My Short Stories
niedziela, 30 listopada 2014
sobota, 26 kwietnia 2014
IMAGIN#6 " Moje ckliwośći nr.2 "
Wszystko
zaczęło się, gdy była jeszcze mała. Denerwujące ją rodzeństwo,
irytujący rodzice i dziadkowie, samotność i brak przyjaciół w
szkole. Jedyne co ONA miała wtedy to sąsiadka, która po pewnym
czasie była już inną osobą. Ale ONA jednak znalazła przyjaciół.
Kilku, ale jednak. Niestety po pewnym czasie okazali się być
'fałszywi' , jeśli można to było tak nazwać. Dokuczali JEJ. Wraz
z innymi ludźmi, którzy nawet JEJ nie znali. Reszta oceniała JĄ
po wyglądzie. Dokuczali, wypominali najmniejszy błąd.
Wykorzystywali każdą okazję, by JEJ ubliżyć. Jednak JEJ
przyjaciele zrozumieli swój błąd, a ONA im wybaczyła. Przyjaźń
ta rozkwitała, ale ONA i tak w nią nie wierzyła. Bo była już
chora psychicznie. To wszystko wprawiło JĄ w obłęd i depresję.
Każdy jeden szczegół był ważny, bo każdy jeden mógł sprawić,
że się uśmiechnie, zaśmieje albo rozpłacze. Nie wierzyła, że
naprawdę JĄ lubią. Myślała, że prędzej, czy później JĄ
zostawią, bo przecież już raz to zrobili. Ale oni JĄ zapewniali,
że tak się nie stanie. Pewnego dnia jednak we czwórkę udali się
do kościoła, a potem na miasto. W kościele czuła się ONA
samotna. Gdy z niego wyszli czuła się zbędna. Rozmawiali o
tematach o których ONA nie miała pojęcia. Była przygnębiona, bo
czuła się, jakby była im obca. Nie śmiała się z ich kawałów,
czy powiedzonek. Była wyraźnie zdołowana. Jedna się spytała, gdy
reszta na chwilę poszła, czemu jest smutna. ONA jednak nie
odpowiedziała. Gdy tamte wróciły bawiły się ile wlezie, a ONA
patrzyła w zanieczyszczoną rzekę. Rozmyślała. Porównywała się
z nią. Każdy kamyk, śmieć, czy też patyk to rana, którą zadają
bezmyślni ludzie rzucając do niej. ONA była jak ta rzeka. Była
zanieczyszczona, bo miała wiele ran. W pewnym momencie chciała
skoczyć. Chciała się zabić, ale jednak coś JĄ powstrzymywało.
Ale gdy już podjęła decyzje i chciała przejść na drugą stronę,
to jedna z dziewczyn JĄ powstrzymała. Jednak później znowu
zachowywały się jakby JEJ tam nie było. Jakby była duchem
niezdolnym do uczuć. Bardzo się na nich zawiodła. Zostawili JĄ
wtedy, gdy ich potrzebowała. Ale to nie wystarczyło. Postanowiły
sobie pożartować. Gdy ONA odebrała telefon one uciekły dla
zabawy. Widziała je z oddali, ale JEJ serce już pękło. Rozbiło
się na miliony kawałków. Czuła się jak potwór od którego
wszyscy uciekają. Jak śmieć, którym można pomiatać. Jak
największe ścierwo, które nie zasługuje na szczęście. W pewien
sposób zostawili JĄ. Kompletnie samą. ONA nie chciała już na nie
patrzeć więc odeszła, ale one wróciły i postanowiły iść za
NIĄ. Gdy usiadła na chwilę, by napisać sms'a one usiadły obok i
zaczęły rozmawiać jakby nigdy nic się nie stało. ONA jednak nie
chciała przebywać już w ich towarzystwie, więc wstała i odeszła.
Wróciła do domu i udawała przy rodzicach, że wszystko gra.
Jednak, gdy nastała noc zaczęła okropnie płakać wsłuchując się
w smutne melodie. Po mniej niż godzinie przyjechał JEJ chłopak.
Pytał się co się stało, ale ONA milczała. Nie chciał się
narzucać, więc tolerował to i przytulał JĄ, gdy leżeli już w
łóżku. Jedyne słowa jakie mu powiedziała to te, żeby sobie
poszedł i ją zostawił. Że chce z nim być, ale nie potrafi. I tak
naprawdę się czuła. Nie chciała, by jeszcze on JĄ kiedykolwiek
skrzywdził. Ale on był mądry i wiedział, że potrzebowała
miłości i troski, a nie samotności. Został z NIĄ. Po pewnym
czasie usnął, ale ONA nie mogła. To wszystko chodziło po JEJ
głowie. Nie potrafiła już spojrzeć na swoich przyjaciół po tym
wszystkim, ale zbyt bardzo się do nich przywiązała. Zbyt bardzo
ich kochała, by tak po prostu ich znienawidzić. Nie umiała tego
zrobić. Pomimo wszystko ich kochała i za to się nienawidziła. Że
nie potrafiła odpuścić. Uznała, że jedynym rozwiązaniem jest
śmierć. Postanowiła działać i cicho wymsknęła się do kuchni.
Chwyciła największy i najostrzejszy nóż do ręki i wpatrywała
się w swoją żyłę. Wystawała od naprężenia mięśni.
Przyłożyła nóż do nadgarstka. Wciąż wpatrywała się w żyłę.
Chciała umrzeć, ale coś ją blokowało, jak na tym moście.
Postanowiła wrócić do pokoju i włączyć smutną muzykę licząc,
że to pomoże. Łzy spływały po jej twarzy. Nagle ktoś wyjął
JEJ nóż z ręki, obejmując JĄ przy tym. Był to JEJ chłopak.
Delikatnie i długo ucałował JĄ w szyję. Obrócił JĄ w swoją
stronę i spojrzał w JEJ oczy. Z jego tęczówek emitowało tyle
emocji: troska, strach, ból, współczucie oraz jeszcze jedno, w
które ONA nie wierzyła. Wmawiała sobie, że JEJ się zdaje, bo nie
potrafiła uwierzyć, że chłopak patrzy na nią z uczuciem, którym
była "miłość" . Przecież nikt nie mógł JEJ kochać,
bo była według NIEJ nikim. Wpatrywała się w niego pytająco
zapłakanymi oczami, a łzy nadal spływały po JEJ policzkach.
Chłopak uśmiechnął się lekko do NIEJ i powiedział to, czego ONA
się nie spodziewała. " Nie płacz już. Wszystko będzie
dobrze. Kocham cię. " Następnie dał JEJ buzi w policzek i
przyciągnął do siebie. Przytulał JĄ mocno, a po chwili położył
JĄ do spania. Usnęła w jego objęciach otulona jego zapachem. Gdy
się obudziła jego już nie było. Przemyślała wszystko od nowa.
Postanowiła zostawić przyjaciół. Szło JEJ to całkiem dobrze.
Chciała zostawić chłopaka, ale on nie pozwolił JEJ na to i JĄ
wspierał. Jednak doszła do wniosku, że nie może już przebywać z
przyjaciółmi, bo to zbyt boli, ale nie potrafi też bez nich żyć.
Doszła do wniosku, że samobójstwo to jedyna droga. Zebrała w
sobie całą siłę i połknęła kupkę tabletek popijając je
wódką. Pożegnała się z chłopakiem przez wiadomość. Chciała
też z przyjaciółmi, ale oni już o NIEJ zapomnieli. Tak jak
myślała, była im zbędna. Chłopak chciał JĄ uratować, ale było
już za późno. Zmarła i nic nie dało się już zrobić. Na
pogrzeb przyszli też JEJ byli przyjaciele. Dopiero wtedy zrozumieli,
że jednak jest im JEJ brak. Że za NIĄ tęsknią. Ale wtedy było
już na to ZA
PÓŹNO.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Takie tam częściowo z mojego życia :p
Black
-------------------------------------------------------------------------------------------
Takie tam częściowo z mojego życia :p
Black
IMAGIN#5 "Moje ckliwości"
Wszystko
zaczęło się dawno temu, gdy się narodziła. Bóg miał dla niej
plan, ale nie taki jaki by chciała. Cierpiała, bo to było jej
pisane. Wszyscy się na nią uwzięli. Rodzina, znajomi, nauczyciele.
Dla wszystkich była nieodpowiednia. Dla rodziny i nauczycieli była
za głupia, za mało zdolna. Porównywali ją do jej starszego
rodzeństwa, które w porównaniu do niej było ideałami każdego
rodzica. Same dobre oceny. Specjalne osiągnięcia. Miała narzucone
reguły, zasady, wymagania. Nie mogła mieć oceny poniżej piątki.
Musiała być mądra, uczyć się , ładnie pisać, zachowywać się
tak jak chcieli inni. Jej rówieśnicy dręczyli ją bez powodu, w
każdym razie ona go nie znała. Czepiali się wszystkiego. Hejtowali
ją za wszystko przez lata. Uważali ją za inną, dziwną. Obrażali
ją przy każdej okazji. Wyzywali od brzydkich i grubych. Od głupich
i tępych. Od beznadziejnych i niepotrzebnych. Ona na to nie
reagowała bo chciała być twarda, bo w większości taka była.
Lecz głęboko w niej siedziała ta druga ona, która cierpiała.
Każde słowo ją dotykało i raniło. Lecz pojedyncze obelgi nie
były wykrywalne. Lecz obrazy trwały latami, a ona się zmieniała.
Zmieniała od środka. Nie wierzyła już w nic. Nie wierzyła w
szczęście, bo go nie doznawała. Widziała świat w szarych
kolorach, bo nie była lepiej traktowana. Jej psychika nie była już
normalna. Wierzyła we wszystkie obelgi. We wszystkie chamskie
komentarze, a było ich sporo. Nie wierzyła w komplementy. Sądziła
że ludzie tylko zmyślają by ją pocieszyć, lecz to nic nie
dawało. Wiedziała, że kłamią, bo to co mówili niby mówiąc jej
komplementy nie przypominało jej obrazu który miała w głowie.
Widziała siebie jako najgorsze monstrum. Starała się zmienić, ale
każde jej próby były tylko gorzej przyjmowane. Zmieniła się. Nie
była szczęśliwa, ale żyła dalej. Zakochała się. Zakochała na
zabój. Wiedziała, że nigdy nie pokocha nikogo innego. Lecz nie
starała si z nim być, bo po co? Wiedziała że jej nie zechce, że
jej nie kocha, ani nie pokocha. Wiedziała, że jest dla niego
niewystarczająca. Wiedziała, że jest dla niego za brzydka, za
gruba , za głupia. Wiedziała, że się nie nadaje dla niego, bo jak
niby ON miałby ją pokochać. Przecież on był idealny, a ona była
nikim. Męczyła się przez lata. Poszła na studia. Mieszkała sama.
Nie miała znajomych. Nie miała przyjaciół, a co dopiero chłopaka.
Żyła samotnie i to ja dobijało. Mimo tego jak bardzo była
nieszczęśliwa żyła dalej. Żyła, bo chciała pokazać, że jest
silna. Lecz te wszystkie lata ją zniszczyły. Wreszcie, osoba, którą
tak bardzo kochała pokochała ją. Byli razem, lecz ona nadal nie
była szczęśliwa. Jej psychika była doszczętnie zniszczona. Nie
wierzyła, że chłopak ją kocha. Nie wierzyła w słowa, które
mówił. Nie wierzyła w jego zapewnienia. Nawet z NIM nie była
szczęśliwa, bo nie umiała. Bo to zrobili z niej ludzie. Zmienili
ją. Zrobili z nią osobę niezdolną do odwzajemnienia uczuć. Osobę
niezdolną do ufania. Osobę niezdolną do kochania. Osobę niezdolną
do cieszenia się chwilą. Osobę bez uczuć. Zrobili z niej wrak
człowieka, bo inaczej nie dało się jej opisać. Nie wytrzymała
tego psychicznie. Zaczęła się ciąć, bo to dawało upływ
emocjom, które w niej siedziały. Chłopak kłócił się z nią i
wydzierał na nią z tego powodu, ale do niej to nie docierało. Nie
wierzyła mu. Nie wierzyła mu, że robi sobie krzywdę. Nie mogła w
to uwierzyć. Chłopak wiedział, że z każdym dniem jest z nią
coraz gorzej. Zaczęła ćpać, by zapomnieć o bólu. Chłopak nie
mógł patrzeć do jakiego stanu się doprowadziła. Myślał, że
oszalała. Że jest chora i trzeba jej specjalnej opieki.
Skontaktował się z najlepszymi ludźmi by tylko jej pomóc.
Wreszcie znalazł ośrodek. Tak, chciał ją wysłać do
psychiatryka, bo myślał, że tylko to jej pomoże, ale tak naprawdę
tylko pogorszył sprawę. Dziewczyna podsłuchała jedną z jego
rozmów i pomyślała, że on chce się jej pozbyć. Że planował to
od początku. Cicho udała się na strych. Znalazła tam sznur i
zrobiła na nim pętle. Bez problemu go użyła. Zrobiła to.
Powiesiła się. Chłopak jej szukał, aż wreszcie ją znalazł.
Było już za późno. Płakał niemiłosiernie, ale to nie mogło
oddać jej życia. Było już za późno. Za późno, żeby to
naprawić. Obwiniał się, że to jego wina. Że nie pomógł jej na
czas. Że nie zdołał jej powstrzymać. Ona poszła do nieba, ale
nawet tam, nie mogła być szczęśliwa. Nie umiała być szczęśliwa
nawet tam. W niebie, gdzie jest wszystko czego dusza pragnie, ona nie
była szczęśliwa. Jako jedyna w niebie nie była szczęśliwa, bo
nie umiała. Czuwała nad nim, bo nadal go kochała, ale nigdy nie
umiała mu tego okazać. Śledząc każdy jego krok myślała o swoim
życiu. Myślała co by było, gdyby pokochał ją wcześniej. Czy
byłoby inaczej. Myślała, co by było, gdyby ludzie byli inni.
Myślała nad tym sporo i doszła do wniosku, że nikt nie może
cierpieć jak ona. Nawiedziła swojego ukochanego we śnie i
opowiedziała mu swoją historię. Zaszczepiła w nim myśl, którą
było zapobieganie dręczeniu. Przypatrywała się jak chłopak robi
wszystko w tym kierunku. Wraz ze swoimi znajomymi zrobił wszystko.
Założyli organizację, stronki. Z powodu iż byli znani mieli spore
wsparcie. Ludzie zmienili się na lepsze. A ona widząc to wszystko
po raz pierwszy od dawna się uśmiechnęła. Wreszcie wiedziała, że
ma na coś wpływ. Że jednak coś znaczy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam to myśląc o sobie i swojej przyszłości bo tak ją widzę. Ten imagin opowiada o tym jak się czuję i co czuję. Wyraża mnie. Pokazuje moje poglądy, co sądzę i co przeżywam. Pokazuję co tak na prawdę czuję.
Black
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam to myśląc o sobie i swojej przyszłości bo tak ją widzę. Ten imagin opowiada o tym jak się czuję i co czuję. Wyraża mnie. Pokazuje moje poglądy, co sądzę i co przeżywam. Pokazuję co tak na prawdę czuję.
Black
IMAGIN#4 część 4 Harry
H:
Nie wiedziałem. Przepraszam. Nie powinienem pytać.
JA: Nie
powinieneś. A teraz proszę, daj mi już spokój i pozwól spać.
H: Dobrze, przepraszam. Naprawdę nie chciałem.
JA: Wiem. Zapomnij. Nie chowam urazy.
H: Na pewno?
JA: Tak. Kładź się obok.
H: Okej. - po chwili już leżał na łóżku, a ja czułam się taka samotna. - Dobranoc. - powiedział, a we mnie coś pękło.
Przypomniała mi się moja matka mówiąca mi "dobranoc" co noc. Ale jej już nie ma. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Cały smutek ze mnie wypływał w postaci słonych kropelek wody. Zazwyczaj jestem silna, ale to mnie przerasta.
H: Nie płacz, proszę.
JA: Przepraszam, nie przejmuj się mną.
H: Nie płacz wszystko będzie dobrze. - dał mi buzi w policzek
JA: Możesz mnie przytulić? Wiem, głupie pytanie. - nawet nie odpowiedział, tylko bez zawahania objął mnie ramieniem przysuwając się znacznie - Dziękuję.
H: Nie ma za co. - uśmiechnęłam się pod nosem i usnęłam otulona jego ciepłem.
*Dwa lata później*
Wraz z Harrym jesteśmy zaręczeni. Jesteśmy szczęśliwi. Wie o mojej przeszłości i to on mnie przekonał bym poszła na policję. Była sprawa w sądzie, którą wygraliśmy. Mój ojciec trafił do więzienia i długo tam posiedzi. Harry jest najlepszym co mnie w życiu spotkało.
H: Dobrze, przepraszam. Naprawdę nie chciałem.
JA: Wiem. Zapomnij. Nie chowam urazy.
H: Na pewno?
JA: Tak. Kładź się obok.
H: Okej. - po chwili już leżał na łóżku, a ja czułam się taka samotna. - Dobranoc. - powiedział, a we mnie coś pękło.
Przypomniała mi się moja matka mówiąca mi "dobranoc" co noc. Ale jej już nie ma. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Cały smutek ze mnie wypływał w postaci słonych kropelek wody. Zazwyczaj jestem silna, ale to mnie przerasta.
H: Nie płacz, proszę.
JA: Przepraszam, nie przejmuj się mną.
H: Nie płacz wszystko będzie dobrze. - dał mi buzi w policzek
JA: Możesz mnie przytulić? Wiem, głupie pytanie. - nawet nie odpowiedział, tylko bez zawahania objął mnie ramieniem przysuwając się znacznie - Dziękuję.
H: Nie ma za co. - uśmiechnęłam się pod nosem i usnęłam otulona jego ciepłem.
*Dwa lata później*
Wraz z Harrym jesteśmy zaręczeni. Jesteśmy szczęśliwi. Wie o mojej przeszłości i to on mnie przekonał bym poszła na policję. Była sprawa w sądzie, którą wygraliśmy. Mój ojciec trafił do więzienia i długo tam posiedzi. Harry jest najlepszym co mnie w życiu spotkało.
--------------------------------------------------------------------------
Black
Black
IMAGIN#4 część 3 Harry
JA:
Aha.. Spoko.
H: Nie kojarzysz mnie?
JA: No kojarzę.
H: Jako.. ?
JA: Muzyk. One Direction. Jesteś w trasie, a raczej ją kończysz..
H: No tak.. A w związku z tym?
JA: Yyyy.. Nic? Co? Mam piszczeć jaki to ty jesteś cudny? Masz głos, talent, szczęście, przyjaciół, fanów i wspaniałe życie, ale to nie powód do jakiegoś widocznego obsesyjnego fanatyzmu.
H: Dziękuję.
JA: Za co?
H: Że traktujesz mnie.. Normalnie. Jak równego sobie.
JA: Nie ma za co.
H: Idź spać.
JA: A ty?
H: Ja pójdę spać do Louisa.
JA: Nie ma mowy. To ty wynająłeś pokój i nie pozwolę, by ten rachunek był za mnie.
H: Oj, nie przesadzaj.
JA: Nie przesadzam. Śpisz tutaj.
H: Dobrze. Nie będę się z tobą kłócił. - położył się na podłodze
JA: Co ty robisz?
H: Idę spać, nie widać?
JA: Na podłodze!?
H: No tak. Uparłaś się, że mam spać tu. Więc śpię na podłodze. Przecież ty śpisz w łóżku, a ja nie chcę spać z tobą w jednym łóżku, bo jeszcze cię przygniotę i sprawię sam ból.
JA: Nie przesadzaj. Nie zgnieciesz mnie. Chodź.
H: A rany? Co? Będą boleć jak się o nie otrę.
JA: Nie otrzesz. Ufam ci. Chodź.
H: Nie.. Nie mogę..
JA: Ale czemu?
H: No bo.. Ja.. No wiesz.. Ja śpię..
JA: Nago.. Tak wiem..
H: I nie przeszkadza ci to, jako normalnej nieobsesyjnej na moim punkcie osobie?
JA: Nie.. Harry, dorośnij.. Nie jesteśmy już dziećmi. To jedna z części ciała. Tylko taka trochę bardziej.. YYyy.. Bardziej. No. Ale tak to co? Ugryzie mnie?
H: No wiesz.. Nigdy nie wiadomo XD
JA: Hehe.. Przestań sobie żartować i właź na łóżko.
H: Heh.. No dobra.
Patrzyłam jak ściąga z siebie ubrania. Najpierw koszulkę co ukazało jego piękny wytatuowany tors jak i ramiona, potem spodnie, a następnie bokserki. Przyglądałam się dokładnie każdemu ruchowi, by nic mi nie uciekło. Podziwiałam jego całe ciało, aż w końcu mój wzrok zatrzymał się w miejscu gdzie zwykle były bokserki. Wpatrywałam się w każdy szczegół, gdy nagle usłyszałam cichy zduszony śmiech chłopaka, który aż prosił by się wydostać. Zerknęłam na jego nieskazitelną twarz i zobaczyłam ten uśmiech i te dołeczki. Tak.. Cudne są. Śmiech narastał, a ja już nie mogąc wytrzymać z niewiedzą, z czego on tak rży , skupiłam się na jego oczach i zapytałam
JA: CO!? - burknęłam
H: Na każdego się tak gapisz, gdy jest nagi? XD
JA: Owszem.. I wiesz.. kocham też sobie pomacać.. XD
H: Hehehehe ... Bardzo śmieszne. XD
JA: Wiem. xD Ale tak na serio, to zawsze chciałam się przyjrzeć, ale nie miałam okazji.
H: Chciałaś się przyjrzeć powiadasz? XD J
A: Hehhe.. No tak.. Ale chodziło mi o to, że.. Heheehe.. Nie mogę.. Rozbroiłeś mnie. XD
H: Wiem. xD Ale dokończ.. Że co? xD
JA: Oj przestań się tak szczerzyć. Chodzi o to, że maluję i zawsze chciałam namalować scenę w stylu.. Yyy.. Filmu.. Noo...
H: Noo.. ?? XD
JA: No porno..
H: Hehehe.. Nice.. To dla mnie zaszczyt.
JA: Co?
H: Że sceny łóżkowe będą inspirowane moim ciałem XD
JA: Hehehe.. xD Taa.. xD Nie ma za co. Może kiedyś mi będziesz pozował do takiego obrazu XD
H: Hmm.. Interesująca propozycja XD Hehehehe.. XD Nie no. Dobra.. Opanowanie. . . . Więc malujesz?
JA: Tak od małego. Zawsze lubiłam. Nie miałam na to środków, ale jakoś sobie radziłam. Malowanie oddawało moje emocje. Ból przenosiłam na obraz..
H: Ból? - z moich oczu zaczęły uciekać łzy
JA: Nieważne.
H: Ważne. Czemu Cię bolało?
JA: Nie poruszaj tego tematu! Ro
zumiesz!? Nie twój zasrany interes! Moje życie, moja przeszłość, moje problemy! H: Dobrze. Uspokój się.
JA: Sam się uspokój!
H: Proszę, uspokój się.
JA: Dobra.. Nieważne. Zapomnij. Wracając do tematu. Maluję, szkicuję. Taka pasja. Moje obrazy zazwyczaj są smutne, ale są też takie które przedstawiają ludzi. Uśmiechniętych ludzi. Między innymi to wy, mój przyjaciel i rzadziej moja mama. Tak bardzo ją kochałam, a teraz jej nie ma..
H: Nie ma?
JA: Przestań zadawać te cholerne wścibskie pytania!
H: Ale to ty zaczynasz i zostaje taka pustka po informacji której nie podałaś.
JA: Trudno! Pustka jest bo tego właśnie chcę! Masz nie zadawać pytań związanych z moją rodziną! Zrozumiano!?
H: Wyjaśnij mi tylko, dlaczego nie mogę ich zadawać?
JA: Bo nie.
H: Dlaczego?
JA: Bo nie!
H: Ale dlaczego?
JA: Bo kurwa ja sobie tego nie życzę!
H: . . . Ale dlaczego?
JA: Bo nie! Nie rozumiesz!?
H: Nie, nie rozumiem.
JA: To jesteś tępy!
H: A ty przemądrzała!
JA: A ty wścibski!
H: A ty wulgarna!
JA: A ty przyczepialski!
H: A ty nieostrożna!
JA: A ty jesteś pedałkiem!
H: A ty dziwką do pieprzenia!
JA: . . . - nie mogłam nic powiedzieć. Po prostu się rozpłakałam jak małe dziecko
H: Przepraszam, nie powinienem..
JA: Racja. Nie powinieneś. Nie powinieneś mnie ratować. Mogłeś odjechać i dać mi się utopić!
H: Co? Ale czemu?
JA: Bo tak.. Bo nie chcę żyć po tym wszystkim!
H: Jakim wszystkim?
JA: Przestań zadawać te cholerne pytania!
H: Jakim wszystkim? To jest związane z twoją rodziną?
JA: Tak kurwa! Ale jesteś bystry! Brawo za spostrzegawczość a teraz idź się utop w klopie.
H: Ale czemu?
JA: Bo nie wiem, gdzie jeszcze możesz się tu utopić w pobliżu.
H: Nie o to chodzi. Dlaczego cierpisz przez swoją rodzinę?
JA: Zamknij się wreszcie!
H: Nie, do póki się nie dowiem.
JA: Chcesz kurwa wiedzieć!? Dobra! Jak się zamkniesz to ci powiem! Moja rodzina nadaje się do serialu! Do kryminału! Do pieprzonego horroru! Masz! A teraz stul pysk!
----------------------------------------------------------------
Black
JA: No kojarzę.
H: Jako.. ?
JA: Muzyk. One Direction. Jesteś w trasie, a raczej ją kończysz..
H: No tak.. A w związku z tym?
JA: Yyyy.. Nic? Co? Mam piszczeć jaki to ty jesteś cudny? Masz głos, talent, szczęście, przyjaciół, fanów i wspaniałe życie, ale to nie powód do jakiegoś widocznego obsesyjnego fanatyzmu.
H: Dziękuję.
JA: Za co?
H: Że traktujesz mnie.. Normalnie. Jak równego sobie.
JA: Nie ma za co.
H: Idź spać.
JA: A ty?
H: Ja pójdę spać do Louisa.
JA: Nie ma mowy. To ty wynająłeś pokój i nie pozwolę, by ten rachunek był za mnie.
H: Oj, nie przesadzaj.
JA: Nie przesadzam. Śpisz tutaj.
H: Dobrze. Nie będę się z tobą kłócił. - położył się na podłodze
JA: Co ty robisz?
H: Idę spać, nie widać?
JA: Na podłodze!?
H: No tak. Uparłaś się, że mam spać tu. Więc śpię na podłodze. Przecież ty śpisz w łóżku, a ja nie chcę spać z tobą w jednym łóżku, bo jeszcze cię przygniotę i sprawię sam ból.
JA: Nie przesadzaj. Nie zgnieciesz mnie. Chodź.
H: A rany? Co? Będą boleć jak się o nie otrę.
JA: Nie otrzesz. Ufam ci. Chodź.
H: Nie.. Nie mogę..
JA: Ale czemu?
H: No bo.. Ja.. No wiesz.. Ja śpię..
JA: Nago.. Tak wiem..
H: I nie przeszkadza ci to, jako normalnej nieobsesyjnej na moim punkcie osobie?
JA: Nie.. Harry, dorośnij.. Nie jesteśmy już dziećmi. To jedna z części ciała. Tylko taka trochę bardziej.. YYyy.. Bardziej. No. Ale tak to co? Ugryzie mnie?
H: No wiesz.. Nigdy nie wiadomo XD
JA: Hehe.. Przestań sobie żartować i właź na łóżko.
H: Heh.. No dobra.
Patrzyłam jak ściąga z siebie ubrania. Najpierw koszulkę co ukazało jego piękny wytatuowany tors jak i ramiona, potem spodnie, a następnie bokserki. Przyglądałam się dokładnie każdemu ruchowi, by nic mi nie uciekło. Podziwiałam jego całe ciało, aż w końcu mój wzrok zatrzymał się w miejscu gdzie zwykle były bokserki. Wpatrywałam się w każdy szczegół, gdy nagle usłyszałam cichy zduszony śmiech chłopaka, który aż prosił by się wydostać. Zerknęłam na jego nieskazitelną twarz i zobaczyłam ten uśmiech i te dołeczki. Tak.. Cudne są. Śmiech narastał, a ja już nie mogąc wytrzymać z niewiedzą, z czego on tak rży , skupiłam się na jego oczach i zapytałam
JA: CO!? - burknęłam
H: Na każdego się tak gapisz, gdy jest nagi? XD
JA: Owszem.. I wiesz.. kocham też sobie pomacać.. XD
H: Hehehehe ... Bardzo śmieszne. XD
JA: Wiem. xD Ale tak na serio, to zawsze chciałam się przyjrzeć, ale nie miałam okazji.
H: Chciałaś się przyjrzeć powiadasz? XD J
A: Hehhe.. No tak.. Ale chodziło mi o to, że.. Heheehe.. Nie mogę.. Rozbroiłeś mnie. XD
H: Wiem. xD Ale dokończ.. Że co? xD
JA: Oj przestań się tak szczerzyć. Chodzi o to, że maluję i zawsze chciałam namalować scenę w stylu.. Yyy.. Filmu.. Noo...
H: Noo.. ?? XD
JA: No porno..
H: Hehehe.. Nice.. To dla mnie zaszczyt.
JA: Co?
H: Że sceny łóżkowe będą inspirowane moim ciałem XD
JA: Hehehe.. xD Taa.. xD Nie ma za co. Może kiedyś mi będziesz pozował do takiego obrazu XD
H: Hmm.. Interesująca propozycja XD Hehehehe.. XD Nie no. Dobra.. Opanowanie. . . . Więc malujesz?
JA: Tak od małego. Zawsze lubiłam. Nie miałam na to środków, ale jakoś sobie radziłam. Malowanie oddawało moje emocje. Ból przenosiłam na obraz..
H: Ból? - z moich oczu zaczęły uciekać łzy
JA: Nieważne.
H: Ważne. Czemu Cię bolało?
JA: Nie poruszaj tego tematu! Ro
zumiesz!? Nie twój zasrany interes! Moje życie, moja przeszłość, moje problemy! H: Dobrze. Uspokój się.
JA: Sam się uspokój!
H: Proszę, uspokój się.
JA: Dobra.. Nieważne. Zapomnij. Wracając do tematu. Maluję, szkicuję. Taka pasja. Moje obrazy zazwyczaj są smutne, ale są też takie które przedstawiają ludzi. Uśmiechniętych ludzi. Między innymi to wy, mój przyjaciel i rzadziej moja mama. Tak bardzo ją kochałam, a teraz jej nie ma..
H: Nie ma?
JA: Przestań zadawać te cholerne wścibskie pytania!
H: Ale to ty zaczynasz i zostaje taka pustka po informacji której nie podałaś.
JA: Trudno! Pustka jest bo tego właśnie chcę! Masz nie zadawać pytań związanych z moją rodziną! Zrozumiano!?
H: Wyjaśnij mi tylko, dlaczego nie mogę ich zadawać?
JA: Bo nie.
H: Dlaczego?
JA: Bo nie!
H: Ale dlaczego?
JA: Bo kurwa ja sobie tego nie życzę!
H: . . . Ale dlaczego?
JA: Bo nie! Nie rozumiesz!?
H: Nie, nie rozumiem.
JA: To jesteś tępy!
H: A ty przemądrzała!
JA: A ty wścibski!
H: A ty wulgarna!
JA: A ty przyczepialski!
H: A ty nieostrożna!
JA: A ty jesteś pedałkiem!
H: A ty dziwką do pieprzenia!
JA: . . . - nie mogłam nic powiedzieć. Po prostu się rozpłakałam jak małe dziecko
H: Przepraszam, nie powinienem..
JA: Racja. Nie powinieneś. Nie powinieneś mnie ratować. Mogłeś odjechać i dać mi się utopić!
H: Co? Ale czemu?
JA: Bo tak.. Bo nie chcę żyć po tym wszystkim!
H: Jakim wszystkim?
JA: Przestań zadawać te cholerne pytania!
H: Jakim wszystkim? To jest związane z twoją rodziną?
JA: Tak kurwa! Ale jesteś bystry! Brawo za spostrzegawczość a teraz idź się utop w klopie.
H: Ale czemu?
JA: Bo nie wiem, gdzie jeszcze możesz się tu utopić w pobliżu.
H: Nie o to chodzi. Dlaczego cierpisz przez swoją rodzinę?
JA: Zamknij się wreszcie!
H: Nie, do póki się nie dowiem.
JA: Chcesz kurwa wiedzieć!? Dobra! Jak się zamkniesz to ci powiem! Moja rodzina nadaje się do serialu! Do kryminału! Do pieprzonego horroru! Masz! A teraz stul pysk!
----------------------------------------------------------------
Black
IMAGIN#4 część 2 Harry
H:
Moment.. Daj mi chwilkę.. Chyba wiem... Piersi?
JA: No raczej,
że tak... A co innego mogło jeszcze się otrzeć?
H: No, mogło jeszcze coś... Ale w każdym razie.. Trzeba to opatrzyć..
JA: Nie bo będzie boleć i to bardzo...
H: Pewnie tak, bo będzie go trzeba oderwać.. .W sensie że stanik...
JA: Nie.... - zaczęłam popłakiwać..
H: Trzeba.. Masz.. - podał mi zwinięte coś
JA: Co to.. ?
H: Koszulka.. Wgryź się...
JA: Ale ja nie chcę..
H: Trudno... - włożyłam do buzi materiał mocno wgryzając się w niego przy tym.
Chłopak pociągnął za rozpięty stanik i oderwał mi go z kawałkami skóry, a raczej rany.. Zaczęłam ryczeć i drzeć się z bólu.. Nawet nie skończyłam się wydzierać a chłopak od razu spsikał dane miejsce wodą utlenioną , nie dając mi się uspokoić... Rany cholernie bolały i piekły. To było nie do wytrzymania.. Z tego wszystkiego zemdlałam po raz kolejny.. Gdy się obudziłam chłopak wciąż był tutaj..
H: Na długo zemdlałaś.. Cała godzina zeszła.. Jest już 1 w nocy.. Rany zdążyły wyschnąć więc masz na sobie już tylko moją koszulkę. A jak się czujesz..?
JA: Lepiej.. Ale co się stało? Pamiętam tylko że wpadłam do wody i co wcześniej , ale jak się tu znalazłam?
H: To moja sprawka.. Po tym jak mi wbiegłaś pod koła wyłowiłem cię z wody i przywiozłem tutaj.. Leżałaś sporo czasu, obudziłaś się , a dalej to już wiesz..
JA: No tak tak.. Aha.. Dziękuję..
H: Nie ma za co .. A co z tobą? Czemu biegłaś i wpadłaś mi pod koła.. ?
JA: Ja wolę to pominąć..
H: Aha.. Dobrze. Masz prawo.. A gdzie mieszkasz?
JA: Niedaleko od miejsca gdzie to się stało..
H: Aha.. To Cię tam podrzucę.. Rodzi...
JA: NIE!!! - wtrąciłam - To znaczy.. Nie, nie dziękuję..
H: Ale czemu?
JA: Nie do domu.. Nie chcę.. Uciekłam..
H: AAa... Ale rodzice pewnie się martwią..
JA: Uwierz mi na słowo, że nie..
H: A do kogo mam cię podrzucić? Masz jakąś rodzinę?
JA: Nie.. Znaczy tak, ale nie taką, by do niej w tym momencie pojechać..
H: Aha.. Robi się podejrzanie, ale dobrze.. A może jakichś znajomych?
JA: Nie.. Nikt mnie nie lubi.. Znaczy mam jednego kolegę, ale do niego nie, bo jego rodzice się boją.. YYYYyyy. To znaczy nie pozwolą..
H: Ale jak to się boją ? Kogo? Ciebie?
JA: Nie.. Mojego ojca.. Nie poruszajmy tego tematu..
H: Dobrze... Czyli jednym słowem nie masz się gdzie podziać?
JA: Nie.. Ale nie proszę o pomoc.. dam sobie jakoś radę..
H: Nie.. Nie ma mowy.. Pomogę ci..
JA: Nie.. Nie trzeba..
H: Ale pomogę.. Nie pozwolę Ci się błąkać..
JA: Ale jak tak , to niby jak?
H: Na razie jesteśmy w hotelu, ale możesz pomieszkać ze mną.. Jeśli Ci to nie przeszkadza..
JA: Nie...Nie mogę.. Nie będę komuś wrzodem na dupie..
H: Bez przesady.. Tylko byłby jeden, a może dwa problemy..
JA: A jakie?
H: Po pierwsze.. Do mojego domu będziemy jechać z czwórką moich przyjaciół.. Ale to fajni goście.. Tylko może trochę mało ogarnięci.. Ale ręczę za nich.. Obym się nie wkopał..
JA: Nie no.. Akurat to mi nie przeszkadza..
H: Aha.. To okej.. A po drugie.. No cóż.. Ja.. Ja mieszkam w Londynie..
JA: Gdzie!?
H: No będziemy lecieć a nie jechać..
JA: Przecież ... My jesteśmy w Miami... A to jest Londyn! Chociaż.. Zawsze chciałam go zwiedzić.. ( No i z dala od ojca.. - myśli ) Nie no.. Okej..
H: Aaa.. No i jeszcze jedno..
JA: Co?
H: Ja... Ja.. Ja jestem Harry Styles..
H: No, mogło jeszcze coś... Ale w każdym razie.. Trzeba to opatrzyć..
JA: Nie bo będzie boleć i to bardzo...
H: Pewnie tak, bo będzie go trzeba oderwać.. .W sensie że stanik...
JA: Nie.... - zaczęłam popłakiwać..
H: Trzeba.. Masz.. - podał mi zwinięte coś
JA: Co to.. ?
H: Koszulka.. Wgryź się...
JA: Ale ja nie chcę..
H: Trudno... - włożyłam do buzi materiał mocno wgryzając się w niego przy tym.
Chłopak pociągnął za rozpięty stanik i oderwał mi go z kawałkami skóry, a raczej rany.. Zaczęłam ryczeć i drzeć się z bólu.. Nawet nie skończyłam się wydzierać a chłopak od razu spsikał dane miejsce wodą utlenioną , nie dając mi się uspokoić... Rany cholernie bolały i piekły. To było nie do wytrzymania.. Z tego wszystkiego zemdlałam po raz kolejny.. Gdy się obudziłam chłopak wciąż był tutaj..
H: Na długo zemdlałaś.. Cała godzina zeszła.. Jest już 1 w nocy.. Rany zdążyły wyschnąć więc masz na sobie już tylko moją koszulkę. A jak się czujesz..?
JA: Lepiej.. Ale co się stało? Pamiętam tylko że wpadłam do wody i co wcześniej , ale jak się tu znalazłam?
H: To moja sprawka.. Po tym jak mi wbiegłaś pod koła wyłowiłem cię z wody i przywiozłem tutaj.. Leżałaś sporo czasu, obudziłaś się , a dalej to już wiesz..
JA: No tak tak.. Aha.. Dziękuję..
H: Nie ma za co .. A co z tobą? Czemu biegłaś i wpadłaś mi pod koła.. ?
JA: Ja wolę to pominąć..
H: Aha.. Dobrze. Masz prawo.. A gdzie mieszkasz?
JA: Niedaleko od miejsca gdzie to się stało..
H: Aha.. To Cię tam podrzucę.. Rodzi...
JA: NIE!!! - wtrąciłam - To znaczy.. Nie, nie dziękuję..
H: Ale czemu?
JA: Nie do domu.. Nie chcę.. Uciekłam..
H: AAa... Ale rodzice pewnie się martwią..
JA: Uwierz mi na słowo, że nie..
H: A do kogo mam cię podrzucić? Masz jakąś rodzinę?
JA: Nie.. Znaczy tak, ale nie taką, by do niej w tym momencie pojechać..
H: Aha.. Robi się podejrzanie, ale dobrze.. A może jakichś znajomych?
JA: Nie.. Nikt mnie nie lubi.. Znaczy mam jednego kolegę, ale do niego nie, bo jego rodzice się boją.. YYYYyyy. To znaczy nie pozwolą..
H: Ale jak to się boją ? Kogo? Ciebie?
JA: Nie.. Mojego ojca.. Nie poruszajmy tego tematu..
H: Dobrze... Czyli jednym słowem nie masz się gdzie podziać?
JA: Nie.. Ale nie proszę o pomoc.. dam sobie jakoś radę..
H: Nie.. Nie ma mowy.. Pomogę ci..
JA: Nie.. Nie trzeba..
H: Ale pomogę.. Nie pozwolę Ci się błąkać..
JA: Ale jak tak , to niby jak?
H: Na razie jesteśmy w hotelu, ale możesz pomieszkać ze mną.. Jeśli Ci to nie przeszkadza..
JA: Nie...Nie mogę.. Nie będę komuś wrzodem na dupie..
H: Bez przesady.. Tylko byłby jeden, a może dwa problemy..
JA: A jakie?
H: Po pierwsze.. Do mojego domu będziemy jechać z czwórką moich przyjaciół.. Ale to fajni goście.. Tylko może trochę mało ogarnięci.. Ale ręczę za nich.. Obym się nie wkopał..
JA: Nie no.. Akurat to mi nie przeszkadza..
H: Aha.. To okej.. A po drugie.. No cóż.. Ja.. Ja mieszkam w Londynie..
JA: Gdzie!?
H: No będziemy lecieć a nie jechać..
JA: Przecież ... My jesteśmy w Miami... A to jest Londyn! Chociaż.. Zawsze chciałam go zwiedzić.. ( No i z dala od ojca.. - myśli ) Nie no.. Okej..
H: Aaa.. No i jeszcze jedno..
JA: Co?
H: Ja... Ja.. Ja jestem Harry Styles..
-------------------------------------------------------
Black
Black
IMAGIN#4 część 1 Harry
Był
to wieczór. Moi rodzice jak zwykle się kłócili.. Ale to nie była
zwykła kłótnia jak zawsze.. Nie.. Tym razem mój ojciec sięgnął
po nóż.. Zadał mojej matce serię okrutnych ciosów.. Wszystko
było wyraźnie słychać.. Mój tata wiedząc że ja to widzę
zaczął mnie gonić z nożem w ręku i opętaniem w oczach. Wzięłam
prędko torbę i wybiegłam z domu.. Biegłem, biegłam i biegłam
ulicą daleko.. Byle uciec jak najdłużej.. Wtedy rozpędzona
wybiegłam za rogu prosto pod auto i odbijając się od jego maski
runęłam w urwisko które prowadziło do morza.. Czułam, jak spadam
i jak obijam się o strome i ostre skały zbocza. Zadawały mocne i
bolesne ciosy w moje ciało.. Cierpiałam, a urwisko było spore..
Przynajmniej 10 metrów.. Wreszcie runęłam w wodę.. Plackiem, że
tak powiem, czyli klatką piersiową, bo zjeżdżałam z góry na
brzuchu twarzą ku dołowi.. Zakrztusiłam się wodą.. Słoną
wodą.. Wszystkie otarcia cholernie piekły.. Zaczęłam tracić
kontrolę i obraz z każdą sekundą czerniał coraz bardziej.. w
pewnym momencie po prostu znikł, a ja już nie byłam całkowicie
świadoma.. Czułam tylko, że ktoś mnie wziął na ręce i wynosi z
wody.. Potem chyba wsadził ,mnie do auta. Trochę jechaliśmy, a
potem zemdlałam już kompletnie.. To taka pustka której nie
pamiętasz. Jak spanie.. Nie wiesz kiedy się położyłaś i nagle
budzisz się nie wiedząc co się działo.. Powoli zaczęłam
odzyskiwać przytomność..Światło poraziło mnie w oczy.. Nie
widziałam niczego ale czułam ból, który po sekundzie był
mocniejszy.. Zaczęło piec, a ja poczułam , jakby ktoś mnie czymś
polał, spryskał.. Na brzuchu na bank, tam gdzie były
rany..Poczułam też chłód na brzuchu, tak jakbym miała podwiniętą
koszulkę.. Nagle zobaczyłam sylwetkę.. Potem obraz wyostrzył się,
a moim oczom ukazał się jakiś brunet z lokami.. Nie skupiałam na
nim sporej uwagi.. Bardziej przejmowałam się gdzie jestem , bo
obudziłam się w jakimś pokoju, jak się tu znalazłam , co będzie
dalej, co z moją matką i ojcem oraz przerażającym bólem.. Ten
chłopak odkażał mi rany na brzuchu wodą utlenioną..Cały czas
widniał mi przed oczami obraz mojej konającej matki.. To było
straszne.. Byłam przerażona.. Nie wiedziałam co robić.. Jęczałam
z bólu, a obok mnie siedział jakiś nieznajomy.. Nie wiedziałam
czy mogę mu ufać i chciałam się stamtąd jak najszybciej uciec..
Darłam się i wyrywałam ( leżąc na łóżku chciałam z niego
zejść i uciec , ale ten chłopak mnie przygwożdżał do łóżka )
się, ale to nic nie dawało... Chłopak mnie uspokajał.. Przyniósł
jaką tabletkę... Nie chciałam jej brać.. Nie wiadomo co może się
stać.. Gdy już wreszcie się uspokoiłam połknęłam kapsułkę od
nalegającego nieznajomego... Leżałam tak ale nadal ból był
mocny.. Miałam jeszcze nie opatrzoną jedną ranę jak nie
więcej..
Chłopak: Jak się nazywasz... ?
JA : .... - milczałam
Chłopak: Spokojnie.. Możesz powiedzieć.. Nie skrzywdzę cię.
JA: Ja.. Ja... Nazywam się... - jąkałam się z przerażenia
Chłopak: Spokojnie.. No.. Jak masz na imię? - uśmiechnął się w moją stronę lekko zachęcając mnie do odpowiedzi
JA: Ja.. Ja jestem Hope,.
Chłopak: Miło mi Cię poznać.. Ja jestem Harry..
JA: Ciebie też.. Ale co się stało? Gdzie jestem..?
H: W hotelu.. Pozwól że ja zapytam pierwszy.. Boli Cię coś jeszcze?
JA: Może.. Ale nie zawracaj sobie tym głowy..
H: Ale nie, nalegam.. Co Cię boli?
JA: Nieważne.. A w czym ja jestem !?
JA : .... - milczałam
Chłopak: Spokojnie.. Możesz powiedzieć.. Nie skrzywdzę cię.
JA: Ja.. Ja... Nazywam się... - jąkałam się z przerażenia
Chłopak: Spokojnie.. No.. Jak masz na imię? - uśmiechnął się w moją stronę lekko zachęcając mnie do odpowiedzi
JA: Ja.. Ja jestem Hope,.
Chłopak: Miło mi Cię poznać.. Ja jestem Harry..
JA: Ciebie też.. Ale co się stało? Gdzie jestem..?
H: W hotelu.. Pozwól że ja zapytam pierwszy.. Boli Cię coś jeszcze?
JA: Może.. Ale nie zawracaj sobie tym głowy..
H: Ale nie, nalegam.. Co Cię boli?
JA: Nieważne.. A w czym ja jestem !?
H:
W mojej koszulce i bokserkach.. xD Hehehe... Nie no.. Musiałem Cię
przebrać w coś suchego.. Ale nie ruszałem bielizny by szanować
twoją prywatność..
JA:
Aha... Spoko.. Aaa. - jęknęłam cicho z bólu..
H:
Co Cię boli.. Widać że cierpisz..
JA:
To jest logiczne jeśli się trzeźwo myśli..
-------------------------------------------------------------------
Oto część pierwsza. Liczę, że się spodoba ;)
Black
-------------------------------------------------------------------
Oto część pierwsza. Liczę, że się spodoba ;)
Black
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)