Ja: Co ci się stało? -
mówiłam przez łzy
L: Nieważne skarbie.. Ważne, że tu jestem..
Ja: Co się stało? Powiedz mi, proszę..
L: Twój ojciec mnie pobił.
Ja: Co!?
L: Szszszz... - zatkał mi buzię i pokazał gestem bym była cicho - Ważne że już jest dobrze..
Ja: Dobrze!?
L: Szszsz...
Ja: Dobrze? Spójrz na siebie. Jak ty teraz wyglądasz?
L: - spuścił ze smutkiem głowę
Ja: Właśnie.. Liam.. Ja.. Ja tak nie mogę..
L: Możesz.. Damy radę.
Ja: Nie Liam.. Bo ja.. Ja.. Ja się jutro wyprowadzam..
L: Co? Nie.. To niemożliwe.. Dlaczego?
Ja: Mój ojciec tego chce. Nawet nie wiem gdzie mamy się wyprowadzić. Liaaaaaaaaaam...?
L: Tak skarbie?
Ja: Proszę, nie zapomnij o mnie.
L: Nigdy nie zapomnę...
Przytulił mnie mocno do siebie. Nie chciałam, by odchodził. Podeszłam do drzwi i upewniłam się czy są zamknięte. Dla pewności przekręciłam zamek jeszcze raz. Było już po 22:00. Liam tylko lekko się uśmiechnął, bo wiedział co miałam na myśli. Podszedł do mnie wolno z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Zbliżył nasze usta i połączył je w namiętnym pocałunku. W tym samym czasie czułam jak męczy się z moim suwakiem od sukienki, który jak na złość się zaciął. Gdy on się męczył, ja rozpinałam mu koszulę, a potem spodnie.. Został w samych bokserkach gdy wreszcie udało mu się ściągnąć ze mnie ubranie.. Potem nawet nie wiem kiedy leżeliśmy już nadzy na łóżku.. On był nade mną nachylając się kilka centymetrów od mojej twarzy.
L: Mogę? - pokiwałam głową twierdząco by już to zrobił..
Po ruszał się delikatnie co chwilę pytając jak się czuję... Czułam się przy nim tak dobrze.. Mieliśmy zaledwie 17 lat.. Ja nawet nie skończone.. Zmęczona położyłam się na jego klatce piersiowej. Chłopak dał mi buzi na dobranoc, a ja zaraz po chwili usnęłam. Gdy się obudziłam jego już nie było. Ubrałam się i po obiedzie wyszliśmy z domu. Nawet nie przyszedł się pożegnać.. Nawet nie stał w oknie..
-*-
Wstałam. Jak zwykle w Californii była piękna słoneczna pogoda. Promienie słoneczne wpadły w okna willi rażąc moje oczy. Rozciągnęłam się i po raz kolejny wstałam z łóżka z tym samym smutkiem na twarzy co każdego innego dnia tutaj. Wciąż odczuwałam brak Liama w moim życiu. Po tym rozstaniu kompletnie się posypałam. Kiedyś lubiłam wyglądać porządnie.. Idealna fryzura, paznokcie, kolorowe sukienki podkreślające moją figurę i biżuteria. A teraz? Teraz wyglądam inaczej. Nie dbam o wygląd. Fryzura mnie nie obchodzi. Ubieram się w smutnych kolorach, jak czarny, szary, biały lub granatowy.. Dziś ubrałam przetarte jeansy , szarą szeroką bluzę z zapisem " I SHOULD DIE " oraz okulary przeciw słoneczne. Włożyłam moje ukochane od 2 lat białe conversy przed kostkę i wyszłam z domu. Były to wakacje. Mój ojciec był o tej porze w pracy. Udałam się w to samo miejsce co zawsze, czyli do pubu w najgroźniejszej dzielnicy tego miasta. Dojście zajęło mi około pół godziny. Było już lekko po 11:00. Weszłam do środka. W środku pachniało alkoholem, fajkami, oraz tanimi perfumami.. Było tu pełno meneli, zresztą jak zawsze. Poprosiłam już dobrze mi znanego barmana o piwo. Następnie o wino, a jeszcze później o whisky, a potem to już nie bardzo pamiętam. Zatraciłam się w alkoholu. Ryczałam z rozpaczy i piłam by zapomnieć. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Ostatnie co pamiętam, to to, że szarpałam się z jakimiś osiłkami. Za dużo wypiłam.
-*-
Obudziłam się ciemnym wieczorem. Ale.. Nie w moim domu. To nie było moje łóżko. To nie był mój pokój. Niieeee... To był pokój hotelowy. Czułam się fatalnie.. Wszystko mnie bolało a zwłaszcza głowa. Gdy już się otrząsnęłam i postanowiłam uciec, z łazienki wyszedł jakiś chłopak. Był to całkiem wysoki mulat o czarnych postawionych na żel włosach oraz piwnymi oczami.
Ja: Kim jesteś!? Co ja tu robię!? Co się dzieje!? Gdzie ja jestem!? Pomocy! Pomocy!
---------------------------------------------------------------------------------------------------- ---------------------------------------------------------------------
Sorki, że taki krótki, ale nie miałam czasu na więcej.. Mam nadzieję że mimo to się wam podoba. Proszę, o komentarze.
Black
L: Nieważne skarbie.. Ważne, że tu jestem..
Ja: Co się stało? Powiedz mi, proszę..
L: Twój ojciec mnie pobił.
Ja: Co!?
L: Szszszz... - zatkał mi buzię i pokazał gestem bym była cicho - Ważne że już jest dobrze..
Ja: Dobrze!?
L: Szszsz...
Ja: Dobrze? Spójrz na siebie. Jak ty teraz wyglądasz?
L: - spuścił ze smutkiem głowę
Ja: Właśnie.. Liam.. Ja.. Ja tak nie mogę..
L: Możesz.. Damy radę.
Ja: Nie Liam.. Bo ja.. Ja.. Ja się jutro wyprowadzam..
L: Co? Nie.. To niemożliwe.. Dlaczego?
Ja: Mój ojciec tego chce. Nawet nie wiem gdzie mamy się wyprowadzić. Liaaaaaaaaaam...?
L: Tak skarbie?
Ja: Proszę, nie zapomnij o mnie.
L: Nigdy nie zapomnę...
Przytulił mnie mocno do siebie. Nie chciałam, by odchodził. Podeszłam do drzwi i upewniłam się czy są zamknięte. Dla pewności przekręciłam zamek jeszcze raz. Było już po 22:00. Liam tylko lekko się uśmiechnął, bo wiedział co miałam na myśli. Podszedł do mnie wolno z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Zbliżył nasze usta i połączył je w namiętnym pocałunku. W tym samym czasie czułam jak męczy się z moim suwakiem od sukienki, który jak na złość się zaciął. Gdy on się męczył, ja rozpinałam mu koszulę, a potem spodnie.. Został w samych bokserkach gdy wreszcie udało mu się ściągnąć ze mnie ubranie.. Potem nawet nie wiem kiedy leżeliśmy już nadzy na łóżku.. On był nade mną nachylając się kilka centymetrów od mojej twarzy.
L: Mogę? - pokiwałam głową twierdząco by już to zrobił..
Po ruszał się delikatnie co chwilę pytając jak się czuję... Czułam się przy nim tak dobrze.. Mieliśmy zaledwie 17 lat.. Ja nawet nie skończone.. Zmęczona położyłam się na jego klatce piersiowej. Chłopak dał mi buzi na dobranoc, a ja zaraz po chwili usnęłam. Gdy się obudziłam jego już nie było. Ubrałam się i po obiedzie wyszliśmy z domu. Nawet nie przyszedł się pożegnać.. Nawet nie stał w oknie..
-*-
Wstałam. Jak zwykle w Californii była piękna słoneczna pogoda. Promienie słoneczne wpadły w okna willi rażąc moje oczy. Rozciągnęłam się i po raz kolejny wstałam z łóżka z tym samym smutkiem na twarzy co każdego innego dnia tutaj. Wciąż odczuwałam brak Liama w moim życiu. Po tym rozstaniu kompletnie się posypałam. Kiedyś lubiłam wyglądać porządnie.. Idealna fryzura, paznokcie, kolorowe sukienki podkreślające moją figurę i biżuteria. A teraz? Teraz wyglądam inaczej. Nie dbam o wygląd. Fryzura mnie nie obchodzi. Ubieram się w smutnych kolorach, jak czarny, szary, biały lub granatowy.. Dziś ubrałam przetarte jeansy , szarą szeroką bluzę z zapisem " I SHOULD DIE " oraz okulary przeciw słoneczne. Włożyłam moje ukochane od 2 lat białe conversy przed kostkę i wyszłam z domu. Były to wakacje. Mój ojciec był o tej porze w pracy. Udałam się w to samo miejsce co zawsze, czyli do pubu w najgroźniejszej dzielnicy tego miasta. Dojście zajęło mi około pół godziny. Było już lekko po 11:00. Weszłam do środka. W środku pachniało alkoholem, fajkami, oraz tanimi perfumami.. Było tu pełno meneli, zresztą jak zawsze. Poprosiłam już dobrze mi znanego barmana o piwo. Następnie o wino, a jeszcze później o whisky, a potem to już nie bardzo pamiętam. Zatraciłam się w alkoholu. Ryczałam z rozpaczy i piłam by zapomnieć. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Ostatnie co pamiętam, to to, że szarpałam się z jakimiś osiłkami. Za dużo wypiłam.
-*-
Obudziłam się ciemnym wieczorem. Ale.. Nie w moim domu. To nie było moje łóżko. To nie był mój pokój. Niieeee... To był pokój hotelowy. Czułam się fatalnie.. Wszystko mnie bolało a zwłaszcza głowa. Gdy już się otrząsnęłam i postanowiłam uciec, z łazienki wyszedł jakiś chłopak. Był to całkiem wysoki mulat o czarnych postawionych na żel włosach oraz piwnymi oczami.
Ja: Kim jesteś!? Co ja tu robię!? Co się dzieje!? Gdzie ja jestem!? Pomocy! Pomocy!
---------------------------------------------------------------------------------------------------- ---------------------------------------------------------------------
Sorki, że taki krótki, ale nie miałam czasu na więcej.. Mam nadzieję że mimo to się wam podoba. Proszę, o komentarze.
Black
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz