Wszystko
zaczęło się, gdy była jeszcze mała. Denerwujące ją rodzeństwo,
irytujący rodzice i dziadkowie, samotność i brak przyjaciół w
szkole. Jedyne co ONA miała wtedy to sąsiadka, która po pewnym
czasie była już inną osobą. Ale ONA jednak znalazła przyjaciół.
Kilku, ale jednak. Niestety po pewnym czasie okazali się być
'fałszywi' , jeśli można to było tak nazwać. Dokuczali JEJ. Wraz
z innymi ludźmi, którzy nawet JEJ nie znali. Reszta oceniała JĄ
po wyglądzie. Dokuczali, wypominali najmniejszy błąd.
Wykorzystywali każdą okazję, by JEJ ubliżyć. Jednak JEJ
przyjaciele zrozumieli swój błąd, a ONA im wybaczyła. Przyjaźń
ta rozkwitała, ale ONA i tak w nią nie wierzyła. Bo była już
chora psychicznie. To wszystko wprawiło JĄ w obłęd i depresję.
Każdy jeden szczegół był ważny, bo każdy jeden mógł sprawić,
że się uśmiechnie, zaśmieje albo rozpłacze. Nie wierzyła, że
naprawdę JĄ lubią. Myślała, że prędzej, czy później JĄ
zostawią, bo przecież już raz to zrobili. Ale oni JĄ zapewniali,
że tak się nie stanie. Pewnego dnia jednak we czwórkę udali się
do kościoła, a potem na miasto. W kościele czuła się ONA
samotna. Gdy z niego wyszli czuła się zbędna. Rozmawiali o
tematach o których ONA nie miała pojęcia. Była przygnębiona, bo
czuła się, jakby była im obca. Nie śmiała się z ich kawałów,
czy powiedzonek. Była wyraźnie zdołowana. Jedna się spytała, gdy
reszta na chwilę poszła, czemu jest smutna. ONA jednak nie
odpowiedziała. Gdy tamte wróciły bawiły się ile wlezie, a ONA
patrzyła w zanieczyszczoną rzekę. Rozmyślała. Porównywała się
z nią. Każdy kamyk, śmieć, czy też patyk to rana, którą zadają
bezmyślni ludzie rzucając do niej. ONA była jak ta rzeka. Była
zanieczyszczona, bo miała wiele ran. W pewnym momencie chciała
skoczyć. Chciała się zabić, ale jednak coś JĄ powstrzymywało.
Ale gdy już podjęła decyzje i chciała przejść na drugą stronę,
to jedna z dziewczyn JĄ powstrzymała. Jednak później znowu
zachowywały się jakby JEJ tam nie było. Jakby była duchem
niezdolnym do uczuć. Bardzo się na nich zawiodła. Zostawili JĄ
wtedy, gdy ich potrzebowała. Ale to nie wystarczyło. Postanowiły
sobie pożartować. Gdy ONA odebrała telefon one uciekły dla
zabawy. Widziała je z oddali, ale JEJ serce już pękło. Rozbiło
się na miliony kawałków. Czuła się jak potwór od którego
wszyscy uciekają. Jak śmieć, którym można pomiatać. Jak
największe ścierwo, które nie zasługuje na szczęście. W pewien
sposób zostawili JĄ. Kompletnie samą. ONA nie chciała już na nie
patrzeć więc odeszła, ale one wróciły i postanowiły iść za
NIĄ. Gdy usiadła na chwilę, by napisać sms'a one usiadły obok i
zaczęły rozmawiać jakby nigdy nic się nie stało. ONA jednak nie
chciała przebywać już w ich towarzystwie, więc wstała i odeszła.
Wróciła do domu i udawała przy rodzicach, że wszystko gra.
Jednak, gdy nastała noc zaczęła okropnie płakać wsłuchując się
w smutne melodie. Po mniej niż godzinie przyjechał JEJ chłopak.
Pytał się co się stało, ale ONA milczała. Nie chciał się
narzucać, więc tolerował to i przytulał JĄ, gdy leżeli już w
łóżku. Jedyne słowa jakie mu powiedziała to te, żeby sobie
poszedł i ją zostawił. Że chce z nim być, ale nie potrafi. I tak
naprawdę się czuła. Nie chciała, by jeszcze on JĄ kiedykolwiek
skrzywdził. Ale on był mądry i wiedział, że potrzebowała
miłości i troski, a nie samotności. Został z NIĄ. Po pewnym
czasie usnął, ale ONA nie mogła. To wszystko chodziło po JEJ
głowie. Nie potrafiła już spojrzeć na swoich przyjaciół po tym
wszystkim, ale zbyt bardzo się do nich przywiązała. Zbyt bardzo
ich kochała, by tak po prostu ich znienawidzić. Nie umiała tego
zrobić. Pomimo wszystko ich kochała i za to się nienawidziła. Że
nie potrafiła odpuścić. Uznała, że jedynym rozwiązaniem jest
śmierć. Postanowiła działać i cicho wymsknęła się do kuchni.
Chwyciła największy i najostrzejszy nóż do ręki i wpatrywała
się w swoją żyłę. Wystawała od naprężenia mięśni.
Przyłożyła nóż do nadgarstka. Wciąż wpatrywała się w żyłę.
Chciała umrzeć, ale coś ją blokowało, jak na tym moście.
Postanowiła wrócić do pokoju i włączyć smutną muzykę licząc,
że to pomoże. Łzy spływały po jej twarzy. Nagle ktoś wyjął
JEJ nóż z ręki, obejmując JĄ przy tym. Był to JEJ chłopak.
Delikatnie i długo ucałował JĄ w szyję. Obrócił JĄ w swoją
stronę i spojrzał w JEJ oczy. Z jego tęczówek emitowało tyle
emocji: troska, strach, ból, współczucie oraz jeszcze jedno, w
które ONA nie wierzyła. Wmawiała sobie, że JEJ się zdaje, bo nie
potrafiła uwierzyć, że chłopak patrzy na nią z uczuciem, którym
była "miłość" . Przecież nikt nie mógł JEJ kochać,
bo była według NIEJ nikim. Wpatrywała się w niego pytająco
zapłakanymi oczami, a łzy nadal spływały po JEJ policzkach.
Chłopak uśmiechnął się lekko do NIEJ i powiedział to, czego ONA
się nie spodziewała. " Nie płacz już. Wszystko będzie
dobrze. Kocham cię. " Następnie dał JEJ buzi w policzek i
przyciągnął do siebie. Przytulał JĄ mocno, a po chwili położył
JĄ do spania. Usnęła w jego objęciach otulona jego zapachem. Gdy
się obudziła jego już nie było. Przemyślała wszystko od nowa.
Postanowiła zostawić przyjaciół. Szło JEJ to całkiem dobrze.
Chciała zostawić chłopaka, ale on nie pozwolił JEJ na to i JĄ
wspierał. Jednak doszła do wniosku, że nie może już przebywać z
przyjaciółmi, bo to zbyt boli, ale nie potrafi też bez nich żyć.
Doszła do wniosku, że samobójstwo to jedyna droga. Zebrała w
sobie całą siłę i połknęła kupkę tabletek popijając je
wódką. Pożegnała się z chłopakiem przez wiadomość. Chciała
też z przyjaciółmi, ale oni już o NIEJ zapomnieli. Tak jak
myślała, była im zbędna. Chłopak chciał JĄ uratować, ale było
już za późno. Zmarła i nic nie dało się już zrobić. Na
pogrzeb przyszli też JEJ byli przyjaciele. Dopiero wtedy zrozumieli,
że jednak jest im JEJ brak. Że za NIĄ tęsknią. Ale wtedy było
już na to ZA
PÓŹNO.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Takie
tam częściowo z mojego życia :p
Black
Częściowo z twojego życia ? ! W takim razie straszne masz to życie :( Współczuję ci bardzo :( Też miałam kiedyś takich fałszywych przyjaciół, którzy później mnie zostawili :(
OdpowiedzUsuń