Wszystko
zaczęło się dawno temu, gdy się narodziła. Bóg miał dla niej
plan, ale nie taki jaki by chciała. Cierpiała, bo to było jej
pisane. Wszyscy się na nią uwzięli. Rodzina, znajomi, nauczyciele.
Dla wszystkich była nieodpowiednia. Dla rodziny i nauczycieli była
za głupia, za mało zdolna. Porównywali ją do jej starszego
rodzeństwa, które w porównaniu do niej było ideałami każdego
rodzica. Same dobre oceny. Specjalne osiągnięcia. Miała narzucone
reguły, zasady, wymagania. Nie mogła mieć oceny poniżej piątki.
Musiała być mądra, uczyć się , ładnie pisać, zachowywać się
tak jak chcieli inni. Jej rówieśnicy dręczyli ją bez powodu, w
każdym razie ona go nie znała. Czepiali się wszystkiego. Hejtowali
ją za wszystko przez lata. Uważali ją za inną, dziwną. Obrażali
ją przy każdej okazji. Wyzywali od brzydkich i grubych. Od głupich
i tępych. Od beznadziejnych i niepotrzebnych. Ona na to nie
reagowała bo chciała być twarda, bo w większości taka była.
Lecz głęboko w niej siedziała ta druga ona, która cierpiała.
Każde słowo ją dotykało i raniło. Lecz pojedyncze obelgi nie
były wykrywalne. Lecz obrazy trwały latami, a ona się zmieniała.
Zmieniała od środka. Nie wierzyła już w nic. Nie wierzyła w
szczęście, bo go nie doznawała. Widziała świat w szarych
kolorach, bo nie była lepiej traktowana. Jej psychika nie była już
normalna. Wierzyła we wszystkie obelgi. We wszystkie chamskie
komentarze, a było ich sporo. Nie wierzyła w komplementy. Sądziła
że ludzie tylko zmyślają by ją pocieszyć, lecz to nic nie
dawało. Wiedziała, że kłamią, bo to co mówili niby mówiąc jej
komplementy nie przypominało jej obrazu który miała w głowie.
Widziała siebie jako najgorsze monstrum. Starała się zmienić, ale
każde jej próby były tylko gorzej przyjmowane. Zmieniła się. Nie
była szczęśliwa, ale żyła dalej. Zakochała się. Zakochała na
zabój. Wiedziała, że nigdy nie pokocha nikogo innego. Lecz nie
starała si z nim być, bo po co? Wiedziała że jej nie zechce, że
jej nie kocha, ani nie pokocha. Wiedziała, że jest dla niego
niewystarczająca. Wiedziała, że jest dla niego za brzydka, za
gruba , za głupia. Wiedziała, że się nie nadaje dla niego, bo jak
niby ON miałby ją pokochać. Przecież on był idealny, a ona była
nikim. Męczyła się przez lata. Poszła na studia. Mieszkała sama.
Nie miała znajomych. Nie miała przyjaciół, a co dopiero chłopaka.
Żyła samotnie i to ja dobijało. Mimo tego jak bardzo była
nieszczęśliwa żyła dalej. Żyła, bo chciała pokazać, że jest
silna. Lecz te wszystkie lata ją zniszczyły. Wreszcie, osoba, którą
tak bardzo kochała pokochała ją. Byli razem, lecz ona nadal nie
była szczęśliwa. Jej psychika była doszczętnie zniszczona. Nie
wierzyła, że chłopak ją kocha. Nie wierzyła w słowa, które
mówił. Nie wierzyła w jego zapewnienia. Nawet z NIM nie była
szczęśliwa, bo nie umiała. Bo to zrobili z niej ludzie. Zmienili
ją. Zrobili z nią osobę niezdolną do odwzajemnienia uczuć. Osobę
niezdolną do ufania. Osobę niezdolną do kochania. Osobę niezdolną
do cieszenia się chwilą. Osobę bez uczuć. Zrobili z niej wrak
człowieka, bo inaczej nie dało się jej opisać. Nie wytrzymała
tego psychicznie. Zaczęła się ciąć, bo to dawało upływ
emocjom, które w niej siedziały. Chłopak kłócił się z nią i
wydzierał na nią z tego powodu, ale do niej to nie docierało. Nie
wierzyła mu. Nie wierzyła mu, że robi sobie krzywdę. Nie mogła w
to uwierzyć. Chłopak wiedział, że z każdym dniem jest z nią
coraz gorzej. Zaczęła ćpać, by zapomnieć o bólu. Chłopak nie
mógł patrzeć do jakiego stanu się doprowadziła. Myślał, że
oszalała. Że jest chora i trzeba jej specjalnej opieki.
Skontaktował się z najlepszymi ludźmi by tylko jej pomóc.
Wreszcie znalazł ośrodek. Tak, chciał ją wysłać do
psychiatryka, bo myślał, że tylko to jej pomoże, ale tak naprawdę
tylko pogorszył sprawę. Dziewczyna podsłuchała jedną z jego
rozmów i pomyślała, że on chce się jej pozbyć. Że planował to
od początku. Cicho udała się na strych. Znalazła tam sznur i
zrobiła na nim pętle. Bez problemu go użyła. Zrobiła to.
Powiesiła się. Chłopak jej szukał, aż wreszcie ją znalazł.
Było już za późno. Płakał niemiłosiernie, ale to nie mogło
oddać jej życia. Było już za późno. Za późno, żeby to
naprawić. Obwiniał się, że to jego wina. Że nie pomógł jej na
czas. Że nie zdołał jej powstrzymać. Ona poszła do nieba, ale
nawet tam, nie mogła być szczęśliwa. Nie umiała być szczęśliwa
nawet tam. W niebie, gdzie jest wszystko czego dusza pragnie, ona nie
była szczęśliwa. Jako jedyna w niebie nie była szczęśliwa, bo
nie umiała. Czuwała nad nim, bo nadal go kochała, ale nigdy nie
umiała mu tego okazać. Śledząc każdy jego krok myślała o swoim
życiu. Myślała co by było, gdyby pokochał ją wcześniej. Czy
byłoby inaczej. Myślała, co by było, gdyby ludzie byli inni.
Myślała nad tym sporo i doszła do wniosku, że nikt nie może
cierpieć jak ona. Nawiedziła swojego ukochanego we śnie i
opowiedziała mu swoją historię. Zaszczepiła w nim myśl, którą
było zapobieganie dręczeniu. Przypatrywała się jak chłopak robi
wszystko w tym kierunku. Wraz ze swoimi znajomymi zrobił wszystko.
Założyli organizację, stronki. Z powodu iż byli znani mieli spore
wsparcie. Ludzie zmienili się na lepsze. A ona widząc to wszystko
po raz pierwszy od dawna się uśmiechnęła. Wreszcie wiedziała, że
ma na coś wpływ. Że jednak coś znaczy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam to myśląc o sobie i swojej przyszłości bo tak ją
widzę. Ten imagin opowiada o tym jak się czuję i co czuję. Wyraża
mnie. Pokazuje moje poglądy, co sądzę i co przeżywam. Pokazuję
co tak na prawdę czuję.
Black
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz