sobota, 26 kwietnia 2014

IMAGIN#6 " Moje ckliwośći nr.2 "

Wszystko zaczęło się, gdy była jeszcze mała. Denerwujące ją rodzeństwo, irytujący rodzice i dziadkowie, samotność i brak przyjaciół w szkole. Jedyne co ONA miała wtedy to sąsiadka, która po pewnym czasie była już inną osobą. Ale ONA jednak znalazła przyjaciół. Kilku, ale jednak. Niestety po pewnym czasie okazali się być 'fałszywi' , jeśli można to było tak nazwać. Dokuczali JEJ. Wraz z innymi ludźmi, którzy nawet JEJ nie znali. Reszta oceniała JĄ po wyglądzie. Dokuczali, wypominali najmniejszy błąd. Wykorzystywali każdą okazję, by JEJ ubliżyć. Jednak JEJ przyjaciele zrozumieli swój błąd, a ONA im wybaczyła. Przyjaźń ta rozkwitała, ale ONA i tak w nią nie wierzyła. Bo była już chora psychicznie. To wszystko wprawiło JĄ w obłęd i depresję. Każdy jeden szczegół był ważny, bo każdy jeden mógł sprawić, że się uśmiechnie, zaśmieje albo rozpłacze. Nie wierzyła, że naprawdę JĄ lubią. Myślała, że prędzej, czy później JĄ zostawią, bo przecież już raz to zrobili. Ale oni JĄ zapewniali, że tak się nie stanie. Pewnego dnia jednak we czwórkę udali się do kościoła, a potem na miasto. W kościele czuła się ONA samotna. Gdy z niego wyszli czuła się zbędna. Rozmawiali o tematach o których ONA nie miała pojęcia. Była przygnębiona, bo czuła się, jakby była im obca. Nie śmiała się z ich kawałów, czy powiedzonek. Była wyraźnie zdołowana. Jedna się spytała, gdy reszta na chwilę poszła, czemu jest smutna. ONA jednak nie odpowiedziała. Gdy tamte wróciły bawiły się ile wlezie, a ONA patrzyła w zanieczyszczoną rzekę. Rozmyślała. Porównywała się z nią. Każdy kamyk, śmieć, czy też patyk to rana, którą zadają bezmyślni ludzie rzucając do niej. ONA była jak ta rzeka. Była zanieczyszczona, bo miała wiele ran. W pewnym momencie chciała skoczyć. Chciała się zabić, ale jednak coś JĄ powstrzymywało. Ale gdy już podjęła decyzje i chciała przejść na drugą stronę, to jedna z dziewczyn JĄ powstrzymała. Jednak później znowu zachowywały się jakby JEJ tam nie było. Jakby była duchem niezdolnym do uczuć. Bardzo się na nich zawiodła. Zostawili JĄ wtedy, gdy ich potrzebowała. Ale to nie wystarczyło. Postanowiły sobie pożartować. Gdy ONA odebrała telefon one uciekły dla zabawy. Widziała je z oddali, ale JEJ serce już pękło. Rozbiło się na miliony kawałków. Czuła się jak potwór od którego wszyscy uciekają. Jak śmieć, którym można pomiatać. Jak największe ścierwo, które nie zasługuje na szczęście. W pewien sposób zostawili JĄ. Kompletnie samą. ONA nie chciała już na nie patrzeć więc odeszła, ale one wróciły i postanowiły iść za NIĄ. Gdy usiadła na chwilę, by napisać sms'a one usiadły obok i zaczęły rozmawiać jakby nigdy nic się nie stało. ONA jednak nie chciała przebywać już w ich towarzystwie, więc wstała i odeszła. Wróciła do domu i udawała przy rodzicach, że wszystko gra. Jednak, gdy nastała noc zaczęła okropnie płakać wsłuchując się w smutne melodie. Po mniej niż godzinie przyjechał JEJ chłopak. Pytał się co się stało, ale ONA milczała. Nie chciał się narzucać, więc tolerował to i przytulał JĄ, gdy leżeli już w łóżku. Jedyne słowa jakie mu powiedziała to te, żeby sobie poszedł i ją zostawił. Że chce z nim być, ale nie potrafi. I tak naprawdę się czuła. Nie chciała, by jeszcze on JĄ kiedykolwiek skrzywdził. Ale on był mądry i wiedział, że potrzebowała miłości i troski, a nie samotności. Został z NIĄ. Po pewnym czasie usnął, ale ONA nie mogła. To wszystko chodziło po JEJ głowie. Nie potrafiła już spojrzeć na swoich przyjaciół po tym wszystkim, ale zbyt bardzo się do nich przywiązała. Zbyt bardzo ich kochała, by tak po prostu ich znienawidzić. Nie umiała tego zrobić. Pomimo wszystko ich kochała i za to się nienawidziła. Że nie potrafiła odpuścić. Uznała, że jedynym rozwiązaniem jest śmierć. Postanowiła działać i cicho wymsknęła się do kuchni. Chwyciła największy i najostrzejszy nóż do ręki i wpatrywała się w swoją żyłę. Wystawała od naprężenia mięśni. Przyłożyła nóż do nadgarstka. Wciąż wpatrywała się w żyłę. Chciała umrzeć, ale coś ją blokowało, jak na tym moście. Postanowiła wrócić do pokoju i włączyć smutną muzykę licząc, że to pomoże. Łzy spływały po jej twarzy. Nagle ktoś wyjął JEJ nóż z ręki, obejmując JĄ przy tym. Był to JEJ chłopak. Delikatnie i długo ucałował JĄ w szyję. Obrócił JĄ w swoją stronę i spojrzał w JEJ oczy. Z jego tęczówek emitowało tyle emocji: troska, strach, ból, współczucie oraz jeszcze jedno, w które ONA nie wierzyła. Wmawiała sobie, że JEJ się zdaje, bo nie potrafiła uwierzyć, że chłopak patrzy na nią z uczuciem, którym była "miłość" . Przecież nikt nie mógł JEJ kochać, bo była według NIEJ nikim. Wpatrywała się w niego pytająco zapłakanymi oczami, a łzy nadal spływały po JEJ policzkach. Chłopak uśmiechnął się lekko do NIEJ i powiedział to, czego ONA się nie spodziewała. " Nie płacz już. Wszystko będzie dobrze. Kocham cię. " Następnie dał JEJ buzi w policzek i przyciągnął do siebie. Przytulał JĄ mocno, a po chwili położył JĄ do spania. Usnęła w jego objęciach otulona jego zapachem. Gdy się obudziła jego już nie było. Przemyślała wszystko od nowa. Postanowiła zostawić przyjaciół. Szło JEJ to całkiem dobrze. Chciała zostawić chłopaka, ale on nie pozwolił JEJ na to i JĄ wspierał. Jednak doszła do wniosku, że nie może już przebywać z przyjaciółmi, bo to zbyt boli, ale nie potrafi też bez nich żyć. Doszła do wniosku, że samobójstwo to jedyna droga. Zebrała w sobie całą siłę i połknęła kupkę tabletek popijając je wódką. Pożegnała się z chłopakiem przez wiadomość. Chciała też z przyjaciółmi, ale oni już o NIEJ zapomnieli. Tak jak myślała, była im zbędna. Chłopak chciał JĄ uratować, ale było już za późno. Zmarła i nic nie dało się już zrobić. Na pogrzeb przyszli też JEJ byli przyjaciele. Dopiero wtedy zrozumieli, że jednak jest im JEJ brak. Że za NIĄ tęsknią. Ale wtedy było już na to ZA PÓŹNO.

-------------------------------------------------------------------------------------------

Takie tam częściowo z mojego życia :p

Black

1 komentarz:

  1. Częściowo z twojego życia ? ! W takim razie straszne masz to życie :( Współczuję ci bardzo :( Też miałam kiedyś takich fałszywych przyjaciół, którzy później mnie zostawili :(

    OdpowiedzUsuń