niedziela, 30 listopada 2014

IMAGIN#7 Ziall

20 lipca 2022r.


Wojna toczyła się między Australią, a Niemcami. Nawet nie pamiętam z jakiego powodu. Minęło dwadzieścia cztery lata, ale nadal pamiętam przebieg jej wydarzeń. To coś, czego nie da się zapomnieć. Wszystkie siły niemieckie uderzyły na Sydney. Moje rodzinne miasto było jednym wielkim polem bitywy. Jako 20latek miałem obowiązek chronić swojej ojczyzny. Tego dnia stałem ramię w ramię z moim bratem, wujem, ojcem, przyjacielem i rodakiem przeciw wspólnemu wrogowi. Huk karabinów roznosił się kilometrami, a blask z dział jako jedyny oświetlał nam nasz cel. Była to długa noc. Mimo naszych najśmielszych chęci, zostaliśmy pokonani. Ja jak i dziewięciu Australijczyków dostaliśmy się w ręce wroga. Zagnano nas jak bydło do ich obozu. Popchnęli nas na kolana. Wpatrując się w grunt modliliśmy się o łaskawy los. Wtedy z namiotu wyszedł generał niemiecki, rozkazując co z nami zrobić. Pięcioro zastrzelili, czterech zaciągnęli siłą do niewoli, a ja kłęczałem czekając na pewną śmierć. Czekałem i czekałem, gdy kazano mi wstać i się przedstawić. Milczałem. Nie widziałem sensu znania tej informacji. Po sekundzie dostałem karabinem w twarz i usłyszałem ponownie tę samą komendę. 

N: Niall Horan. 

Z: Ile masz lat?

N: 20. 

Z: Bardzo dobrze. Przyprowadzić go do mojego namiatu!

Po krótkiej chwili znajdowałem się już w namiocie. Byłem skrępowany, ale sam. Rozejrzałem się trochę. Typowo niemiecki wystrój - ład, porządek i dyscyplina. Nic szczególnego nie przykłuło mojej uwagi. I wtedy ujrzałem go poraz pierwszy. Wstąpił do namiotu zawiązując zwinnymi palcami wejście. Odwrócił się w wojskowy sposób patrząc na mnie zagadkowo. Był nieco wyższy ode mnie, lepiej zbudowany no i przystojniejszy. Miał czarne włosy postawione na żel, brązowe oczy jak dwa kasztany i śnieżnobiałe zęby. Idealne kości policzkowe sprawiały, że nie mogłem oderwać od niego wzroku. Wpatrywaliśmy się w siebie przez krótką chwile, aż wreszcie się odezwał.

Z: Od tej chwili jesteś moją własnością. Nie wojska, tylko moją własną. Sluchasz się tylko i wyłącznie moich rozkazów. Jeśli ktoś z wojska będzie cię poniżał lub chciał się toba wysłużyć, masz to do mnie zgłosić. Prośby możesz kierować tylko i wyłącznie do mnie, jednak nie spodziewaj się wiele. Zrozumiano? - nie odpowiedziałem - Zrozumiano!? Odpowiadaj! 

N: Tak jest.

Z: Dobrze. Nie masz prawa wychodzić z namiotu jeśli ci na to nie pozwolę. Nie obchodzi mnie, czy jesteś głodny, spragniony, czy też musisz iść za potrzebą. Bez mojej zgody nie masz prawa się nigdzie ruszyć, ani niczego zrobić. Wykonujesz wszystkie moje polecenia bez zawahania. Każę ci klękać - klękasz, każę ci uderzyć wojskowego - robisz, każę ci się rozebrać - rozbierasz się. Nie ma wymówek, płaczu, ani błagania. Możesz jedynie zapytać jak masz to wykonać. Zrozumiano?

N: Tak jest.

Z: Za każde nieposłuszeństwo zostaniesz ukarany, w sposób jaki uznam za stosowny. Zrozumiano?

N: Tak jest.

Z: Od tej pory masz zwracać się do mnie "Generale" przy wojsku i innych osobach, a "Panie", gdy jesteś w tym namiocie i tylko wyłacznie, gdy jesteśmy tu sami. Zrozumiano?

N: Tak jest.

Z: Tak jest co!?

N: Tak jest, panie! 

Z: Jakieś pytania?

N: Dlaczego to mnie wybrałeś, panie?

Z: To proste. Jesteś młody i wyglądasz całkiem przyzwoicie. A i jeszcze jedno. Nie licz, że próba ucieczki pomoże. Nie masz jak uciec, a z każdą próbą będziesz torturowany przez bossmana, a on ma ciężką rękę i brak umiaru. Lepiej pożyjesz słuchając się tego co mówię. Zrozumiano? 

N: Tak jest, panie.

Z: Dobrze. - rozwiązał mnie, stając naprzeciw - A teraz rozbierz się.

N: Przepraszam, co mam zrobić?

Z: Rozbieraj się! 

N: Tak jest.

Z: Tak jest co!?

N: Tak jest, panie. - wszystkie warstwy mojego ubrania leżały obok, a ciemnooki przyglądał mi się uważnie

Z: Gut, teraz połuż się na łożysku.

N: W jaki sposób, panie?

Z: Na brzuchu. - wykonałem rozkaz, po chwili czując pieczenie na pośladku

N: Aaa! 

Z: Cisza! - uderzył mnie po raz drugi szpirutą

N: To boli!

Z: Cisza powiedziałem! - uderzył mnie ze zdwojoną siłą, po czym poczułem jak jego dłoń zaczyna pieścić mój obolały pośladek

Z: A teraz ułuż się w pozycji kucającej!

N: Jakiej, panie?

Z: Ręce oprzyj mocno o ziemię. Ustaw się na kolanach, jakbyś był psem.

N: Tak, panie? - zapytałem ustawiając nieco koślawo na kolanach

Z: Rozszerz nogi.

N: Nie, panie. 

Z: Coś ty powiedział!?

N: Nie zgadzam się, panie.

Z: Nikt nie pytał Cię o zdanie! - szpicruta boleśnie trafiła w mój pośladek wydając przy tym głośny dzwięk

N: Aaaa!

Z: Milcz! - po raz kolejny dostałem w tyłek, czując się jak dziecko karcone przez rodzica

N: Przepraszam, panie. - rozszerzyłem nogi - Wystarczająco, panie?

Z: Wystarczy. Oh, Niall, nieposłuszny z ciebie chłopiec. Będę cię musiał sowicie ukarać. Dam ci wybrać. Chcesz wybrać, czy wolisz, żebym sam to zrobił? 

N: Nie, panie. Niech pan wybierze. - odrzekłem bojąc się, czy to nie podstęp

Z: Nie boisz się?

N: Wierzę, że mój pan jest miłosierny dla swej sługi. 

Z: Hhhmmm. Oszczędzę Cie tym razem. Masz się utrzymać i milczeć, inaczej nie będę miły, zrozumieliśmy się?

N: Tak jest, panie. 

Z: Dobrze. - po chwili poczułem jego dłoń na swoim pośladku, wymierzająca mi klapsa 

N: Aaaaa...

Z: Cicho! Jeden! - kolejne uderzenie zadał w drugi pośladek - Dwa!

N: Dwa. 

Z: Milcz! Chociaż... Hhhhmmm. Nie. Jednak nie. Licz! - kolejny silniejszy plask trafił we mnie celnie jak zawsze

N: Trzy!

....

N: Piętnaście!

Z: Chyba ci wystarczy. 

N: Dziękuję, panie. 

Z: Milcz. Nie skończyłem z tobą. - słyszałem jak rozpina pasek od munduru, a następnie na krześle obok mojej twarzy znajdował się starannie złożony mundur

N: Czy pan chce zrobić to co myślę?

Z: Tak, chłopcze. A teraz złap się czegoś mocno. 

Chwilę później był już we mnie. Ciszy jęk wydobył się z ust każdego. Nie musiałem długo czekać, by zaczął się we mnie poruszać. Czułem jak jego ogromny członek rozrywa mnie od środka z każdym pchnięciem. Poruszał się we mnie szybko, gwałtownie i niespokojnie. Był jak bestia napadająca swoją ofiarę. Jednakże nie był bestią. Był bardzo przystojnym, młodym człowiekiem. Z początku czułem ogromny ból, bo on był wielki, a ja raczej ciasny. Teraz wiem, jak czują się dziewczyny. Byłem cały spięty. Starałem się utrzymać równowagę, gdy ból próbował zawładnąć moim umysłem. Zacząłem lekko jęczeć, dla rozluźnienia. W pewnym momencie, zatrzymał się, wysuwając ze mnie swoją męskość. Jednak nie oddalił się ode mnie. Nachylił się nad moim uchem.

Z: Rozluźnij się. - wyszeptał miękko, wręcz podniecająco

N: Nie...Nie potrafię, panie.

Z: Widziałem jak na mnie patrzysz. Pragniesz mnie, Niall?

N: I to cholernie.

Z: Cieszę się, ja ciebie też. Nazywam się Zayn Malik i mam cholernie wielką ochotę się z tobą pieprzyć. Spełń moją zachciankę, a zostaniesz nagrodzony. - wręcz wymruczał mi do ucha, a ja podnieciłem się na sam dzwięk jego uwodzicielskiego głosu

N: Mogę mówić do ciebie Zayn?

Z: Nazywaj mnie jak chcesz, tylko mi się oddaj.

N: Jestem cały TWÓJ. - podkreśliłem ostatnie słowo, odpychając myśli o zdradzie własnej ojczyzny, bo jedyne czego w tym momencie chciałem to tego mężczyzny


Wsunął się we mnie ponownie, powtarzając wcześniejsze ruchy. Był gwałtowny coraz bardziej z sekundy na sekunde, ale mnie to nakręcało. Czułem się wspaniale. Jego ruchy były niechlujne, jendak bardziej płynne, przyjemne. Rozpływałem się, gdy oplótł mnie ręką w pasie mocniej do siebie przyciągając. Pchnięcia były silne i głębokie. Zagłębiał się we mnie całą swoją długością zapewniając mi kompletną przyjemność. Napięcie we mnie narastało i narastało. Wreszcie postanowił mi pomóc i objął swoją dłonią mojego przyjaciela. Mocno zacisnął uścisk, a ze mnie wydobył się niski jęk. Po chwili zaczął poruszać dłonią w rytm swoich bioder. Podwójna przyjemność wypełniała mnie od środka. Jego ręka była niesamowicie zwinna i zręczna. Wiedział co robi. Idealnie wykonywał każdy ruch kciukiem naciskając na główke mojego przyjaciela. Pare sekund dzieliło mnie od ostatecznego końca. 

Z: No już Niall. Wiem, że tego chcesz. - wymruczał mi do ucha, a ja jak zaczarowany spuściłem się mocno wystrzelając 

Poczułem w sobie jego sperme. Od razu zrobiło mi się ciepło. Byłem zmęczony ale pragnąłem więcej. Korzystając z okazji, że mulat leżał obok mnie zdyszany po swojej pracy, prędko znalazłem się nad nim biorąc w usta jego męskość. Powoli i zmysłowo zacząłem ssać i pieścić jego przyjaciela. Zayn pomrukiwał lekko z przyjemności jaką mu zadawałem. Góra, dół, góra, dół i tak w kółko. Pragnąłem go cholernie. Wyjąłem go z ust pozostawiając pod nadzorem mojej dłoni,  biorąc się za obcałowywanie jego klatki piersiowej. Zostawiałem po sobie mokre ślady, gdy mój język bawił się jego sutkami dając mu więcej przyjemności. Miał przymknięte oczy skupiając się na odczuciach jakie mu zapewniałem. Powróciłem do jego członka mocno go ściskając i zasysając główkę, na co odpowiedział mi gardłowym jękiem. Przyśpieszając ruchy czułem jak Zayn zaczyna drżeć w moich ustach. Ostatecznie odsłoniłem zęby przejeżdzając nimi po całej jego długości. Jak na komendę sperma Zayna znalazła się w moich ustach, a ja przełknąłem ją szybko wsłuchując się w mruczącego chłopaka. Przyglądałem mu się krótką chwilę. Jego ciało było idealne. Pięknie zbudowane, niczym Adonis. Mógłbym go podziwiać godzinami, jednak nie było mi to dane.

Z: Boże, Niall. To było...To było...

N: Wiem.

Z: Dziękuję.

N: Nie masz za co. To była czysta przyjemność.

Z: Miło to słyszeć.

N: Masz przepiękne ciało. 

Z: Starczy na dziś. Idź spać. Rano pobudka.

N: Gdzie mam iść spać?

Z: Możesz obok mnie. Zasłużyłeś. 

N: Dziękuję.

Z: Dziękuję co?

N: Dziękuję, panie

Z: Dobranoc, chłopcze.

N: Dobranoc, panie.


Mijały tygodnie, a ja poznawałem go bardziej i bardziej. Zayn był tylko o lata starszy ode mnie. Mimo to wydawał się o wiele dojrzalszy. Zakochałem się w nim. Jednakże po kilku miesiącach na obóz napadli australijscy żołnierze wybijając, praktycznie wszystkich Niemców. Mnie uwolniono i trafiłem do swojego dawnego domu, ale nie był on już dla mnie domem. Moja rodzina zmarła. Zostałem na tym świecie sam. Moim domem był namiot, w którym co noc z Zaynem zaspakajaliśmy swoje potrzeby. Zayn jako generał dostał wyrok śmierci, od którego nie mogłem go uratować. Dlatego mając starego przyjaciele pracującego w więzieniu, udałmo mi się zorganizować ucieczkę. Przez pierwszy rok jakoś to leciało. Żyliśmy ukrywając się po małych motelach. Jednak Zayn nie mógł tak żyć. Uważał, że stracił honor. Że powinien umrzeć za swój kraj. Tłumaczyłem mu, że tak nie jest, ale nie słuchał. Pewnego dnia, gdy się obudziłem Zayna przy mnie nie było. Nie wiedziałem co się z nim stało. Szukałem go przez długie lata, aż w końcu skończyłem i wróciłem do starego domu. Przestałem o nim myśleć. Sądziłem, że się zabił, by odzyskać honor. Jednakże dopiero wczoraj się dowiedziałem jak bardzo byłem w błędzie. Przyszła do mnie pocztówka z Niemiec. Okazało się, że tam wrócił, do wojska i że było mu trudno odejść, ale musiał to zrobić. Zaprosił mnie do siebie, a ja nie mogę się doczekać naszego spotkania.


sobota, 26 kwietnia 2014

IMAGIN#6 " Moje ckliwośći nr.2 "

Wszystko zaczęło się, gdy była jeszcze mała. Denerwujące ją rodzeństwo, irytujący rodzice i dziadkowie, samotność i brak przyjaciół w szkole. Jedyne co ONA miała wtedy to sąsiadka, która po pewnym czasie była już inną osobą. Ale ONA jednak znalazła przyjaciół. Kilku, ale jednak. Niestety po pewnym czasie okazali się być 'fałszywi' , jeśli można to było tak nazwać. Dokuczali JEJ. Wraz z innymi ludźmi, którzy nawet JEJ nie znali. Reszta oceniała JĄ po wyglądzie. Dokuczali, wypominali najmniejszy błąd. Wykorzystywali każdą okazję, by JEJ ubliżyć. Jednak JEJ przyjaciele zrozumieli swój błąd, a ONA im wybaczyła. Przyjaźń ta rozkwitała, ale ONA i tak w nią nie wierzyła. Bo była już chora psychicznie. To wszystko wprawiło JĄ w obłęd i depresję. Każdy jeden szczegół był ważny, bo każdy jeden mógł sprawić, że się uśmiechnie, zaśmieje albo rozpłacze. Nie wierzyła, że naprawdę JĄ lubią. Myślała, że prędzej, czy później JĄ zostawią, bo przecież już raz to zrobili. Ale oni JĄ zapewniali, że tak się nie stanie. Pewnego dnia jednak we czwórkę udali się do kościoła, a potem na miasto. W kościele czuła się ONA samotna. Gdy z niego wyszli czuła się zbędna. Rozmawiali o tematach o których ONA nie miała pojęcia. Była przygnębiona, bo czuła się, jakby była im obca. Nie śmiała się z ich kawałów, czy powiedzonek. Była wyraźnie zdołowana. Jedna się spytała, gdy reszta na chwilę poszła, czemu jest smutna. ONA jednak nie odpowiedziała. Gdy tamte wróciły bawiły się ile wlezie, a ONA patrzyła w zanieczyszczoną rzekę. Rozmyślała. Porównywała się z nią. Każdy kamyk, śmieć, czy też patyk to rana, którą zadają bezmyślni ludzie rzucając do niej. ONA była jak ta rzeka. Była zanieczyszczona, bo miała wiele ran. W pewnym momencie chciała skoczyć. Chciała się zabić, ale jednak coś JĄ powstrzymywało. Ale gdy już podjęła decyzje i chciała przejść na drugą stronę, to jedna z dziewczyn JĄ powstrzymała. Jednak później znowu zachowywały się jakby JEJ tam nie było. Jakby była duchem niezdolnym do uczuć. Bardzo się na nich zawiodła. Zostawili JĄ wtedy, gdy ich potrzebowała. Ale to nie wystarczyło. Postanowiły sobie pożartować. Gdy ONA odebrała telefon one uciekły dla zabawy. Widziała je z oddali, ale JEJ serce już pękło. Rozbiło się na miliony kawałków. Czuła się jak potwór od którego wszyscy uciekają. Jak śmieć, którym można pomiatać. Jak największe ścierwo, które nie zasługuje na szczęście. W pewien sposób zostawili JĄ. Kompletnie samą. ONA nie chciała już na nie patrzeć więc odeszła, ale one wróciły i postanowiły iść za NIĄ. Gdy usiadła na chwilę, by napisać sms'a one usiadły obok i zaczęły rozmawiać jakby nigdy nic się nie stało. ONA jednak nie chciała przebywać już w ich towarzystwie, więc wstała i odeszła. Wróciła do domu i udawała przy rodzicach, że wszystko gra. Jednak, gdy nastała noc zaczęła okropnie płakać wsłuchując się w smutne melodie. Po mniej niż godzinie przyjechał JEJ chłopak. Pytał się co się stało, ale ONA milczała. Nie chciał się narzucać, więc tolerował to i przytulał JĄ, gdy leżeli już w łóżku. Jedyne słowa jakie mu powiedziała to te, żeby sobie poszedł i ją zostawił. Że chce z nim być, ale nie potrafi. I tak naprawdę się czuła. Nie chciała, by jeszcze on JĄ kiedykolwiek skrzywdził. Ale on był mądry i wiedział, że potrzebowała miłości i troski, a nie samotności. Został z NIĄ. Po pewnym czasie usnął, ale ONA nie mogła. To wszystko chodziło po JEJ głowie. Nie potrafiła już spojrzeć na swoich przyjaciół po tym wszystkim, ale zbyt bardzo się do nich przywiązała. Zbyt bardzo ich kochała, by tak po prostu ich znienawidzić. Nie umiała tego zrobić. Pomimo wszystko ich kochała i za to się nienawidziła. Że nie potrafiła odpuścić. Uznała, że jedynym rozwiązaniem jest śmierć. Postanowiła działać i cicho wymsknęła się do kuchni. Chwyciła największy i najostrzejszy nóż do ręki i wpatrywała się w swoją żyłę. Wystawała od naprężenia mięśni. Przyłożyła nóż do nadgarstka. Wciąż wpatrywała się w żyłę. Chciała umrzeć, ale coś ją blokowało, jak na tym moście. Postanowiła wrócić do pokoju i włączyć smutną muzykę licząc, że to pomoże. Łzy spływały po jej twarzy. Nagle ktoś wyjął JEJ nóż z ręki, obejmując JĄ przy tym. Był to JEJ chłopak. Delikatnie i długo ucałował JĄ w szyję. Obrócił JĄ w swoją stronę i spojrzał w JEJ oczy. Z jego tęczówek emitowało tyle emocji: troska, strach, ból, współczucie oraz jeszcze jedno, w które ONA nie wierzyła. Wmawiała sobie, że JEJ się zdaje, bo nie potrafiła uwierzyć, że chłopak patrzy na nią z uczuciem, którym była "miłość" . Przecież nikt nie mógł JEJ kochać, bo była według NIEJ nikim. Wpatrywała się w niego pytająco zapłakanymi oczami, a łzy nadal spływały po JEJ policzkach. Chłopak uśmiechnął się lekko do NIEJ i powiedział to, czego ONA się nie spodziewała. " Nie płacz już. Wszystko będzie dobrze. Kocham cię. " Następnie dał JEJ buzi w policzek i przyciągnął do siebie. Przytulał JĄ mocno, a po chwili położył JĄ do spania. Usnęła w jego objęciach otulona jego zapachem. Gdy się obudziła jego już nie było. Przemyślała wszystko od nowa. Postanowiła zostawić przyjaciół. Szło JEJ to całkiem dobrze. Chciała zostawić chłopaka, ale on nie pozwolił JEJ na to i JĄ wspierał. Jednak doszła do wniosku, że nie może już przebywać z przyjaciółmi, bo to zbyt boli, ale nie potrafi też bez nich żyć. Doszła do wniosku, że samobójstwo to jedyna droga. Zebrała w sobie całą siłę i połknęła kupkę tabletek popijając je wódką. Pożegnała się z chłopakiem przez wiadomość. Chciała też z przyjaciółmi, ale oni już o NIEJ zapomnieli. Tak jak myślała, była im zbędna. Chłopak chciał JĄ uratować, ale było już za późno. Zmarła i nic nie dało się już zrobić. Na pogrzeb przyszli też JEJ byli przyjaciele. Dopiero wtedy zrozumieli, że jednak jest im JEJ brak. Że za NIĄ tęsknią. Ale wtedy było już na to ZA PÓŹNO.

-------------------------------------------------------------------------------------------

Takie tam częściowo z mojego życia :p

Black

IMAGIN#5 "Moje ckliwości"

Wszystko zaczęło się dawno temu, gdy się narodziła. Bóg miał dla niej plan, ale nie taki jaki by chciała. Cierpiała, bo to było jej pisane. Wszyscy się na nią uwzięli. Rodzina, znajomi, nauczyciele. Dla wszystkich była nieodpowiednia. Dla rodziny i nauczycieli była za głupia, za mało zdolna. Porównywali ją do jej starszego rodzeństwa, które w porównaniu do niej było ideałami każdego rodzica. Same dobre oceny. Specjalne osiągnięcia. Miała narzucone reguły, zasady, wymagania. Nie mogła mieć oceny poniżej piątki. Musiała być mądra, uczyć się , ładnie pisać, zachowywać się tak jak chcieli inni. Jej rówieśnicy dręczyli ją bez powodu, w każdym razie ona go nie znała. Czepiali się wszystkiego. Hejtowali ją za wszystko przez lata. Uważali ją za inną, dziwną. Obrażali ją przy każdej okazji. Wyzywali od brzydkich i grubych. Od głupich i tępych. Od beznadziejnych i niepotrzebnych. Ona na to nie reagowała bo chciała być twarda, bo w większości taka była. Lecz głęboko w niej siedziała ta druga ona, która cierpiała. Każde słowo ją dotykało i raniło. Lecz pojedyncze obelgi nie były wykrywalne. Lecz obrazy trwały latami, a ona się zmieniała. Zmieniała od środka. Nie wierzyła już w nic. Nie wierzyła w szczęście, bo go nie doznawała. Widziała świat w szarych kolorach, bo nie była lepiej traktowana. Jej psychika nie była już normalna. Wierzyła we wszystkie obelgi. We wszystkie chamskie komentarze, a było ich sporo. Nie wierzyła w komplementy. Sądziła że ludzie tylko zmyślają by ją pocieszyć, lecz to nic nie dawało. Wiedziała, że kłamią, bo to co mówili niby mówiąc jej komplementy nie przypominało jej obrazu który miała w głowie. Widziała siebie jako najgorsze monstrum. Starała się zmienić, ale każde jej próby były tylko gorzej przyjmowane. Zmieniła się. Nie była szczęśliwa, ale żyła dalej. Zakochała się. Zakochała na zabój. Wiedziała, że nigdy nie pokocha nikogo innego. Lecz nie starała si z nim być, bo po co? Wiedziała że jej nie zechce, że jej nie kocha, ani nie pokocha. Wiedziała, że jest dla niego niewystarczająca. Wiedziała, że jest dla niego za brzydka, za gruba , za głupia. Wiedziała, że się nie nadaje dla niego, bo jak niby ON miałby ją pokochać. Przecież on był idealny, a ona była nikim. Męczyła się przez lata. Poszła na studia. Mieszkała sama. Nie miała znajomych. Nie miała przyjaciół, a co dopiero chłopaka. Żyła samotnie i to ja dobijało. Mimo tego jak bardzo była nieszczęśliwa żyła dalej. Żyła, bo chciała pokazać, że jest silna. Lecz te wszystkie lata ją zniszczyły. Wreszcie, osoba, którą tak bardzo kochała pokochała ją. Byli razem, lecz ona nadal nie była szczęśliwa. Jej psychika była doszczętnie zniszczona. Nie wierzyła, że chłopak ją kocha. Nie wierzyła w słowa, które mówił. Nie wierzyła w jego zapewnienia. Nawet z NIM nie była szczęśliwa, bo nie umiała. Bo to zrobili z niej ludzie. Zmienili ją. Zrobili z nią osobę niezdolną do odwzajemnienia uczuć. Osobę niezdolną do ufania. Osobę niezdolną do kochania. Osobę niezdolną do cieszenia się chwilą. Osobę bez uczuć. Zrobili z niej wrak człowieka, bo inaczej nie dało się jej opisać. Nie wytrzymała tego psychicznie. Zaczęła się ciąć, bo to dawało upływ emocjom, które w niej siedziały. Chłopak kłócił się z nią i wydzierał na nią z tego powodu, ale do niej to nie docierało. Nie wierzyła mu. Nie wierzyła mu, że robi sobie krzywdę. Nie mogła w to uwierzyć. Chłopak wiedział, że z każdym dniem jest z nią coraz gorzej. Zaczęła ćpać, by zapomnieć o bólu. Chłopak nie mógł patrzeć do jakiego stanu się doprowadziła. Myślał, że oszalała. Że jest chora i trzeba jej specjalnej opieki. Skontaktował się z najlepszymi ludźmi by tylko jej pomóc. Wreszcie znalazł ośrodek. Tak, chciał ją wysłać do psychiatryka, bo myślał, że tylko to jej pomoże, ale tak naprawdę tylko pogorszył sprawę. Dziewczyna podsłuchała jedną z jego rozmów i pomyślała, że on chce się jej pozbyć. Że planował to od początku. Cicho udała się na strych. Znalazła tam sznur i zrobiła na nim pętle. Bez problemu go użyła. Zrobiła to. Powiesiła się. Chłopak jej szukał, aż wreszcie ją znalazł. Było już za późno. Płakał niemiłosiernie, ale to nie mogło oddać jej życia. Było już za późno. Za późno, żeby to naprawić. Obwiniał się, że to jego wina. Że nie pomógł jej na czas. Że nie zdołał jej powstrzymać. Ona poszła do nieba, ale nawet tam, nie mogła być szczęśliwa. Nie umiała być szczęśliwa nawet tam. W niebie, gdzie jest wszystko czego dusza pragnie, ona nie była szczęśliwa. Jako jedyna w niebie nie była szczęśliwa, bo nie umiała. Czuwała nad nim, bo nadal go kochała, ale nigdy nie umiała mu tego okazać. Śledząc każdy jego krok myślała o swoim życiu. Myślała co by było, gdyby pokochał ją wcześniej. Czy byłoby inaczej. Myślała, co by było, gdyby ludzie byli inni. Myślała nad tym sporo i doszła do wniosku, że nikt nie może cierpieć jak ona. Nawiedziła swojego ukochanego we śnie i opowiedziała mu swoją historię. Zaszczepiła w nim myśl, którą było zapobieganie dręczeniu. Przypatrywała się jak chłopak robi wszystko w tym kierunku. Wraz ze swoimi znajomymi zrobił wszystko. Założyli organizację, stronki. Z powodu iż byli znani mieli spore wsparcie. Ludzie zmienili się na lepsze. A ona widząc to wszystko po raz pierwszy od dawna się uśmiechnęła. Wreszcie wiedziała, że ma na coś wpływ. Że jednak coś znaczy. 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam to myśląc o sobie i swojej przyszłości bo tak ją widzę. Ten imagin opowiada o tym jak się czuję i co czuję. Wyraża mnie. Pokazuje moje poglądy, co sądzę i co przeżywam. Pokazuję co tak na prawdę czuję.

Black

IMAGIN#4 część 4 Harry

H: Nie wiedziałem. Przepraszam. Nie powinienem pytać. 
JA: Nie powinieneś. A teraz proszę, daj mi już spokój i pozwól spać.
H: Dobrze, przepraszam. Naprawdę nie chciałem.
JA: Wiem. Zapomnij. Nie chowam urazy.
H: Na pewno?
JA: Tak. Kładź się obok.
H: Okej. - po chwili już leżał na łóżku, a ja czułam się taka samotna. - Dobranoc. - powiedział, a we mnie coś pękło.
Przypomniała mi się moja matka mówiąca mi "dobranoc" co noc. Ale jej już nie ma. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Cały smutek ze mnie wypływał w postaci słonych kropelek wody. Zazwyczaj jestem silna, ale to mnie przerasta.
H: Nie płacz, proszę.
JA: Przepraszam, nie przejmuj się mną.
H: Nie płacz wszystko będzie dobrze. - dał mi buzi w policzek
JA: Możesz mnie przytulić? Wiem, głupie pytanie. - nawet nie odpowiedział, tylko bez zawahania objął mnie ramieniem przysuwając się znacznie - Dziękuję.
H: Nie ma za co. - uśmiechnęłam się pod nosem i usnęłam otulona jego ciepłem.

*Dwa lata później*

Wraz z Harrym jesteśmy zaręczeni. Jesteśmy szczęśliwi. Wie o mojej przeszłości i to on mnie przekonał bym poszła na policję. Była sprawa w sądzie, którą wygraliśmy. Mój ojciec trafił do więzienia i długo tam posiedzi. Harry jest najlepszym co mnie w życiu spotkało.
--------------------------------------------------------------------------

Black

IMAGIN#4 część 3 Harry

JA: Aha.. Spoko. 
H: Nie kojarzysz mnie?
JA: No kojarzę.
H: Jako.. ?
JA: Muzyk. One Direction. Jesteś w trasie, a raczej ją kończysz..
H: No tak.. A w związku z tym?
JA: Yyyy.. Nic? Co? Mam piszczeć jaki to ty jesteś cudny? Masz głos, talent, szczęście, przyjaciół, fanów i wspaniałe życie, ale to nie powód do jakiegoś widocznego obsesyjnego fanatyzmu.
H: Dziękuję.
JA: Za co?
H: Że traktujesz mnie.. Normalnie. Jak równego sobie.
JA: Nie ma za co.
H: Idź spać.
JA: A ty?
H: Ja pójdę spać do Louisa.
JA: Nie ma mowy. To ty wynająłeś pokój i nie pozwolę, by ten rachunek był za mnie.
H: Oj, nie przesadzaj.
JA: Nie przesadzam. Śpisz tutaj.
H: Dobrze. Nie będę się z tobą kłócił. - położył się na podłodze
JA: Co ty robisz?
H: Idę spać, nie widać?
JA: Na podłodze!?
H: No tak. Uparłaś się, że mam spać tu. Więc śpię na podłodze. Przecież ty śpisz w łóżku, a ja nie chcę spać z tobą w jednym łóżku, bo jeszcze cię przygniotę i sprawię sam ból.
JA: Nie przesadzaj. Nie zgnieciesz mnie. Chodź.
H: A rany? Co? Będą boleć jak się o nie otrę.
JA: Nie otrzesz. Ufam ci. Chodź.
H: Nie.. Nie mogę..
JA: Ale czemu?
H: No bo.. Ja.. No wiesz.. Ja śpię..
JA: Nago.. Tak wiem..
H: I nie przeszkadza ci to, jako normalnej nieobsesyjnej na moim punkcie osobie?
JA: Nie.. Harry, dorośnij.. Nie jesteśmy już dziećmi. To jedna z części ciała. Tylko taka trochę bardziej.. YYyy.. Bardziej. No. Ale tak to co? Ugryzie mnie?
H: No wiesz.. Nigdy nie wiadomo XD
JA: Hehe.. Przestań sobie żartować i właź na łóżko.
H: Heh.. No dobra.
Patrzyłam jak ściąga z siebie ubrania. Najpierw koszulkę co ukazało jego piękny wytatuowany tors jak i ramiona, potem spodnie, a następnie bokserki. Przyglądałam się dokładnie każdemu ruchowi, by nic mi nie uciekło. Podziwiałam jego całe ciało, aż w końcu mój wzrok zatrzymał się w miejscu gdzie zwykle były bokserki. Wpatrywałam się w każdy szczegół, gdy nagle usłyszałam cichy zduszony śmiech chłopaka, który aż prosił by się wydostać. Zerknęłam na jego nieskazitelną twarz i zobaczyłam ten uśmiech i te dołeczki. Tak.. Cudne są. Śmiech narastał, a ja już nie mogąc wytrzymać z niewiedzą, z czego on tak rży , skupiłam się na jego oczach i zapytałam
JA: CO!? - burknęłam
H: Na każdego się tak gapisz, gdy jest nagi? XD
JA: Owszem.. I wiesz.. kocham też sobie pomacać.. XD
H: Hehehehe ... Bardzo śmieszne. XD
JA: Wiem. xD Ale tak na serio, to zawsze chciałam się przyjrzeć, ale nie miałam okazji.
H: Chciałaś się przyjrzeć powiadasz? XD J
A: Hehhe.. No tak.. Ale chodziło mi o to, że.. Heheehe.. Nie mogę.. Rozbroiłeś mnie. XD
H: Wiem. xD Ale dokończ.. Że co? xD
JA: Oj przestań się tak szczerzyć. Chodzi o to, że maluję i zawsze chciałam namalować scenę w stylu.. Yyy.. Filmu.. Noo...
H: Noo.. ?? XD
JA: No porno..
H: Hehehe.. Nice.. To dla mnie zaszczyt.
JA: Co?
H: Że sceny łóżkowe będą inspirowane moim ciałem XD
JA: Hehehe.. xD Taa.. xD Nie ma za co. Może kiedyś mi będziesz pozował do takiego obrazu XD
H: Hmm.. Interesująca propozycja XD Hehehehe.. XD Nie no. Dobra.. Opanowanie. . . . Więc malujesz?
JA: Tak od małego. Zawsze lubiłam. Nie miałam na to środków, ale jakoś sobie radziłam. Malowanie oddawało moje emocje. Ból przenosiłam na obraz..
H: Ból? - z moich oczu zaczęły uciekać łzy
JA: Nieważne.
H: Ważne. Czemu Cię bolało?
JA: Nie poruszaj tego tematu! Ro
zumiesz!? Nie twój zasrany interes! Moje życie, moja przeszłość, moje problemy! H: Dobrze. Uspokój się.
JA: Sam się uspokój!
H: Proszę, uspokój się.
JA: Dobra.. Nieważne. Zapomnij. Wracając do tematu. Maluję, szkicuję. Taka pasja. Moje obrazy zazwyczaj są smutne, ale są też takie które przedstawiają ludzi. Uśmiechniętych ludzi. Między innymi to wy, mój przyjaciel i rzadziej moja mama. Tak bardzo ją kochałam, a teraz jej nie ma..
H: Nie ma?
JA: Przestań zadawać te cholerne wścibskie pytania!
H: Ale to ty zaczynasz i zostaje taka pustka po informacji której nie podałaś.
JA: Trudno! Pustka jest bo tego właśnie chcę! Masz nie zadawać pytań związanych z moją rodziną! Zrozumiano!?
H: Wyjaśnij mi tylko, dlaczego nie mogę ich zadawać?
JA: Bo nie.
H: Dlaczego?
JA: Bo nie!
H: Ale dlaczego?
JA: Bo kurwa ja sobie tego nie życzę!
H: . . . Ale dlaczego?
JA: Bo nie! Nie rozumiesz!?
H: Nie, nie rozumiem.
JA: To jesteś tępy!
H: A ty przemądrzała!
JA: A ty wścibski!
H: A ty wulgarna!
JA: A ty przyczepialski!
H: A ty nieostrożna!
JA: A ty jesteś pedałkiem!
H: A ty dziwką do pieprzenia!
JA: . . . - nie mogłam nic powiedzieć. Po prostu się rozpłakałam jak małe dziecko
H: Przepraszam, nie powinienem..
JA: Racja. Nie powinieneś. Nie powinieneś mnie ratować. Mogłeś odjechać i dać mi się utopić!
H: Co? Ale czemu?
JA: Bo tak.. Bo nie chcę żyć po tym wszystkim!
H: Jakim wszystkim?
JA: Przestań zadawać te cholerne pytania!
H: Jakim wszystkim? To jest związane z twoją rodziną?
JA: Tak kurwa! Ale jesteś bystry! Brawo za spostrzegawczość a teraz idź się utop w klopie.
H: Ale czemu?
JA: Bo nie wiem, gdzie jeszcze możesz się tu utopić w pobliżu.
H: Nie o to chodzi. Dlaczego cierpisz przez swoją rodzinę?
JA: Zamknij się wreszcie!
H: Nie, do póki się nie dowiem.
JA: Chcesz kurwa wiedzieć!? Dobra! Jak się zamkniesz to ci powiem! Moja rodzina nadaje się do serialu! Do kryminału! Do pieprzonego horroru! Masz! A teraz stul pysk!

----------------------------------------------------------------

Black

IMAGIN#4 część 2 Harry

H: Moment.. Daj mi chwilkę.. Chyba wiem... Piersi? 
JA: No raczej, że tak... A co innego mogło jeszcze się otrzeć?
H: No, mogło jeszcze coś... Ale w każdym razie.. Trzeba to opatrzyć..
JA: Nie bo będzie boleć i to bardzo...
H: Pewnie tak, bo będzie go trzeba oderwać.. .W sensie że stanik...
JA: Nie.... - zaczęłam popłakiwać..
H: Trzeba.. Masz.. - podał mi zwinięte coś
JA: Co to.. ?
H: Koszulka.. Wgryź się...
JA: Ale ja nie chcę..
H: Trudno... - włożyłam do buzi materiał mocno wgryzając się w niego przy tym.
Chłopak pociągnął za rozpięty stanik i oderwał mi go z kawałkami skóry, a raczej rany.. Zaczęłam ryczeć i drzeć się z bólu.. Nawet nie skończyłam się wydzierać a chłopak od razu spsikał dane miejsce wodą utlenioną , nie dając mi się uspokoić... Rany cholernie bolały i piekły. To było nie do wytrzymania.. Z tego wszystkiego zemdlałam po raz kolejny.. Gdy się obudziłam chłopak wciąż był tutaj..
H: Na długo zemdlałaś.. Cała godzina zeszła.. Jest już 1 w nocy.. Rany zdążyły wyschnąć więc masz na sobie już tylko moją koszulkę. A jak się czujesz..?
JA: Lepiej.. Ale co się stało? Pamiętam tylko że wpadłam do wody i co wcześniej , ale jak się tu znalazłam?
H: To moja sprawka.. Po tym jak mi wbiegłaś pod koła wyłowiłem cię z wody i przywiozłem tutaj.. Leżałaś sporo czasu, obudziłaś się , a dalej to już wiesz..
JA: No tak tak.. Aha.. Dziękuję..
H: Nie ma za co .. A co z tobą? Czemu biegłaś i wpadłaś mi pod koła.. ?
JA: Ja wolę to pominąć..
H: Aha.. Dobrze. Masz prawo.. A gdzie mieszkasz?
JA: Niedaleko od miejsca gdzie to się stało..
H: Aha.. To Cię tam podrzucę.. Rodzi...
JA: NIE!!! - wtrąciłam - To znaczy.. Nie, nie dziękuję..
H: Ale czemu?
JA: Nie do domu.. Nie chcę.. Uciekłam..
H: AAa... Ale rodzice pewnie się martwią..
JA: Uwierz mi na słowo, że nie..
H: A do kogo mam cię podrzucić? Masz jakąś rodzinę?
JA: Nie.. Znaczy tak, ale nie taką, by do niej w tym momencie pojechać..
H: Aha.. Robi się podejrzanie, ale dobrze.. A może jakichś znajomych?
JA: Nie.. Nikt mnie nie lubi.. Znaczy mam jednego kolegę, ale do niego nie, bo jego rodzice się boją.. YYYYyyy. To znaczy nie pozwolą..
H: Ale jak to się boją ? Kogo? Ciebie?
JA: Nie.. Mojego ojca.. Nie poruszajmy tego tematu..
H: Dobrze... Czyli jednym słowem nie masz się gdzie podziać?
JA: Nie.. Ale nie proszę o pomoc.. dam sobie jakoś radę..
H: Nie.. Nie ma mowy.. Pomogę ci..
JA: Nie.. Nie trzeba..
H: Ale pomogę.. Nie pozwolę Ci się błąkać..
JA: Ale jak tak , to niby jak?
H: Na razie jesteśmy w hotelu, ale możesz pomieszkać ze mną.. Jeśli Ci to nie przeszkadza..
JA: Nie...Nie mogę.. Nie będę komuś wrzodem na dupie..
H: Bez przesady.. Tylko byłby jeden, a może dwa problemy..
JA: A jakie?
H: Po pierwsze.. Do mojego domu będziemy jechać z czwórką moich przyjaciół.. Ale to fajni goście.. Tylko może trochę mało ogarnięci.. Ale ręczę za nich.. Obym się nie wkopał..
JA: Nie no.. Akurat to mi nie przeszkadza..
H: Aha.. To okej.. A po drugie.. No cóż.. Ja.. Ja mieszkam w Londynie..
JA: Gdzie!?
H: No będziemy lecieć a nie jechać..
JA: Przecież ... My jesteśmy w Miami... A to jest Londyn! Chociaż.. Zawsze chciałam go zwiedzić.. ( No i z dala od ojca.. - myśli ) Nie no.. Okej..
H: Aaa.. No i jeszcze jedno..
JA: Co?
H: Ja... Ja.. Ja jestem Harry Styles..
-------------------------------------------------------
Black

IMAGIN#4 część 1 Harry

Był to wieczór. Moi rodzice jak zwykle się kłócili.. Ale to nie była zwykła kłótnia jak zawsze.. Nie.. Tym razem mój ojciec sięgnął po nóż.. Zadał mojej matce serię okrutnych ciosów.. Wszystko było wyraźnie słychać.. Mój tata wiedząc że ja to widzę zaczął mnie gonić z nożem w ręku i opętaniem w oczach. Wzięłam prędko torbę i wybiegłam z domu.. Biegłem, biegłam i biegłam ulicą daleko.. Byle uciec jak najdłużej.. Wtedy rozpędzona wybiegłam za rogu prosto pod auto i odbijając się od jego maski runęłam w urwisko które prowadziło do morza.. Czułam, jak spadam i jak obijam się o strome i ostre skały zbocza. Zadawały mocne i bolesne ciosy w moje ciało.. Cierpiałam, a urwisko było spore.. Przynajmniej 10 metrów.. Wreszcie runęłam w wodę.. Plackiem, że tak powiem, czyli klatką piersiową, bo zjeżdżałam z góry na brzuchu twarzą ku dołowi.. Zakrztusiłam się wodą.. Słoną wodą.. Wszystkie otarcia cholernie piekły.. Zaczęłam tracić kontrolę i obraz z każdą sekundą czerniał coraz bardziej.. w pewnym momencie po prostu znikł, a ja już nie byłam całkowicie świadoma.. Czułam tylko, że ktoś mnie wziął na ręce i wynosi z wody.. Potem chyba wsadził ,mnie do auta. Trochę jechaliśmy, a potem zemdlałam już kompletnie.. To taka pustka której nie pamiętasz. Jak spanie.. Nie wiesz kiedy się położyłaś i nagle budzisz się nie wiedząc co się działo.. Powoli zaczęłam odzyskiwać przytomność..Światło poraziło mnie w oczy.. Nie widziałam niczego ale czułam ból, który po sekundzie był mocniejszy.. Zaczęło piec, a ja poczułam , jakby ktoś mnie czymś polał, spryskał.. Na brzuchu na bank, tam gdzie były rany..Poczułam też chłód na brzuchu, tak jakbym miała podwiniętą koszulkę.. Nagle zobaczyłam sylwetkę.. Potem obraz wyostrzył się, a moim oczom ukazał się jakiś brunet z lokami.. Nie skupiałam na nim sporej uwagi.. Bardziej przejmowałam się gdzie jestem , bo obudziłam się w jakimś pokoju, jak się tu znalazłam , co będzie dalej, co z moją matką i ojcem oraz przerażającym bólem.. Ten chłopak odkażał mi rany na brzuchu wodą utlenioną..Cały czas widniał mi przed oczami obraz mojej konającej matki.. To było straszne.. Byłam przerażona.. Nie wiedziałam co robić.. Jęczałam z bólu, a obok mnie siedział jakiś nieznajomy.. Nie wiedziałam czy mogę mu ufać i chciałam się stamtąd jak najszybciej uciec.. Darłam się i wyrywałam ( leżąc na łóżku chciałam z niego zejść i uciec , ale ten chłopak mnie przygwożdżał do łóżka ) się, ale to nic nie dawało... Chłopak mnie uspokajał.. Przyniósł jaką tabletkę... Nie chciałam jej brać.. Nie wiadomo co może się stać.. Gdy już wreszcie się uspokoiłam połknęłam kapsułkę od nalegającego nieznajomego... Leżałam tak ale nadal ból był mocny.. Miałam jeszcze nie opatrzoną jedną ranę jak nie więcej..
Chłopak: Jak się nazywasz... ?
JA : .... - milczałam
Chłopak: Spokojnie.. Możesz powiedzieć.. Nie skrzywdzę cię.
JA: Ja.. Ja... Nazywam się... - jąkałam się z przerażenia
Chłopak: Spokojnie.. No.. Jak masz na imię? - uśmiechnął się w moją stronę lekko zachęcając mnie do odpowiedzi
JA: Ja.. Ja jestem Hope,.
Chłopak: Miło mi Cię poznać.. Ja jestem Harry..
JA: Ciebie też.. Ale co się stało? Gdzie jestem..?
H: W hotelu.. Pozwól że ja zapytam pierwszy.. Boli Cię coś jeszcze?
JA: Może.. Ale nie zawracaj sobie tym głowy..
H: Ale nie, nalegam.. Co Cię boli?
JA: Nieważne.. A w czym ja jestem !?
H: W mojej koszulce i bokserkach.. xD Hehehe... Nie no.. Musiałem Cię przebrać w coś suchego.. Ale nie ruszałem bielizny by szanować twoją prywatność..
JA: Aha... Spoko.. Aaa. - jęknęłam cicho z bólu..
H: Co Cię boli.. Widać że cierpisz..

JA: To jest logiczne jeśli się trzeźwo myśli..

-------------------------------------------------------------------

Oto część pierwsza. Liczę, że się spodoba ;)
Black