - podkreśliłem ostatnie słowo, odpychając myśli o zdradzie własnej ojczyzny, bo jedyne czego w tym momencie chciałem to tego mężczyzny
Wsunął się we mnie ponownie, powtarzając wcześniejsze ruchy. Był gwałtowny coraz bardziej z sekundy na sekunde, ale mnie to nakręcało. Czułem się wspaniale. Jego ruchy były niechlujne, jendak bardziej płynne, przyjemne. Rozpływałem się, gdy oplótł mnie ręką w pasie mocniej do siebie przyciągając. Pchnięcia były silne i głębokie. Zagłębiał się we mnie całą swoją długością zapewniając mi kompletną przyjemność. Napięcie we mnie narastało i narastało. Wreszcie postanowił mi pomóc i objął swoją dłonią mojego przyjaciela. Mocno zacisnął uścisk, a ze mnie wydobył się niski jęk. Po chwili zaczął poruszać dłonią w rytm swoich bioder. Podwójna przyjemność wypełniała mnie od środka. Jego ręka była niesamowicie zwinna i zręczna. Wiedział co robi. Idealnie wykonywał każdy ruch kciukiem naciskając na główke mojego przyjaciela. Pare sekund dzieliło mnie od ostatecznego końca.
Z: No już Niall. Wiem, że tego chcesz. - wymruczał mi do ucha, a ja jak zaczarowany spuściłem się mocno wystrzelając
Poczułem w sobie jego sperme. Od razu zrobiło mi się ciepło. Byłem zmęczony ale pragnąłem więcej. Korzystając z okazji, że mulat leżał obok mnie zdyszany po swojej pracy, prędko znalazłem się nad nim biorąc w usta jego męskość. Powoli i zmysłowo zacząłem ssać i pieścić jego przyjaciela. Zayn pomrukiwał lekko z przyjemności jaką mu zadawałem. Góra, dół, góra, dół i tak w kółko. Pragnąłem go cholernie. Wyjąłem go z ust pozostawiając pod nadzorem mojej dłoni, biorąc się za obcałowywanie jego klatki piersiowej. Zostawiałem po sobie mokre ślady, gdy mój język bawił się jego sutkami dając mu więcej przyjemności. Miał przymknięte oczy skupiając się na odczuciach jakie mu zapewniałem. Powróciłem do jego członka mocno go ściskając i zasysając główkę, na co odpowiedział mi gardłowym jękiem. Przyśpieszając ruchy czułem jak Zayn zaczyna drżeć w moich ustach. Ostatecznie odsłoniłem zęby przejeżdzając nimi po całej jego długości. Jak na komendę sperma Zayna znalazła się w moich ustach, a ja przełknąłem ją szybko wsłuchując się w mruczącego chłopaka. Przyglądałem mu się krótką chwilę. Jego ciało było idealne. Pięknie zbudowane, niczym Adonis. Mógłbym go podziwiać godzinami, jednak nie było mi to dane.
Z: Boże, Niall. To było...To było...
N: Wiem.
Z: Dziękuję.
N: Nie masz za co. To była czysta przyjemność.
Z: Miło to słyszeć.
N: Masz przepiękne ciało.
Z: Starczy na dziś. Idź spać. Rano pobudka.
N: Gdzie mam iść spać?
Z: Możesz obok mnie. Zasłużyłeś.
N: Dziękuję.
Z: Dziękuję co?
N: Dziękuję, panie
Z: Dobranoc, chłopcze.
N: Dobranoc, panie.
Mijały tygodnie, a ja poznawałem go bardziej i bardziej. Zayn był tylko o lata starszy ode mnie. Mimo to wydawał się o wiele dojrzalszy. Zakochałem się w nim. Jednakże po kilku miesiącach na obóz napadli australijscy żołnierze wybijając, praktycznie wszystkich Niemców. Mnie uwolniono i trafiłem do swojego dawnego domu, ale nie był on już dla mnie domem. Moja rodzina zmarła. Zostałem na tym świecie sam. Moim domem był namiot, w którym co noc z Zaynem zaspakajaliśmy swoje potrzeby. Zayn jako generał dostał wyrok śmierci, od którego nie mogłem go uratować. Dlatego mając starego przyjaciele pracującego w więzieniu, udałmo mi się zorganizować ucieczkę. Przez pierwszy rok jakoś to leciało. Żyliśmy ukrywając się po małych motelach. Jednak Zayn nie mógł tak żyć. Uważał, że stracił honor. Że powinien umrzeć za swój kraj. Tłumaczyłem mu, że tak nie jest, ale nie słuchał. Pewnego dnia, gdy się obudziłem Zayna przy mnie nie było. Nie wiedziałem co się z nim stało. Szukałem go przez długie lata, aż w końcu skończyłem i wróciłem do starego domu. Przestałem o nim myśleć. Sądziłem, że się zabił, by odzyskać honor. Jednakże dopiero wczoraj się dowiedziałem jak bardzo byłem w błędzie. Przyszła do mnie pocztówka z Niemiec. Okazało się, że tam wrócił, do wojska i że było mu trudno odejść, ale musiał to zrobić. Zaprosił mnie do siebie, a ja nie mogę się doczekać naszego spotkania.