sobota, 26 kwietnia 2014

IMAGIN#4 część 2 Harry

H: Moment.. Daj mi chwilkę.. Chyba wiem... Piersi? 
JA: No raczej, że tak... A co innego mogło jeszcze się otrzeć?
H: No, mogło jeszcze coś... Ale w każdym razie.. Trzeba to opatrzyć..
JA: Nie bo będzie boleć i to bardzo...
H: Pewnie tak, bo będzie go trzeba oderwać.. .W sensie że stanik...
JA: Nie.... - zaczęłam popłakiwać..
H: Trzeba.. Masz.. - podał mi zwinięte coś
JA: Co to.. ?
H: Koszulka.. Wgryź się...
JA: Ale ja nie chcę..
H: Trudno... - włożyłam do buzi materiał mocno wgryzając się w niego przy tym.
Chłopak pociągnął za rozpięty stanik i oderwał mi go z kawałkami skóry, a raczej rany.. Zaczęłam ryczeć i drzeć się z bólu.. Nawet nie skończyłam się wydzierać a chłopak od razu spsikał dane miejsce wodą utlenioną , nie dając mi się uspokoić... Rany cholernie bolały i piekły. To było nie do wytrzymania.. Z tego wszystkiego zemdlałam po raz kolejny.. Gdy się obudziłam chłopak wciąż był tutaj..
H: Na długo zemdlałaś.. Cała godzina zeszła.. Jest już 1 w nocy.. Rany zdążyły wyschnąć więc masz na sobie już tylko moją koszulkę. A jak się czujesz..?
JA: Lepiej.. Ale co się stało? Pamiętam tylko że wpadłam do wody i co wcześniej , ale jak się tu znalazłam?
H: To moja sprawka.. Po tym jak mi wbiegłaś pod koła wyłowiłem cię z wody i przywiozłem tutaj.. Leżałaś sporo czasu, obudziłaś się , a dalej to już wiesz..
JA: No tak tak.. Aha.. Dziękuję..
H: Nie ma za co .. A co z tobą? Czemu biegłaś i wpadłaś mi pod koła.. ?
JA: Ja wolę to pominąć..
H: Aha.. Dobrze. Masz prawo.. A gdzie mieszkasz?
JA: Niedaleko od miejsca gdzie to się stało..
H: Aha.. To Cię tam podrzucę.. Rodzi...
JA: NIE!!! - wtrąciłam - To znaczy.. Nie, nie dziękuję..
H: Ale czemu?
JA: Nie do domu.. Nie chcę.. Uciekłam..
H: AAa... Ale rodzice pewnie się martwią..
JA: Uwierz mi na słowo, że nie..
H: A do kogo mam cię podrzucić? Masz jakąś rodzinę?
JA: Nie.. Znaczy tak, ale nie taką, by do niej w tym momencie pojechać..
H: Aha.. Robi się podejrzanie, ale dobrze.. A może jakichś znajomych?
JA: Nie.. Nikt mnie nie lubi.. Znaczy mam jednego kolegę, ale do niego nie, bo jego rodzice się boją.. YYYYyyy. To znaczy nie pozwolą..
H: Ale jak to się boją ? Kogo? Ciebie?
JA: Nie.. Mojego ojca.. Nie poruszajmy tego tematu..
H: Dobrze... Czyli jednym słowem nie masz się gdzie podziać?
JA: Nie.. Ale nie proszę o pomoc.. dam sobie jakoś radę..
H: Nie.. Nie ma mowy.. Pomogę ci..
JA: Nie.. Nie trzeba..
H: Ale pomogę.. Nie pozwolę Ci się błąkać..
JA: Ale jak tak , to niby jak?
H: Na razie jesteśmy w hotelu, ale możesz pomieszkać ze mną.. Jeśli Ci to nie przeszkadza..
JA: Nie...Nie mogę.. Nie będę komuś wrzodem na dupie..
H: Bez przesady.. Tylko byłby jeden, a może dwa problemy..
JA: A jakie?
H: Po pierwsze.. Do mojego domu będziemy jechać z czwórką moich przyjaciół.. Ale to fajni goście.. Tylko może trochę mało ogarnięci.. Ale ręczę za nich.. Obym się nie wkopał..
JA: Nie no.. Akurat to mi nie przeszkadza..
H: Aha.. To okej.. A po drugie.. No cóż.. Ja.. Ja mieszkam w Londynie..
JA: Gdzie!?
H: No będziemy lecieć a nie jechać..
JA: Przecież ... My jesteśmy w Miami... A to jest Londyn! Chociaż.. Zawsze chciałam go zwiedzić.. ( No i z dala od ojca.. - myśli ) Nie no.. Okej..
H: Aaa.. No i jeszcze jedno..
JA: Co?
H: Ja... Ja.. Ja jestem Harry Styles..
-------------------------------------------------------
Black

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz