niedziela, 30 listopada 2014
sobota, 26 kwietnia 2014
IMAGIN#6 " Moje ckliwośći nr.2 "
Wszystko
zaczęło się, gdy była jeszcze mała. Denerwujące ją rodzeństwo,
irytujący rodzice i dziadkowie, samotność i brak przyjaciół w
szkole. Jedyne co ONA miała wtedy to sąsiadka, która po pewnym
czasie była już inną osobą. Ale ONA jednak znalazła przyjaciół.
Kilku, ale jednak. Niestety po pewnym czasie okazali się być
'fałszywi' , jeśli można to było tak nazwać. Dokuczali JEJ. Wraz
z innymi ludźmi, którzy nawet JEJ nie znali. Reszta oceniała JĄ
po wyglądzie. Dokuczali, wypominali najmniejszy błąd.
Wykorzystywali każdą okazję, by JEJ ubliżyć. Jednak JEJ
przyjaciele zrozumieli swój błąd, a ONA im wybaczyła. Przyjaźń
ta rozkwitała, ale ONA i tak w nią nie wierzyła. Bo była już
chora psychicznie. To wszystko wprawiło JĄ w obłęd i depresję.
Każdy jeden szczegół był ważny, bo każdy jeden mógł sprawić,
że się uśmiechnie, zaśmieje albo rozpłacze. Nie wierzyła, że
naprawdę JĄ lubią. Myślała, że prędzej, czy później JĄ
zostawią, bo przecież już raz to zrobili. Ale oni JĄ zapewniali,
że tak się nie stanie. Pewnego dnia jednak we czwórkę udali się
do kościoła, a potem na miasto. W kościele czuła się ONA
samotna. Gdy z niego wyszli czuła się zbędna. Rozmawiali o
tematach o których ONA nie miała pojęcia. Była przygnębiona, bo
czuła się, jakby była im obca. Nie śmiała się z ich kawałów,
czy powiedzonek. Była wyraźnie zdołowana. Jedna się spytała, gdy
reszta na chwilę poszła, czemu jest smutna. ONA jednak nie
odpowiedziała. Gdy tamte wróciły bawiły się ile wlezie, a ONA
patrzyła w zanieczyszczoną rzekę. Rozmyślała. Porównywała się
z nią. Każdy kamyk, śmieć, czy też patyk to rana, którą zadają
bezmyślni ludzie rzucając do niej. ONA była jak ta rzeka. Była
zanieczyszczona, bo miała wiele ran. W pewnym momencie chciała
skoczyć. Chciała się zabić, ale jednak coś JĄ powstrzymywało.
Ale gdy już podjęła decyzje i chciała przejść na drugą stronę,
to jedna z dziewczyn JĄ powstrzymała. Jednak później znowu
zachowywały się jakby JEJ tam nie było. Jakby była duchem
niezdolnym do uczuć. Bardzo się na nich zawiodła. Zostawili JĄ
wtedy, gdy ich potrzebowała. Ale to nie wystarczyło. Postanowiły
sobie pożartować. Gdy ONA odebrała telefon one uciekły dla
zabawy. Widziała je z oddali, ale JEJ serce już pękło. Rozbiło
się na miliony kawałków. Czuła się jak potwór od którego
wszyscy uciekają. Jak śmieć, którym można pomiatać. Jak
największe ścierwo, które nie zasługuje na szczęście. W pewien
sposób zostawili JĄ. Kompletnie samą. ONA nie chciała już na nie
patrzeć więc odeszła, ale one wróciły i postanowiły iść za
NIĄ. Gdy usiadła na chwilę, by napisać sms'a one usiadły obok i
zaczęły rozmawiać jakby nigdy nic się nie stało. ONA jednak nie
chciała przebywać już w ich towarzystwie, więc wstała i odeszła.
Wróciła do domu i udawała przy rodzicach, że wszystko gra.
Jednak, gdy nastała noc zaczęła okropnie płakać wsłuchując się
w smutne melodie. Po mniej niż godzinie przyjechał JEJ chłopak.
Pytał się co się stało, ale ONA milczała. Nie chciał się
narzucać, więc tolerował to i przytulał JĄ, gdy leżeli już w
łóżku. Jedyne słowa jakie mu powiedziała to te, żeby sobie
poszedł i ją zostawił. Że chce z nim być, ale nie potrafi. I tak
naprawdę się czuła. Nie chciała, by jeszcze on JĄ kiedykolwiek
skrzywdził. Ale on był mądry i wiedział, że potrzebowała
miłości i troski, a nie samotności. Został z NIĄ. Po pewnym
czasie usnął, ale ONA nie mogła. To wszystko chodziło po JEJ
głowie. Nie potrafiła już spojrzeć na swoich przyjaciół po tym
wszystkim, ale zbyt bardzo się do nich przywiązała. Zbyt bardzo
ich kochała, by tak po prostu ich znienawidzić. Nie umiała tego
zrobić. Pomimo wszystko ich kochała i za to się nienawidziła. Że
nie potrafiła odpuścić. Uznała, że jedynym rozwiązaniem jest
śmierć. Postanowiła działać i cicho wymsknęła się do kuchni.
Chwyciła największy i najostrzejszy nóż do ręki i wpatrywała
się w swoją żyłę. Wystawała od naprężenia mięśni.
Przyłożyła nóż do nadgarstka. Wciąż wpatrywała się w żyłę.
Chciała umrzeć, ale coś ją blokowało, jak na tym moście.
Postanowiła wrócić do pokoju i włączyć smutną muzykę licząc,
że to pomoże. Łzy spływały po jej twarzy. Nagle ktoś wyjął
JEJ nóż z ręki, obejmując JĄ przy tym. Był to JEJ chłopak.
Delikatnie i długo ucałował JĄ w szyję. Obrócił JĄ w swoją
stronę i spojrzał w JEJ oczy. Z jego tęczówek emitowało tyle
emocji: troska, strach, ból, współczucie oraz jeszcze jedno, w
które ONA nie wierzyła. Wmawiała sobie, że JEJ się zdaje, bo nie
potrafiła uwierzyć, że chłopak patrzy na nią z uczuciem, którym
była "miłość" . Przecież nikt nie mógł JEJ kochać,
bo była według NIEJ nikim. Wpatrywała się w niego pytająco
zapłakanymi oczami, a łzy nadal spływały po JEJ policzkach.
Chłopak uśmiechnął się lekko do NIEJ i powiedział to, czego ONA
się nie spodziewała. " Nie płacz już. Wszystko będzie
dobrze. Kocham cię. " Następnie dał JEJ buzi w policzek i
przyciągnął do siebie. Przytulał JĄ mocno, a po chwili położył
JĄ do spania. Usnęła w jego objęciach otulona jego zapachem. Gdy
się obudziła jego już nie było. Przemyślała wszystko od nowa.
Postanowiła zostawić przyjaciół. Szło JEJ to całkiem dobrze.
Chciała zostawić chłopaka, ale on nie pozwolił JEJ na to i JĄ
wspierał. Jednak doszła do wniosku, że nie może już przebywać z
przyjaciółmi, bo to zbyt boli, ale nie potrafi też bez nich żyć.
Doszła do wniosku, że samobójstwo to jedyna droga. Zebrała w
sobie całą siłę i połknęła kupkę tabletek popijając je
wódką. Pożegnała się z chłopakiem przez wiadomość. Chciała
też z przyjaciółmi, ale oni już o NIEJ zapomnieli. Tak jak
myślała, była im zbędna. Chłopak chciał JĄ uratować, ale było
już za późno. Zmarła i nic nie dało się już zrobić. Na
pogrzeb przyszli też JEJ byli przyjaciele. Dopiero wtedy zrozumieli,
że jednak jest im JEJ brak. Że za NIĄ tęsknią. Ale wtedy było
już na to ZA
PÓŹNO.
-------------------------------------------------------------------------------------------
Takie tam częściowo z mojego życia :p
Black
-------------------------------------------------------------------------------------------
Takie tam częściowo z mojego życia :p
Black
IMAGIN#5 "Moje ckliwości"
Wszystko
zaczęło się dawno temu, gdy się narodziła. Bóg miał dla niej
plan, ale nie taki jaki by chciała. Cierpiała, bo to było jej
pisane. Wszyscy się na nią uwzięli. Rodzina, znajomi, nauczyciele.
Dla wszystkich była nieodpowiednia. Dla rodziny i nauczycieli była
za głupia, za mało zdolna. Porównywali ją do jej starszego
rodzeństwa, które w porównaniu do niej było ideałami każdego
rodzica. Same dobre oceny. Specjalne osiągnięcia. Miała narzucone
reguły, zasady, wymagania. Nie mogła mieć oceny poniżej piątki.
Musiała być mądra, uczyć się , ładnie pisać, zachowywać się
tak jak chcieli inni. Jej rówieśnicy dręczyli ją bez powodu, w
każdym razie ona go nie znała. Czepiali się wszystkiego. Hejtowali
ją za wszystko przez lata. Uważali ją za inną, dziwną. Obrażali
ją przy każdej okazji. Wyzywali od brzydkich i grubych. Od głupich
i tępych. Od beznadziejnych i niepotrzebnych. Ona na to nie
reagowała bo chciała być twarda, bo w większości taka była.
Lecz głęboko w niej siedziała ta druga ona, która cierpiała.
Każde słowo ją dotykało i raniło. Lecz pojedyncze obelgi nie
były wykrywalne. Lecz obrazy trwały latami, a ona się zmieniała.
Zmieniała od środka. Nie wierzyła już w nic. Nie wierzyła w
szczęście, bo go nie doznawała. Widziała świat w szarych
kolorach, bo nie była lepiej traktowana. Jej psychika nie była już
normalna. Wierzyła we wszystkie obelgi. We wszystkie chamskie
komentarze, a było ich sporo. Nie wierzyła w komplementy. Sądziła
że ludzie tylko zmyślają by ją pocieszyć, lecz to nic nie
dawało. Wiedziała, że kłamią, bo to co mówili niby mówiąc jej
komplementy nie przypominało jej obrazu który miała w głowie.
Widziała siebie jako najgorsze monstrum. Starała się zmienić, ale
każde jej próby były tylko gorzej przyjmowane. Zmieniła się. Nie
była szczęśliwa, ale żyła dalej. Zakochała się. Zakochała na
zabój. Wiedziała, że nigdy nie pokocha nikogo innego. Lecz nie
starała si z nim być, bo po co? Wiedziała że jej nie zechce, że
jej nie kocha, ani nie pokocha. Wiedziała, że jest dla niego
niewystarczająca. Wiedziała, że jest dla niego za brzydka, za
gruba , za głupia. Wiedziała, że się nie nadaje dla niego, bo jak
niby ON miałby ją pokochać. Przecież on był idealny, a ona była
nikim. Męczyła się przez lata. Poszła na studia. Mieszkała sama.
Nie miała znajomych. Nie miała przyjaciół, a co dopiero chłopaka.
Żyła samotnie i to ja dobijało. Mimo tego jak bardzo była
nieszczęśliwa żyła dalej. Żyła, bo chciała pokazać, że jest
silna. Lecz te wszystkie lata ją zniszczyły. Wreszcie, osoba, którą
tak bardzo kochała pokochała ją. Byli razem, lecz ona nadal nie
była szczęśliwa. Jej psychika była doszczętnie zniszczona. Nie
wierzyła, że chłopak ją kocha. Nie wierzyła w słowa, które
mówił. Nie wierzyła w jego zapewnienia. Nawet z NIM nie była
szczęśliwa, bo nie umiała. Bo to zrobili z niej ludzie. Zmienili
ją. Zrobili z nią osobę niezdolną do odwzajemnienia uczuć. Osobę
niezdolną do ufania. Osobę niezdolną do kochania. Osobę niezdolną
do cieszenia się chwilą. Osobę bez uczuć. Zrobili z niej wrak
człowieka, bo inaczej nie dało się jej opisać. Nie wytrzymała
tego psychicznie. Zaczęła się ciąć, bo to dawało upływ
emocjom, które w niej siedziały. Chłopak kłócił się z nią i
wydzierał na nią z tego powodu, ale do niej to nie docierało. Nie
wierzyła mu. Nie wierzyła mu, że robi sobie krzywdę. Nie mogła w
to uwierzyć. Chłopak wiedział, że z każdym dniem jest z nią
coraz gorzej. Zaczęła ćpać, by zapomnieć o bólu. Chłopak nie
mógł patrzeć do jakiego stanu się doprowadziła. Myślał, że
oszalała. Że jest chora i trzeba jej specjalnej opieki.
Skontaktował się z najlepszymi ludźmi by tylko jej pomóc.
Wreszcie znalazł ośrodek. Tak, chciał ją wysłać do
psychiatryka, bo myślał, że tylko to jej pomoże, ale tak naprawdę
tylko pogorszył sprawę. Dziewczyna podsłuchała jedną z jego
rozmów i pomyślała, że on chce się jej pozbyć. Że planował to
od początku. Cicho udała się na strych. Znalazła tam sznur i
zrobiła na nim pętle. Bez problemu go użyła. Zrobiła to.
Powiesiła się. Chłopak jej szukał, aż wreszcie ją znalazł.
Było już za późno. Płakał niemiłosiernie, ale to nie mogło
oddać jej życia. Było już za późno. Za późno, żeby to
naprawić. Obwiniał się, że to jego wina. Że nie pomógł jej na
czas. Że nie zdołał jej powstrzymać. Ona poszła do nieba, ale
nawet tam, nie mogła być szczęśliwa. Nie umiała być szczęśliwa
nawet tam. W niebie, gdzie jest wszystko czego dusza pragnie, ona nie
była szczęśliwa. Jako jedyna w niebie nie była szczęśliwa, bo
nie umiała. Czuwała nad nim, bo nadal go kochała, ale nigdy nie
umiała mu tego okazać. Śledząc każdy jego krok myślała o swoim
życiu. Myślała co by było, gdyby pokochał ją wcześniej. Czy
byłoby inaczej. Myślała, co by było, gdyby ludzie byli inni.
Myślała nad tym sporo i doszła do wniosku, że nikt nie może
cierpieć jak ona. Nawiedziła swojego ukochanego we śnie i
opowiedziała mu swoją historię. Zaszczepiła w nim myśl, którą
było zapobieganie dręczeniu. Przypatrywała się jak chłopak robi
wszystko w tym kierunku. Wraz ze swoimi znajomymi zrobił wszystko.
Założyli organizację, stronki. Z powodu iż byli znani mieli spore
wsparcie. Ludzie zmienili się na lepsze. A ona widząc to wszystko
po raz pierwszy od dawna się uśmiechnęła. Wreszcie wiedziała, że
ma na coś wpływ. Że jednak coś znaczy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam to myśląc o sobie i swojej przyszłości bo tak ją widzę. Ten imagin opowiada o tym jak się czuję i co czuję. Wyraża mnie. Pokazuje moje poglądy, co sądzę i co przeżywam. Pokazuję co tak na prawdę czuję.
Black
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam to myśląc o sobie i swojej przyszłości bo tak ją widzę. Ten imagin opowiada o tym jak się czuję i co czuję. Wyraża mnie. Pokazuje moje poglądy, co sądzę i co przeżywam. Pokazuję co tak na prawdę czuję.
Black
IMAGIN#4 część 4 Harry
H:
Nie wiedziałem. Przepraszam. Nie powinienem pytać.
JA: Nie
powinieneś. A teraz proszę, daj mi już spokój i pozwól spać.
H: Dobrze, przepraszam. Naprawdę nie chciałem.
JA: Wiem. Zapomnij. Nie chowam urazy.
H: Na pewno?
JA: Tak. Kładź się obok.
H: Okej. - po chwili już leżał na łóżku, a ja czułam się taka samotna. - Dobranoc. - powiedział, a we mnie coś pękło.
Przypomniała mi się moja matka mówiąca mi "dobranoc" co noc. Ale jej już nie ma. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Cały smutek ze mnie wypływał w postaci słonych kropelek wody. Zazwyczaj jestem silna, ale to mnie przerasta.
H: Nie płacz, proszę.
JA: Przepraszam, nie przejmuj się mną.
H: Nie płacz wszystko będzie dobrze. - dał mi buzi w policzek
JA: Możesz mnie przytulić? Wiem, głupie pytanie. - nawet nie odpowiedział, tylko bez zawahania objął mnie ramieniem przysuwając się znacznie - Dziękuję.
H: Nie ma za co. - uśmiechnęłam się pod nosem i usnęłam otulona jego ciepłem.
*Dwa lata później*
Wraz z Harrym jesteśmy zaręczeni. Jesteśmy szczęśliwi. Wie o mojej przeszłości i to on mnie przekonał bym poszła na policję. Była sprawa w sądzie, którą wygraliśmy. Mój ojciec trafił do więzienia i długo tam posiedzi. Harry jest najlepszym co mnie w życiu spotkało.
H: Dobrze, przepraszam. Naprawdę nie chciałem.
JA: Wiem. Zapomnij. Nie chowam urazy.
H: Na pewno?
JA: Tak. Kładź się obok.
H: Okej. - po chwili już leżał na łóżku, a ja czułam się taka samotna. - Dobranoc. - powiedział, a we mnie coś pękło.
Przypomniała mi się moja matka mówiąca mi "dobranoc" co noc. Ale jej już nie ma. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Cały smutek ze mnie wypływał w postaci słonych kropelek wody. Zazwyczaj jestem silna, ale to mnie przerasta.
H: Nie płacz, proszę.
JA: Przepraszam, nie przejmuj się mną.
H: Nie płacz wszystko będzie dobrze. - dał mi buzi w policzek
JA: Możesz mnie przytulić? Wiem, głupie pytanie. - nawet nie odpowiedział, tylko bez zawahania objął mnie ramieniem przysuwając się znacznie - Dziękuję.
H: Nie ma za co. - uśmiechnęłam się pod nosem i usnęłam otulona jego ciepłem.
*Dwa lata później*
Wraz z Harrym jesteśmy zaręczeni. Jesteśmy szczęśliwi. Wie o mojej przeszłości i to on mnie przekonał bym poszła na policję. Była sprawa w sądzie, którą wygraliśmy. Mój ojciec trafił do więzienia i długo tam posiedzi. Harry jest najlepszym co mnie w życiu spotkało.
--------------------------------------------------------------------------
Black
Black
IMAGIN#4 część 3 Harry
JA:
Aha.. Spoko.
H: Nie kojarzysz mnie?
JA: No kojarzę.
H: Jako.. ?
JA: Muzyk. One Direction. Jesteś w trasie, a raczej ją kończysz..
H: No tak.. A w związku z tym?
JA: Yyyy.. Nic? Co? Mam piszczeć jaki to ty jesteś cudny? Masz głos, talent, szczęście, przyjaciół, fanów i wspaniałe życie, ale to nie powód do jakiegoś widocznego obsesyjnego fanatyzmu.
H: Dziękuję.
JA: Za co?
H: Że traktujesz mnie.. Normalnie. Jak równego sobie.
JA: Nie ma za co.
H: Idź spać.
JA: A ty?
H: Ja pójdę spać do Louisa.
JA: Nie ma mowy. To ty wynająłeś pokój i nie pozwolę, by ten rachunek był za mnie.
H: Oj, nie przesadzaj.
JA: Nie przesadzam. Śpisz tutaj.
H: Dobrze. Nie będę się z tobą kłócił. - położył się na podłodze
JA: Co ty robisz?
H: Idę spać, nie widać?
JA: Na podłodze!?
H: No tak. Uparłaś się, że mam spać tu. Więc śpię na podłodze. Przecież ty śpisz w łóżku, a ja nie chcę spać z tobą w jednym łóżku, bo jeszcze cię przygniotę i sprawię sam ból.
JA: Nie przesadzaj. Nie zgnieciesz mnie. Chodź.
H: A rany? Co? Będą boleć jak się o nie otrę.
JA: Nie otrzesz. Ufam ci. Chodź.
H: Nie.. Nie mogę..
JA: Ale czemu?
H: No bo.. Ja.. No wiesz.. Ja śpię..
JA: Nago.. Tak wiem..
H: I nie przeszkadza ci to, jako normalnej nieobsesyjnej na moim punkcie osobie?
JA: Nie.. Harry, dorośnij.. Nie jesteśmy już dziećmi. To jedna z części ciała. Tylko taka trochę bardziej.. YYyy.. Bardziej. No. Ale tak to co? Ugryzie mnie?
H: No wiesz.. Nigdy nie wiadomo XD
JA: Hehe.. Przestań sobie żartować i właź na łóżko.
H: Heh.. No dobra.
Patrzyłam jak ściąga z siebie ubrania. Najpierw koszulkę co ukazało jego piękny wytatuowany tors jak i ramiona, potem spodnie, a następnie bokserki. Przyglądałam się dokładnie każdemu ruchowi, by nic mi nie uciekło. Podziwiałam jego całe ciało, aż w końcu mój wzrok zatrzymał się w miejscu gdzie zwykle były bokserki. Wpatrywałam się w każdy szczegół, gdy nagle usłyszałam cichy zduszony śmiech chłopaka, który aż prosił by się wydostać. Zerknęłam na jego nieskazitelną twarz i zobaczyłam ten uśmiech i te dołeczki. Tak.. Cudne są. Śmiech narastał, a ja już nie mogąc wytrzymać z niewiedzą, z czego on tak rży , skupiłam się na jego oczach i zapytałam
JA: CO!? - burknęłam
H: Na każdego się tak gapisz, gdy jest nagi? XD
JA: Owszem.. I wiesz.. kocham też sobie pomacać.. XD
H: Hehehehe ... Bardzo śmieszne. XD
JA: Wiem. xD Ale tak na serio, to zawsze chciałam się przyjrzeć, ale nie miałam okazji.
H: Chciałaś się przyjrzeć powiadasz? XD J
A: Hehhe.. No tak.. Ale chodziło mi o to, że.. Heheehe.. Nie mogę.. Rozbroiłeś mnie. XD
H: Wiem. xD Ale dokończ.. Że co? xD
JA: Oj przestań się tak szczerzyć. Chodzi o to, że maluję i zawsze chciałam namalować scenę w stylu.. Yyy.. Filmu.. Noo...
H: Noo.. ?? XD
JA: No porno..
H: Hehehe.. Nice.. To dla mnie zaszczyt.
JA: Co?
H: Że sceny łóżkowe będą inspirowane moim ciałem XD
JA: Hehehe.. xD Taa.. xD Nie ma za co. Może kiedyś mi będziesz pozował do takiego obrazu XD
H: Hmm.. Interesująca propozycja XD Hehehehe.. XD Nie no. Dobra.. Opanowanie. . . . Więc malujesz?
JA: Tak od małego. Zawsze lubiłam. Nie miałam na to środków, ale jakoś sobie radziłam. Malowanie oddawało moje emocje. Ból przenosiłam na obraz..
H: Ból? - z moich oczu zaczęły uciekać łzy
JA: Nieważne.
H: Ważne. Czemu Cię bolało?
JA: Nie poruszaj tego tematu! Ro
zumiesz!? Nie twój zasrany interes! Moje życie, moja przeszłość, moje problemy! H: Dobrze. Uspokój się.
JA: Sam się uspokój!
H: Proszę, uspokój się.
JA: Dobra.. Nieważne. Zapomnij. Wracając do tematu. Maluję, szkicuję. Taka pasja. Moje obrazy zazwyczaj są smutne, ale są też takie które przedstawiają ludzi. Uśmiechniętych ludzi. Między innymi to wy, mój przyjaciel i rzadziej moja mama. Tak bardzo ją kochałam, a teraz jej nie ma..
H: Nie ma?
JA: Przestań zadawać te cholerne wścibskie pytania!
H: Ale to ty zaczynasz i zostaje taka pustka po informacji której nie podałaś.
JA: Trudno! Pustka jest bo tego właśnie chcę! Masz nie zadawać pytań związanych z moją rodziną! Zrozumiano!?
H: Wyjaśnij mi tylko, dlaczego nie mogę ich zadawać?
JA: Bo nie.
H: Dlaczego?
JA: Bo nie!
H: Ale dlaczego?
JA: Bo kurwa ja sobie tego nie życzę!
H: . . . Ale dlaczego?
JA: Bo nie! Nie rozumiesz!?
H: Nie, nie rozumiem.
JA: To jesteś tępy!
H: A ty przemądrzała!
JA: A ty wścibski!
H: A ty wulgarna!
JA: A ty przyczepialski!
H: A ty nieostrożna!
JA: A ty jesteś pedałkiem!
H: A ty dziwką do pieprzenia!
JA: . . . - nie mogłam nic powiedzieć. Po prostu się rozpłakałam jak małe dziecko
H: Przepraszam, nie powinienem..
JA: Racja. Nie powinieneś. Nie powinieneś mnie ratować. Mogłeś odjechać i dać mi się utopić!
H: Co? Ale czemu?
JA: Bo tak.. Bo nie chcę żyć po tym wszystkim!
H: Jakim wszystkim?
JA: Przestań zadawać te cholerne pytania!
H: Jakim wszystkim? To jest związane z twoją rodziną?
JA: Tak kurwa! Ale jesteś bystry! Brawo za spostrzegawczość a teraz idź się utop w klopie.
H: Ale czemu?
JA: Bo nie wiem, gdzie jeszcze możesz się tu utopić w pobliżu.
H: Nie o to chodzi. Dlaczego cierpisz przez swoją rodzinę?
JA: Zamknij się wreszcie!
H: Nie, do póki się nie dowiem.
JA: Chcesz kurwa wiedzieć!? Dobra! Jak się zamkniesz to ci powiem! Moja rodzina nadaje się do serialu! Do kryminału! Do pieprzonego horroru! Masz! A teraz stul pysk!
----------------------------------------------------------------
Black
JA: No kojarzę.
H: Jako.. ?
JA: Muzyk. One Direction. Jesteś w trasie, a raczej ją kończysz..
H: No tak.. A w związku z tym?
JA: Yyyy.. Nic? Co? Mam piszczeć jaki to ty jesteś cudny? Masz głos, talent, szczęście, przyjaciół, fanów i wspaniałe życie, ale to nie powód do jakiegoś widocznego obsesyjnego fanatyzmu.
H: Dziękuję.
JA: Za co?
H: Że traktujesz mnie.. Normalnie. Jak równego sobie.
JA: Nie ma za co.
H: Idź spać.
JA: A ty?
H: Ja pójdę spać do Louisa.
JA: Nie ma mowy. To ty wynająłeś pokój i nie pozwolę, by ten rachunek był za mnie.
H: Oj, nie przesadzaj.
JA: Nie przesadzam. Śpisz tutaj.
H: Dobrze. Nie będę się z tobą kłócił. - położył się na podłodze
JA: Co ty robisz?
H: Idę spać, nie widać?
JA: Na podłodze!?
H: No tak. Uparłaś się, że mam spać tu. Więc śpię na podłodze. Przecież ty śpisz w łóżku, a ja nie chcę spać z tobą w jednym łóżku, bo jeszcze cię przygniotę i sprawię sam ból.
JA: Nie przesadzaj. Nie zgnieciesz mnie. Chodź.
H: A rany? Co? Będą boleć jak się o nie otrę.
JA: Nie otrzesz. Ufam ci. Chodź.
H: Nie.. Nie mogę..
JA: Ale czemu?
H: No bo.. Ja.. No wiesz.. Ja śpię..
JA: Nago.. Tak wiem..
H: I nie przeszkadza ci to, jako normalnej nieobsesyjnej na moim punkcie osobie?
JA: Nie.. Harry, dorośnij.. Nie jesteśmy już dziećmi. To jedna z części ciała. Tylko taka trochę bardziej.. YYyy.. Bardziej. No. Ale tak to co? Ugryzie mnie?
H: No wiesz.. Nigdy nie wiadomo XD
JA: Hehe.. Przestań sobie żartować i właź na łóżko.
H: Heh.. No dobra.
Patrzyłam jak ściąga z siebie ubrania. Najpierw koszulkę co ukazało jego piękny wytatuowany tors jak i ramiona, potem spodnie, a następnie bokserki. Przyglądałam się dokładnie każdemu ruchowi, by nic mi nie uciekło. Podziwiałam jego całe ciało, aż w końcu mój wzrok zatrzymał się w miejscu gdzie zwykle były bokserki. Wpatrywałam się w każdy szczegół, gdy nagle usłyszałam cichy zduszony śmiech chłopaka, który aż prosił by się wydostać. Zerknęłam na jego nieskazitelną twarz i zobaczyłam ten uśmiech i te dołeczki. Tak.. Cudne są. Śmiech narastał, a ja już nie mogąc wytrzymać z niewiedzą, z czego on tak rży , skupiłam się na jego oczach i zapytałam
JA: CO!? - burknęłam
H: Na każdego się tak gapisz, gdy jest nagi? XD
JA: Owszem.. I wiesz.. kocham też sobie pomacać.. XD
H: Hehehehe ... Bardzo śmieszne. XD
JA: Wiem. xD Ale tak na serio, to zawsze chciałam się przyjrzeć, ale nie miałam okazji.
H: Chciałaś się przyjrzeć powiadasz? XD J
A: Hehhe.. No tak.. Ale chodziło mi o to, że.. Heheehe.. Nie mogę.. Rozbroiłeś mnie. XD
H: Wiem. xD Ale dokończ.. Że co? xD
JA: Oj przestań się tak szczerzyć. Chodzi o to, że maluję i zawsze chciałam namalować scenę w stylu.. Yyy.. Filmu.. Noo...
H: Noo.. ?? XD
JA: No porno..
H: Hehehe.. Nice.. To dla mnie zaszczyt.
JA: Co?
H: Że sceny łóżkowe będą inspirowane moim ciałem XD
JA: Hehehe.. xD Taa.. xD Nie ma za co. Może kiedyś mi będziesz pozował do takiego obrazu XD
H: Hmm.. Interesująca propozycja XD Hehehehe.. XD Nie no. Dobra.. Opanowanie. . . . Więc malujesz?
JA: Tak od małego. Zawsze lubiłam. Nie miałam na to środków, ale jakoś sobie radziłam. Malowanie oddawało moje emocje. Ból przenosiłam na obraz..
H: Ból? - z moich oczu zaczęły uciekać łzy
JA: Nieważne.
H: Ważne. Czemu Cię bolało?
JA: Nie poruszaj tego tematu! Ro
zumiesz!? Nie twój zasrany interes! Moje życie, moja przeszłość, moje problemy! H: Dobrze. Uspokój się.
JA: Sam się uspokój!
H: Proszę, uspokój się.
JA: Dobra.. Nieważne. Zapomnij. Wracając do tematu. Maluję, szkicuję. Taka pasja. Moje obrazy zazwyczaj są smutne, ale są też takie które przedstawiają ludzi. Uśmiechniętych ludzi. Między innymi to wy, mój przyjaciel i rzadziej moja mama. Tak bardzo ją kochałam, a teraz jej nie ma..
H: Nie ma?
JA: Przestań zadawać te cholerne wścibskie pytania!
H: Ale to ty zaczynasz i zostaje taka pustka po informacji której nie podałaś.
JA: Trudno! Pustka jest bo tego właśnie chcę! Masz nie zadawać pytań związanych z moją rodziną! Zrozumiano!?
H: Wyjaśnij mi tylko, dlaczego nie mogę ich zadawać?
JA: Bo nie.
H: Dlaczego?
JA: Bo nie!
H: Ale dlaczego?
JA: Bo kurwa ja sobie tego nie życzę!
H: . . . Ale dlaczego?
JA: Bo nie! Nie rozumiesz!?
H: Nie, nie rozumiem.
JA: To jesteś tępy!
H: A ty przemądrzała!
JA: A ty wścibski!
H: A ty wulgarna!
JA: A ty przyczepialski!
H: A ty nieostrożna!
JA: A ty jesteś pedałkiem!
H: A ty dziwką do pieprzenia!
JA: . . . - nie mogłam nic powiedzieć. Po prostu się rozpłakałam jak małe dziecko
H: Przepraszam, nie powinienem..
JA: Racja. Nie powinieneś. Nie powinieneś mnie ratować. Mogłeś odjechać i dać mi się utopić!
H: Co? Ale czemu?
JA: Bo tak.. Bo nie chcę żyć po tym wszystkim!
H: Jakim wszystkim?
JA: Przestań zadawać te cholerne pytania!
H: Jakim wszystkim? To jest związane z twoją rodziną?
JA: Tak kurwa! Ale jesteś bystry! Brawo za spostrzegawczość a teraz idź się utop w klopie.
H: Ale czemu?
JA: Bo nie wiem, gdzie jeszcze możesz się tu utopić w pobliżu.
H: Nie o to chodzi. Dlaczego cierpisz przez swoją rodzinę?
JA: Zamknij się wreszcie!
H: Nie, do póki się nie dowiem.
JA: Chcesz kurwa wiedzieć!? Dobra! Jak się zamkniesz to ci powiem! Moja rodzina nadaje się do serialu! Do kryminału! Do pieprzonego horroru! Masz! A teraz stul pysk!
----------------------------------------------------------------
Black
IMAGIN#4 część 2 Harry
H:
Moment.. Daj mi chwilkę.. Chyba wiem... Piersi?
JA: No raczej,
że tak... A co innego mogło jeszcze się otrzeć?
H: No, mogło jeszcze coś... Ale w każdym razie.. Trzeba to opatrzyć..
JA: Nie bo będzie boleć i to bardzo...
H: Pewnie tak, bo będzie go trzeba oderwać.. .W sensie że stanik...
JA: Nie.... - zaczęłam popłakiwać..
H: Trzeba.. Masz.. - podał mi zwinięte coś
JA: Co to.. ?
H: Koszulka.. Wgryź się...
JA: Ale ja nie chcę..
H: Trudno... - włożyłam do buzi materiał mocno wgryzając się w niego przy tym.
Chłopak pociągnął za rozpięty stanik i oderwał mi go z kawałkami skóry, a raczej rany.. Zaczęłam ryczeć i drzeć się z bólu.. Nawet nie skończyłam się wydzierać a chłopak od razu spsikał dane miejsce wodą utlenioną , nie dając mi się uspokoić... Rany cholernie bolały i piekły. To było nie do wytrzymania.. Z tego wszystkiego zemdlałam po raz kolejny.. Gdy się obudziłam chłopak wciąż był tutaj..
H: Na długo zemdlałaś.. Cała godzina zeszła.. Jest już 1 w nocy.. Rany zdążyły wyschnąć więc masz na sobie już tylko moją koszulkę. A jak się czujesz..?
JA: Lepiej.. Ale co się stało? Pamiętam tylko że wpadłam do wody i co wcześniej , ale jak się tu znalazłam?
H: To moja sprawka.. Po tym jak mi wbiegłaś pod koła wyłowiłem cię z wody i przywiozłem tutaj.. Leżałaś sporo czasu, obudziłaś się , a dalej to już wiesz..
JA: No tak tak.. Aha.. Dziękuję..
H: Nie ma za co .. A co z tobą? Czemu biegłaś i wpadłaś mi pod koła.. ?
JA: Ja wolę to pominąć..
H: Aha.. Dobrze. Masz prawo.. A gdzie mieszkasz?
JA: Niedaleko od miejsca gdzie to się stało..
H: Aha.. To Cię tam podrzucę.. Rodzi...
JA: NIE!!! - wtrąciłam - To znaczy.. Nie, nie dziękuję..
H: Ale czemu?
JA: Nie do domu.. Nie chcę.. Uciekłam..
H: AAa... Ale rodzice pewnie się martwią..
JA: Uwierz mi na słowo, że nie..
H: A do kogo mam cię podrzucić? Masz jakąś rodzinę?
JA: Nie.. Znaczy tak, ale nie taką, by do niej w tym momencie pojechać..
H: Aha.. Robi się podejrzanie, ale dobrze.. A może jakichś znajomych?
JA: Nie.. Nikt mnie nie lubi.. Znaczy mam jednego kolegę, ale do niego nie, bo jego rodzice się boją.. YYYYyyy. To znaczy nie pozwolą..
H: Ale jak to się boją ? Kogo? Ciebie?
JA: Nie.. Mojego ojca.. Nie poruszajmy tego tematu..
H: Dobrze... Czyli jednym słowem nie masz się gdzie podziać?
JA: Nie.. Ale nie proszę o pomoc.. dam sobie jakoś radę..
H: Nie.. Nie ma mowy.. Pomogę ci..
JA: Nie.. Nie trzeba..
H: Ale pomogę.. Nie pozwolę Ci się błąkać..
JA: Ale jak tak , to niby jak?
H: Na razie jesteśmy w hotelu, ale możesz pomieszkać ze mną.. Jeśli Ci to nie przeszkadza..
JA: Nie...Nie mogę.. Nie będę komuś wrzodem na dupie..
H: Bez przesady.. Tylko byłby jeden, a może dwa problemy..
JA: A jakie?
H: Po pierwsze.. Do mojego domu będziemy jechać z czwórką moich przyjaciół.. Ale to fajni goście.. Tylko może trochę mało ogarnięci.. Ale ręczę za nich.. Obym się nie wkopał..
JA: Nie no.. Akurat to mi nie przeszkadza..
H: Aha.. To okej.. A po drugie.. No cóż.. Ja.. Ja mieszkam w Londynie..
JA: Gdzie!?
H: No będziemy lecieć a nie jechać..
JA: Przecież ... My jesteśmy w Miami... A to jest Londyn! Chociaż.. Zawsze chciałam go zwiedzić.. ( No i z dala od ojca.. - myśli ) Nie no.. Okej..
H: Aaa.. No i jeszcze jedno..
JA: Co?
H: Ja... Ja.. Ja jestem Harry Styles..
H: No, mogło jeszcze coś... Ale w każdym razie.. Trzeba to opatrzyć..
JA: Nie bo będzie boleć i to bardzo...
H: Pewnie tak, bo będzie go trzeba oderwać.. .W sensie że stanik...
JA: Nie.... - zaczęłam popłakiwać..
H: Trzeba.. Masz.. - podał mi zwinięte coś
JA: Co to.. ?
H: Koszulka.. Wgryź się...
JA: Ale ja nie chcę..
H: Trudno... - włożyłam do buzi materiał mocno wgryzając się w niego przy tym.
Chłopak pociągnął za rozpięty stanik i oderwał mi go z kawałkami skóry, a raczej rany.. Zaczęłam ryczeć i drzeć się z bólu.. Nawet nie skończyłam się wydzierać a chłopak od razu spsikał dane miejsce wodą utlenioną , nie dając mi się uspokoić... Rany cholernie bolały i piekły. To było nie do wytrzymania.. Z tego wszystkiego zemdlałam po raz kolejny.. Gdy się obudziłam chłopak wciąż był tutaj..
H: Na długo zemdlałaś.. Cała godzina zeszła.. Jest już 1 w nocy.. Rany zdążyły wyschnąć więc masz na sobie już tylko moją koszulkę. A jak się czujesz..?
JA: Lepiej.. Ale co się stało? Pamiętam tylko że wpadłam do wody i co wcześniej , ale jak się tu znalazłam?
H: To moja sprawka.. Po tym jak mi wbiegłaś pod koła wyłowiłem cię z wody i przywiozłem tutaj.. Leżałaś sporo czasu, obudziłaś się , a dalej to już wiesz..
JA: No tak tak.. Aha.. Dziękuję..
H: Nie ma za co .. A co z tobą? Czemu biegłaś i wpadłaś mi pod koła.. ?
JA: Ja wolę to pominąć..
H: Aha.. Dobrze. Masz prawo.. A gdzie mieszkasz?
JA: Niedaleko od miejsca gdzie to się stało..
H: Aha.. To Cię tam podrzucę.. Rodzi...
JA: NIE!!! - wtrąciłam - To znaczy.. Nie, nie dziękuję..
H: Ale czemu?
JA: Nie do domu.. Nie chcę.. Uciekłam..
H: AAa... Ale rodzice pewnie się martwią..
JA: Uwierz mi na słowo, że nie..
H: A do kogo mam cię podrzucić? Masz jakąś rodzinę?
JA: Nie.. Znaczy tak, ale nie taką, by do niej w tym momencie pojechać..
H: Aha.. Robi się podejrzanie, ale dobrze.. A może jakichś znajomych?
JA: Nie.. Nikt mnie nie lubi.. Znaczy mam jednego kolegę, ale do niego nie, bo jego rodzice się boją.. YYYYyyy. To znaczy nie pozwolą..
H: Ale jak to się boją ? Kogo? Ciebie?
JA: Nie.. Mojego ojca.. Nie poruszajmy tego tematu..
H: Dobrze... Czyli jednym słowem nie masz się gdzie podziać?
JA: Nie.. Ale nie proszę o pomoc.. dam sobie jakoś radę..
H: Nie.. Nie ma mowy.. Pomogę ci..
JA: Nie.. Nie trzeba..
H: Ale pomogę.. Nie pozwolę Ci się błąkać..
JA: Ale jak tak , to niby jak?
H: Na razie jesteśmy w hotelu, ale możesz pomieszkać ze mną.. Jeśli Ci to nie przeszkadza..
JA: Nie...Nie mogę.. Nie będę komuś wrzodem na dupie..
H: Bez przesady.. Tylko byłby jeden, a może dwa problemy..
JA: A jakie?
H: Po pierwsze.. Do mojego domu będziemy jechać z czwórką moich przyjaciół.. Ale to fajni goście.. Tylko może trochę mało ogarnięci.. Ale ręczę za nich.. Obym się nie wkopał..
JA: Nie no.. Akurat to mi nie przeszkadza..
H: Aha.. To okej.. A po drugie.. No cóż.. Ja.. Ja mieszkam w Londynie..
JA: Gdzie!?
H: No będziemy lecieć a nie jechać..
JA: Przecież ... My jesteśmy w Miami... A to jest Londyn! Chociaż.. Zawsze chciałam go zwiedzić.. ( No i z dala od ojca.. - myśli ) Nie no.. Okej..
H: Aaa.. No i jeszcze jedno..
JA: Co?
H: Ja... Ja.. Ja jestem Harry Styles..
-------------------------------------------------------
Black
Black
IMAGIN#4 część 1 Harry
Był
to wieczór. Moi rodzice jak zwykle się kłócili.. Ale to nie była
zwykła kłótnia jak zawsze.. Nie.. Tym razem mój ojciec sięgnął
po nóż.. Zadał mojej matce serię okrutnych ciosów.. Wszystko
było wyraźnie słychać.. Mój tata wiedząc że ja to widzę
zaczął mnie gonić z nożem w ręku i opętaniem w oczach. Wzięłam
prędko torbę i wybiegłam z domu.. Biegłem, biegłam i biegłam
ulicą daleko.. Byle uciec jak najdłużej.. Wtedy rozpędzona
wybiegłam za rogu prosto pod auto i odbijając się od jego maski
runęłam w urwisko które prowadziło do morza.. Czułam, jak spadam
i jak obijam się o strome i ostre skały zbocza. Zadawały mocne i
bolesne ciosy w moje ciało.. Cierpiałam, a urwisko było spore..
Przynajmniej 10 metrów.. Wreszcie runęłam w wodę.. Plackiem, że
tak powiem, czyli klatką piersiową, bo zjeżdżałam z góry na
brzuchu twarzą ku dołowi.. Zakrztusiłam się wodą.. Słoną
wodą.. Wszystkie otarcia cholernie piekły.. Zaczęłam tracić
kontrolę i obraz z każdą sekundą czerniał coraz bardziej.. w
pewnym momencie po prostu znikł, a ja już nie byłam całkowicie
świadoma.. Czułam tylko, że ktoś mnie wziął na ręce i wynosi z
wody.. Potem chyba wsadził ,mnie do auta. Trochę jechaliśmy, a
potem zemdlałam już kompletnie.. To taka pustka której nie
pamiętasz. Jak spanie.. Nie wiesz kiedy się położyłaś i nagle
budzisz się nie wiedząc co się działo.. Powoli zaczęłam
odzyskiwać przytomność..Światło poraziło mnie w oczy.. Nie
widziałam niczego ale czułam ból, który po sekundzie był
mocniejszy.. Zaczęło piec, a ja poczułam , jakby ktoś mnie czymś
polał, spryskał.. Na brzuchu na bank, tam gdzie były
rany..Poczułam też chłód na brzuchu, tak jakbym miała podwiniętą
koszulkę.. Nagle zobaczyłam sylwetkę.. Potem obraz wyostrzył się,
a moim oczom ukazał się jakiś brunet z lokami.. Nie skupiałam na
nim sporej uwagi.. Bardziej przejmowałam się gdzie jestem , bo
obudziłam się w jakimś pokoju, jak się tu znalazłam , co będzie
dalej, co z moją matką i ojcem oraz przerażającym bólem.. Ten
chłopak odkażał mi rany na brzuchu wodą utlenioną..Cały czas
widniał mi przed oczami obraz mojej konającej matki.. To było
straszne.. Byłam przerażona.. Nie wiedziałam co robić.. Jęczałam
z bólu, a obok mnie siedział jakiś nieznajomy.. Nie wiedziałam
czy mogę mu ufać i chciałam się stamtąd jak najszybciej uciec..
Darłam się i wyrywałam ( leżąc na łóżku chciałam z niego
zejść i uciec , ale ten chłopak mnie przygwożdżał do łóżka )
się, ale to nic nie dawało... Chłopak mnie uspokajał.. Przyniósł
jaką tabletkę... Nie chciałam jej brać.. Nie wiadomo co może się
stać.. Gdy już wreszcie się uspokoiłam połknęłam kapsułkę od
nalegającego nieznajomego... Leżałam tak ale nadal ból był
mocny.. Miałam jeszcze nie opatrzoną jedną ranę jak nie
więcej..
Chłopak: Jak się nazywasz... ?
JA : .... - milczałam
Chłopak: Spokojnie.. Możesz powiedzieć.. Nie skrzywdzę cię.
JA: Ja.. Ja... Nazywam się... - jąkałam się z przerażenia
Chłopak: Spokojnie.. No.. Jak masz na imię? - uśmiechnął się w moją stronę lekko zachęcając mnie do odpowiedzi
JA: Ja.. Ja jestem Hope,.
Chłopak: Miło mi Cię poznać.. Ja jestem Harry..
JA: Ciebie też.. Ale co się stało? Gdzie jestem..?
H: W hotelu.. Pozwól że ja zapytam pierwszy.. Boli Cię coś jeszcze?
JA: Może.. Ale nie zawracaj sobie tym głowy..
H: Ale nie, nalegam.. Co Cię boli?
JA: Nieważne.. A w czym ja jestem !?
JA : .... - milczałam
Chłopak: Spokojnie.. Możesz powiedzieć.. Nie skrzywdzę cię.
JA: Ja.. Ja... Nazywam się... - jąkałam się z przerażenia
Chłopak: Spokojnie.. No.. Jak masz na imię? - uśmiechnął się w moją stronę lekko zachęcając mnie do odpowiedzi
JA: Ja.. Ja jestem Hope,.
Chłopak: Miło mi Cię poznać.. Ja jestem Harry..
JA: Ciebie też.. Ale co się stało? Gdzie jestem..?
H: W hotelu.. Pozwól że ja zapytam pierwszy.. Boli Cię coś jeszcze?
JA: Może.. Ale nie zawracaj sobie tym głowy..
H: Ale nie, nalegam.. Co Cię boli?
JA: Nieważne.. A w czym ja jestem !?
H:
W mojej koszulce i bokserkach.. xD Hehehe... Nie no.. Musiałem Cię
przebrać w coś suchego.. Ale nie ruszałem bielizny by szanować
twoją prywatność..
JA:
Aha... Spoko.. Aaa. - jęknęłam cicho z bólu..
H:
Co Cię boli.. Widać że cierpisz..
JA:
To jest logiczne jeśli się trzeźwo myśli..
-------------------------------------------------------------------
Oto część pierwsza. Liczę, że się spodoba ;)
Black
-------------------------------------------------------------------
Oto część pierwsza. Liczę, że się spodoba ;)
Black
IMAGIN#3 Louis
Stałam
w kuchni i robiłam śniadanie dla mojego kochanego Louisa. Dziś
nasza trzecia rocznica chodzenia. Nie wierzę, że ten czas tak
szybko upłynął! Muszę mu zrobić coś dobrego i słodkiego na
ciekawie zapowiadający się dzień. Przygotowywałam naleśniki z
nutellą bitą śmietaną i miodem.. Właśnie skończyłam i
włożyłam kilka na talerz ładnie go przystrajając. Tacę ze
szklanką mleka, talerzem i różą chwyciłam na ręce i zaniosłam
do pokoju w którym spał mój ukochany. Spojrzałam na leżącą z
nim dziewczynkę. Moją 5 letnią córeczkę..W tym momencie wszystko
wróciło do mojej głowy.
<wspomnienie>
Wycieczka ze znajomymi do lasu, to czego mi brakowało. Było już trochę późno ale dla 18 latki to nic. Przecież jestem dorosła. Wraz z 2 moich najlepszych przyjaciół pojechaliśmy tam i świetnie się bawiliśmy. Zabawa trwała godzinami. Powoli na niebie było widać pierwsze gwiazdy. Bawiliśmy w chowanego. Biegłam jak najdalej, by było mnie trudno znaleźć. Stanęłam za byle jakim drzewem. Nagle poczułam cios w głowę i z upadłam tracąc przytomność. Obudziłam się w jakimś domku. Bałam się jak cholera. To było straszne. Nagle jakiś zamaskowany typ wszedł do pomieszczenia w którym byłam. Nigdy w życiu się tak nie bałam. Miał na sobie czarną kominiarkę, szare dresy i granatową bluzę. Lekko się zaśmiał na widok, że się ocknęłam. Wolnym krokiem zbliżał się do mnie, a napięcie rosło z każdą chwilą. Byłam skrępowana jakimiś sznurami. Chciałam krzyczeć o pomoc, ale miałam wetknięty jakiś materiał do buzi. Zaczęłam się wiercić i uderzać go tak mocno jak tylko mogłam, ale on przytrzymał moje nadgarstki jedną dłonią a drugą zaczął mnie rozbierać. Szarpałam się, ale był silniejszy. Po chwili nie miałam na sobie już niczego. Kopnęłam go w czuły punkt, na co on wymierzył mi cios z pięści w twarz. Pod wpływem bolesnego uderzenia upadłam kompletnie na podłogę mocno raniąc się w tył głowy. Od siły ciosu oniemiałam i przez chwilę nie byłam świadoma tego co się dzieje. Gdy już się otrząsnęłam poczułam okropny ból w dolnej partii mojego ciała. Łzy cisnęły mi się do oczu. Gdyby jęczałam z bólu, ale materiał częściowo to zagłuszał. Czułam jak chłopak się we mnie zachłannie porusza. Jego ruchy były szybkie i gwałtowne. Chciał się tylko wyżyć i zaspokoić. Nie obchodziło go nic innego jak tylko sprawić sobie przyjemność. Sprawiał mi ból nie do opisania. Chciałam by przestał. By dał mi odejść. By dał mi spokój. Ale to się nie stało.. Robił to dalej.. Płakałam jak nigdy.. Nigdy wcześniej tego nie robiłam.. Czułam się fatalnie.. Chłopak był wysportowany, a jego przyjaciel był duży. To oznaczało tylko problemy. Z każdą sekundą moja twarz puchła coraz bardziej od nadmiernego płaczu. Chłopak ział z podniecenia i zmęczenia, które go przepełniało. Dlaczego to musiało się zdarzyć akurat mi? Świat jest okrutny i brutalny. Wreszcie się skończyło chłopak doszedł spuszczając we mnie swoje ciepło. Czułam się okropnie. Zmęczona, słaba i wykończona. Wreszcie nieznajomy ubierając się do poprzedniego stanu wstał i po chwili przyłożył mi w głowę. Obudziłam się po jakimś czasie w tym samym lesie. Rozejrzałam się. Nikogo nie ma w pobliżu. Jestem ubrana. Przynajmniej to. Przykre wspomnienia wróciły. Moja twarz znowu pokrywał wodospad łez. Biegłam w nieznanym mi kierunku. Nagle ktoś mnie złapał. Zaczęłam się wyrywać i krzyczeć. Nagle Josh ( mój przyjaciel ) uspokoił mnie mocno mnie przytulając. Cieszyłam się, że to był on. Wróciliśmy do domu, a ja namówiłam Josha by ze mną został. Opowiedziałam mu całą historię. Był bardzo opanowany i mnie pocieszał. Po miesiącu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Było już za późno na aborcję w moim przypadku, więc musiałam urodzić.
<koniec wspomnienia>
Otrząsnęłam się i dałam Lou lekkiego buziaka na rozbudzenie. Ledwo otworzył te swoje piękne ślepia. Uśmiechnął się radośnie i wstał z łóżka nie budząc naszej córeczki. Podałam mu śniadanie, ale on je zabrał i w jednej ręce trzymając tacę, a w drugiej trzymaj moją dłoń, zaciągnął nas do salonu. Zjedliśmy śniadanie na pół. Nagle mina Lou gwałtownie spoważniała, co było dla niego dziwne.
- (T.I)..
- Louis, coś nie tak?
- Ja muszę Ci coś powiedzieć, ale najpierw musisz mi odpowiedzieć na kilka pytań.
- Dobrze Lou, ale zaczynam się bać.
- Kochasz mnie?
- Oczywiście, że tak.
- A wyszłabyś za mnie, mieszkałabyś ze mną i byłabyś ze mną do końca swojego życia?
- Tak Lou, ale do czego ty zmierzasz?
- Mimo wszystko?
- Tak Louis, ale o co Ci chodzi?
- (T.I), wiedz, że bardzo Cię kocham. Ale muszę Ci powiedzieć coś bardzo ważnego, co chciałem Ci powiedzieć od początku, ale nie chciałem Cię stracić.
- Przejdź do rzeczy.
- Tym kimś. Kto cię zgwałcił byłem ja.
- Co!? - jej oczy zaszły się łzami
- Proszę, wiem, że to było złe. Wiem, że boli i jesteś zszokowana i zawiedziona, ale zrozum, ja Cię kocham!
- Louis..
- Proszę, wybacz mi. Kocham Cię najbardziej na świecie! Byłem głupi!
- Nie, ja. Nie dam rady. Ja. Muszę to przemyśleć. - wstałam i udałam się na górę do łazienki
Zamknęłam drzwi i osunęłam się po ścianie. Zaczęłam płakać. Zakochałam się w gwałcicielu. Rozmyślałam co dalej zrobić. Po pewnym czasie postanowiłam to zakończyć. Nalałam do wanny wody, a po chwili do niej weszłam. Zanurzyłam się w kojącej cieczy po czym chwyciłam w rękę żyletkę i zrobiłam jedno lecz mocne i głębokie cięcie. Krew wypływała szybko. Było to jednak bardzo kojące. Czułam jak odpływam.
***
Obudziłam się w szpitalu. Nie rozumiałam co się stało. Siedział przy mnie Josh z moją córeczką. Na widok, że się ocknęłam szeroko się uśmiechnął. Potem przyszedł lekarz i odbyła się zbędna paplanina. Jednak ciekawiło mnie czemu nie ma tu Louisa? Przecież niby mnie 'kochał'.
- Josh, gdzie jest Loui? - podał mi jakiś list
- Przykro mi. - powiedział, wychodząc wraz z małą z sali
Otworzyłam list wyraźnie napisany przez Louisa. Ze słowa na słowo płakałam coraz bardziej. Nie mogłam w to uwierzyć.
" Kochana (T.I),
Wiem, że pewnie nie masz ochoty tego czytać, ale chcę byś wiedziała jedno. Kocham Cię. Kocham Cię najbardziej na świecie. Kocham naszą wspaniałą córeczkę, która jest tak piękna jak ty. Nie mogę jednak uwierzyć, że to zrobiłaś. Że zostawiłaś Alex. Rozumiem, że nie czułaś straty z mojej strony, ale zostawiłaś swoją córeczkę, którą kochałaś całym sercem. Nie umiem się wysłowić. Dobrze wiesz, że nigdy nie byłem w tym dobry. Wiem tylko, że nie wytrzymam dnia bez Ciebie, a co dopiero reszty życia. Ale powiem jedno. Żałuję, że byłem wtedy taki brutalny. Żałuję, że nie dałem Ci takiej przyjemności na jaką zasługujesz. Żałuję, że nie odbyło się to w innym miejscu. Żałuję, że sprawiłem Ci przykrość. Żałuję, że przeze mnie miałaś problemy. Żałuję wielu rzeczy, ale nigdy, ależ to nigdy nie będę żałował, że to zrobiłem, bo dzięki temu mam taką piękną i wspaniałą córeczkę. Kocham ją całym sercem tak jak i Ciebie, dlatego nie pozwolę Ci odejść. Jesteś w okropnym stanie, a jedyne co może pomóc to jak najszybsza operacja. Nie pozwolę Ci umrzeć. Jeśli to teraz czytasz, to znaczy że się obudziłaś i Josh przekazał Ci list. Tak, to prawda. Mogłem napisać go lepiej, staranniej i bardziej się wysilić. Rozpisać się i powiedzieć ile tak naprawdę dla mnie znaczysz, ale niestety nie mam tyle czasu. Ale mam Ci do powiedzenia tylko to, że byłaś moim światem. Byłaś wszystkim co tak naprawdę miałem. Moim szczęściem, powodem do uśmiechu, moją własną odmianą kokainy. Moje serce biło tylko i wyłącznie dla Ciebie. Od zawsze było twoje, dlatego nie czuję smutku, ani straty Ci je oddając. Tak. Żyjesz, bo ja oddałem Ci swoje serce. Kochałam Cię i zawsze będę. Będę patrzeć na Ciebie tam z góry.
Zawsze Twój, Louis. "
Nie wierzę, że to zrobił - dla mnie. To wszystko przeze mnie. Mogłam mu wybaczyć. Wszystko mogło być inaczej. Żałuję tego i to bardzo. Nigdy o nim nie zapomnę.
***10 lat później***
Są 15 urodziny mojej córki. Z roku na rok była coraz bardziej podobna do swojego ojca. Jego oczy, usta, włosy, śmiech, uśmiech i pośladki. Tak, zdecydowanie ma po Louisie. Jestem z Joshem. Układa się nam dobrze. Traktuje Alex jak własną córkę. Mimo to i tak nie mogę zapomnieć o Louisie. Nigdy nie przestanę go kochać. Zawsze będę go kochać najbardziej na świecie. Nikt mu nigdy nie dorówna. Liczę, że on na mnie patrzy i czuwa. Liczę, że wie, że zawsze był i będzie tym jedynym.
--------------------------------------------------------------------------------
<wspomnienie>
Wycieczka ze znajomymi do lasu, to czego mi brakowało. Było już trochę późno ale dla 18 latki to nic. Przecież jestem dorosła. Wraz z 2 moich najlepszych przyjaciół pojechaliśmy tam i świetnie się bawiliśmy. Zabawa trwała godzinami. Powoli na niebie było widać pierwsze gwiazdy. Bawiliśmy w chowanego. Biegłam jak najdalej, by było mnie trudno znaleźć. Stanęłam za byle jakim drzewem. Nagle poczułam cios w głowę i z upadłam tracąc przytomność. Obudziłam się w jakimś domku. Bałam się jak cholera. To było straszne. Nagle jakiś zamaskowany typ wszedł do pomieszczenia w którym byłam. Nigdy w życiu się tak nie bałam. Miał na sobie czarną kominiarkę, szare dresy i granatową bluzę. Lekko się zaśmiał na widok, że się ocknęłam. Wolnym krokiem zbliżał się do mnie, a napięcie rosło z każdą chwilą. Byłam skrępowana jakimiś sznurami. Chciałam krzyczeć o pomoc, ale miałam wetknięty jakiś materiał do buzi. Zaczęłam się wiercić i uderzać go tak mocno jak tylko mogłam, ale on przytrzymał moje nadgarstki jedną dłonią a drugą zaczął mnie rozbierać. Szarpałam się, ale był silniejszy. Po chwili nie miałam na sobie już niczego. Kopnęłam go w czuły punkt, na co on wymierzył mi cios z pięści w twarz. Pod wpływem bolesnego uderzenia upadłam kompletnie na podłogę mocno raniąc się w tył głowy. Od siły ciosu oniemiałam i przez chwilę nie byłam świadoma tego co się dzieje. Gdy już się otrząsnęłam poczułam okropny ból w dolnej partii mojego ciała. Łzy cisnęły mi się do oczu. Gdyby jęczałam z bólu, ale materiał częściowo to zagłuszał. Czułam jak chłopak się we mnie zachłannie porusza. Jego ruchy były szybkie i gwałtowne. Chciał się tylko wyżyć i zaspokoić. Nie obchodziło go nic innego jak tylko sprawić sobie przyjemność. Sprawiał mi ból nie do opisania. Chciałam by przestał. By dał mi odejść. By dał mi spokój. Ale to się nie stało.. Robił to dalej.. Płakałam jak nigdy.. Nigdy wcześniej tego nie robiłam.. Czułam się fatalnie.. Chłopak był wysportowany, a jego przyjaciel był duży. To oznaczało tylko problemy. Z każdą sekundą moja twarz puchła coraz bardziej od nadmiernego płaczu. Chłopak ział z podniecenia i zmęczenia, które go przepełniało. Dlaczego to musiało się zdarzyć akurat mi? Świat jest okrutny i brutalny. Wreszcie się skończyło chłopak doszedł spuszczając we mnie swoje ciepło. Czułam się okropnie. Zmęczona, słaba i wykończona. Wreszcie nieznajomy ubierając się do poprzedniego stanu wstał i po chwili przyłożył mi w głowę. Obudziłam się po jakimś czasie w tym samym lesie. Rozejrzałam się. Nikogo nie ma w pobliżu. Jestem ubrana. Przynajmniej to. Przykre wspomnienia wróciły. Moja twarz znowu pokrywał wodospad łez. Biegłam w nieznanym mi kierunku. Nagle ktoś mnie złapał. Zaczęłam się wyrywać i krzyczeć. Nagle Josh ( mój przyjaciel ) uspokoił mnie mocno mnie przytulając. Cieszyłam się, że to był on. Wróciliśmy do domu, a ja namówiłam Josha by ze mną został. Opowiedziałam mu całą historię. Był bardzo opanowany i mnie pocieszał. Po miesiącu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Było już za późno na aborcję w moim przypadku, więc musiałam urodzić.
<koniec wspomnienia>
Otrząsnęłam się i dałam Lou lekkiego buziaka na rozbudzenie. Ledwo otworzył te swoje piękne ślepia. Uśmiechnął się radośnie i wstał z łóżka nie budząc naszej córeczki. Podałam mu śniadanie, ale on je zabrał i w jednej ręce trzymając tacę, a w drugiej trzymaj moją dłoń, zaciągnął nas do salonu. Zjedliśmy śniadanie na pół. Nagle mina Lou gwałtownie spoważniała, co było dla niego dziwne.
- (T.I)..
- Louis, coś nie tak?
- Ja muszę Ci coś powiedzieć, ale najpierw musisz mi odpowiedzieć na kilka pytań.
- Dobrze Lou, ale zaczynam się bać.
- Kochasz mnie?
- Oczywiście, że tak.
- A wyszłabyś za mnie, mieszkałabyś ze mną i byłabyś ze mną do końca swojego życia?
- Tak Lou, ale do czego ty zmierzasz?
- Mimo wszystko?
- Tak Louis, ale o co Ci chodzi?
- (T.I), wiedz, że bardzo Cię kocham. Ale muszę Ci powiedzieć coś bardzo ważnego, co chciałem Ci powiedzieć od początku, ale nie chciałem Cię stracić.
- Przejdź do rzeczy.
- Tym kimś. Kto cię zgwałcił byłem ja.
- Co!? - jej oczy zaszły się łzami
- Proszę, wiem, że to było złe. Wiem, że boli i jesteś zszokowana i zawiedziona, ale zrozum, ja Cię kocham!
- Louis..
- Proszę, wybacz mi. Kocham Cię najbardziej na świecie! Byłem głupi!
- Nie, ja. Nie dam rady. Ja. Muszę to przemyśleć. - wstałam i udałam się na górę do łazienki
Zamknęłam drzwi i osunęłam się po ścianie. Zaczęłam płakać. Zakochałam się w gwałcicielu. Rozmyślałam co dalej zrobić. Po pewnym czasie postanowiłam to zakończyć. Nalałam do wanny wody, a po chwili do niej weszłam. Zanurzyłam się w kojącej cieczy po czym chwyciłam w rękę żyletkę i zrobiłam jedno lecz mocne i głębokie cięcie. Krew wypływała szybko. Było to jednak bardzo kojące. Czułam jak odpływam.
***
Obudziłam się w szpitalu. Nie rozumiałam co się stało. Siedział przy mnie Josh z moją córeczką. Na widok, że się ocknęłam szeroko się uśmiechnął. Potem przyszedł lekarz i odbyła się zbędna paplanina. Jednak ciekawiło mnie czemu nie ma tu Louisa? Przecież niby mnie 'kochał'.
- Josh, gdzie jest Loui? - podał mi jakiś list
- Przykro mi. - powiedział, wychodząc wraz z małą z sali
Otworzyłam list wyraźnie napisany przez Louisa. Ze słowa na słowo płakałam coraz bardziej. Nie mogłam w to uwierzyć.
" Kochana (T.I),
Wiem, że pewnie nie masz ochoty tego czytać, ale chcę byś wiedziała jedno. Kocham Cię. Kocham Cię najbardziej na świecie. Kocham naszą wspaniałą córeczkę, która jest tak piękna jak ty. Nie mogę jednak uwierzyć, że to zrobiłaś. Że zostawiłaś Alex. Rozumiem, że nie czułaś straty z mojej strony, ale zostawiłaś swoją córeczkę, którą kochałaś całym sercem. Nie umiem się wysłowić. Dobrze wiesz, że nigdy nie byłem w tym dobry. Wiem tylko, że nie wytrzymam dnia bez Ciebie, a co dopiero reszty życia. Ale powiem jedno. Żałuję, że byłem wtedy taki brutalny. Żałuję, że nie dałem Ci takiej przyjemności na jaką zasługujesz. Żałuję, że nie odbyło się to w innym miejscu. Żałuję, że sprawiłem Ci przykrość. Żałuję, że przeze mnie miałaś problemy. Żałuję wielu rzeczy, ale nigdy, ależ to nigdy nie będę żałował, że to zrobiłem, bo dzięki temu mam taką piękną i wspaniałą córeczkę. Kocham ją całym sercem tak jak i Ciebie, dlatego nie pozwolę Ci odejść. Jesteś w okropnym stanie, a jedyne co może pomóc to jak najszybsza operacja. Nie pozwolę Ci umrzeć. Jeśli to teraz czytasz, to znaczy że się obudziłaś i Josh przekazał Ci list. Tak, to prawda. Mogłem napisać go lepiej, staranniej i bardziej się wysilić. Rozpisać się i powiedzieć ile tak naprawdę dla mnie znaczysz, ale niestety nie mam tyle czasu. Ale mam Ci do powiedzenia tylko to, że byłaś moim światem. Byłaś wszystkim co tak naprawdę miałem. Moim szczęściem, powodem do uśmiechu, moją własną odmianą kokainy. Moje serce biło tylko i wyłącznie dla Ciebie. Od zawsze było twoje, dlatego nie czuję smutku, ani straty Ci je oddając. Tak. Żyjesz, bo ja oddałem Ci swoje serce. Kochałam Cię i zawsze będę. Będę patrzeć na Ciebie tam z góry.
Zawsze Twój, Louis. "
Nie wierzę, że to zrobił - dla mnie. To wszystko przeze mnie. Mogłam mu wybaczyć. Wszystko mogło być inaczej. Żałuję tego i to bardzo. Nigdy o nim nie zapomnę.
***10 lat później***
Są 15 urodziny mojej córki. Z roku na rok była coraz bardziej podobna do swojego ojca. Jego oczy, usta, włosy, śmiech, uśmiech i pośladki. Tak, zdecydowanie ma po Louisie. Jestem z Joshem. Układa się nam dobrze. Traktuje Alex jak własną córkę. Mimo to i tak nie mogę zapomnieć o Louisie. Nigdy nie przestanę go kochać. Zawsze będę go kochać najbardziej na świecie. Nikt mu nigdy nie dorówna. Liczę, że on na mnie patrzy i czuwa. Liczę, że wie, że zawsze był i będzie tym jedynym.
--------------------------------------------------------------------------------
Wreszcie
się pozbierałam i to napisałam. Liczę, że się podoba.
Black
piątek, 25 kwietnia 2014
IMAGIN#2 Zayn
*semmer
pov *
Wstałam.
Jakoś źle się czuję. Nie wiem czemu. Jakoś dziwnie. Czuję się,
jakbym miała okres, a nie mam. Dziwne. Zresztą. Zeszłam z łóżka
i ubrałam się w czerwoną spódnicę i zwiewną białą koszulę.
Zeszłam na dół i wychodząc z domu chwyciłam jabłko, by zjeść
po drodze. Szkoła. Jakoś mi się tam nie śpieszy, ale trudno. W
połowie drogi tak jak zawsze czekał na mnie mój chłopak. Zayn
Malik. Najprzystojniejszy chłopak w szkole. Widząc już stojącego
Malika uśmiechnęłam się szeroko. Chłopak odwzajemnił gest
obejmując mnie ramieniem.
Z:
Jak się masz skarbie?
S:
Dobrze. - skłamałam
Z:
Na pewno?
S:
Tak. - niestety nie umiem dobrze kłamać i chłopak chyba to wyczuł
Z:
Co się dzieje, baby?
S:
Nic.
Z:
Nie upieraj się bo widzę po tobie.
S:
No ale naprawdę.
Z:
Mów.
S:
Heh. Po prostu źle się czuję.
Z:
Co się dzieje?
S:
Boli mnie brzuch.
Z:
A jadłaś coś?
S:
Tak. Jabłko.
Z:
Hmmm.. A masz?
S:
Jabłko?
Z:
Nie.. Okres.
S:
Co? Nie!
Z:
To nie wiem.. Może jabłko to za mało. Kupimy ci coś po drodze.
S:
Kocham cię.
Z:
Ja ciebie też.
Doszliśmy
do szkoły i po kilku godzinach wróciłam do domu. Brzuch bolał
mimo wszystko. Nie chciałam kłopotać moich rodziców więc
postanowiłam na własną rękę pójść do lekarza. Przecież
jestem pełnoletnia. Zabrałam jakieś dokumenty, trochę pieniędzy
i telefon z którego napisałam do Malika.
"
Hej. Mogę do ciebie wpaść za godzinkę może dwie? "
nie
musiałam długo czekać na jego odpowiedź.
"
Pewnie skarbie. Zrobię zakupy to zjemy razem. Dobrze? "
bez
zastanowienia napisałam
"
OK. "
i
odłożyłam telefon do torby. Po kilku minutach byłam już w
klinice i przypisano mnie do pani doktor. Zapukałam lekko do
gabinetu i słysząc "proszę" weszłam do środka.
(D-
doktor)
S:
Dzień dobry.
D:
Dzień dobry. Co pani dolega?
S:
Przyszłam, bo boli mnie brzuch, ale leki nie pomagają za bardzo.
D:
Kiedy masz okres kochanie?
S:
Za około 2 tygodnie.
D:
Dobrze. Jadłaś coś może?
S:
Tak.
D:
A gdzie cię dokładnie boli?
S:
Tu. - pokazałam wskazując pod brzusie
D:
Dobrze. Odpowiedz mi na troszkę krępujące pytanie. Uprawiałaś
już sex?
S:
Yyyyy.. Tak.
D:
Dobrze, a kiedy?
S:
Miesiąc temu w urodziny.
D:
Przytyłaś przez ten czas?
S:
Trochę tak.
D:
Dobrze, skieruję cię do pana Gibsona. Jak wyjdziesz to korytarzem
prosto i ostatnie drzwi na lewo. - powiedziała dając mi jakąś
karteczkę
Chciałam
ją przeczytać, ale pismo było tak nieczytelne, że nie byłam w
stanie niczego odczytać. Udałam się do gabinetu. Na drzwiach
pisało : ginekologia. Bałam się jak jasna cholera. Zapukałam i po
chwili weszłam do środka.
(
G - Gibson )
G:
Dzień dobry. Nie byliśmy umówieni, zgadza się?
S:
Nie. Pani doktor mnie tu przekierowała. - podałam tajemniczy
kawałek papieru
G:
Aha.. Dobrze. To zaraz się tobą zajmę. Połóż się na tym łóżku
i podnieś koszulkę.
S:
Dobrze.
Położyłam
się na miętowym łożysku. Podwinęłam koszulę. Lekarz usiadł na
krześle obok i spoglądając na mnie swoimi zimnymi dłońmi w
gumowych rękawiczkach zsunął mi lekko spódnicę. Następnie
wycisnął mi trochę lodowatego niebieskiego żelu na brzuch i
jakimś urządzeniem podłączonym do komputera przejeżdżał po
moim pod brzusiu. Bałam się co mi jest, czekając na najgorsze.
Chyba się domyślam, ale nie chcę o tym słyszeć. Czekałam do
końca badania. Dostałam chusteczki i się nimi wytarłam po czym
poprawiłam koszulę.
G:
Z badań wynika, że jest pani w ciąży. - i padło to słowo
S:
W ciąży? Jest pan pewien? - byłam bliska płaczu, ale
powstrzymywałam go by nie było tego widać
G:
Jak najbardziej. Gratuluję.
S:
Dziękuję.
Zabrałam
swoje rzeczy i jak najszybciej wybiegłam ze szpitala. To nie mogła
być prawda. Jak Zayn zareaguje na wiadomość, że jestem z nim w
ciąży? Nie chcę o tym myśleć. Pewnie będzie mi kazał je
usunąć, albo po prostu mnie wyzwie. Jeśli nie gorzej. Nie. Nie
chcę o tym myśleć. Skierowałam się do swojego domu, bo nie
miałam ochoty spotkać się z Malikiem. Weszłam do swojego pokoju i
rzuciłam się na łóżko. Z oczu leciały mi miliony łez. Przecież
ja nie dam rady. To nie jest dla mnie. Bycie matką wymaga
odpowiedzialności i dojrzałości, a ja jestem tylko dzieckiem!
Ryczałam jak małe dziecko wtulając się do poduszki. Moje użalenie
się przerwał dźwięk SMSa. Był od Zayna.
"
Hej baby. Kiedy będziesz? "
odpisałam
mu bez zawahania
"
Dziś nie dam rady Zayn. Pa. "
na
napisanie czegoś innego nie miałam siły. Tyle powinno mu
wystarczyć.
"
Co się dzieje? Wszystko w porządku? "
nie
odpisałam. Zayn wielokrotnie dzwonił. Nie odebrałam ani razu.
Wysyłał SMS, których nawet nie miałam siły przeczytać. W końcu
odpuścił. Zbliżała się 20:00. Nadal leżałam na łóżku
użalając się nad sobą wylewając z siebie kolejne litry wody.
Nagle przyszedł SMS. Chciałam sprawdzić od kogo. Okazało się, że
mam około 20 wiadomości od Zayna. Ta również. Przeczytałam ją,
bo było mi żal chłopaka.
"
Już mnie nie kochasz, prawda? "
nie
mogłam pozwolić by sobie tak o mnie myślał.
"
Oczywiście, że Cię kocham! Nie wątp w to "
po
sekundzie dostałam wiadomość
"
To czemu nie odpisujesz? Nie odbierasz? Czemu nie przyszłaś? Nie
kochasz mnie i tyle. Zrobimy tak. Masz do mnie przyjść na 20:30, a
jak nie to znaczy, że mnie nie kochasz "
nie
odpisywałam już Prędko się pozbierałam. Nie mogłam go stracić.
Udałam się do łazienki. Wyglądałam okropnie. Spojrzałam na
telefon. 20:10. Cholera. Nie zdążę. Nie mam czasu na umycie
rozmazanego makijażu, mimo iż wyglądałam jak wiedźma. Trudno.
Prędko założyłam buty i zeszłam na dół. Wyszłam z domu i jak
najszybciej mogłam dotarłam do domu Malika. Zadzwoniłam dzwonkiem
do drzwi. Po chwili stanął w nich wysoki mulat. W jedną chwilę
jego uśmiech znikł z jego twarzy.
Z:
Co się stało? Czemu płakałaś?
S:
Bo myślałam, że mnie zostawisz. - skłamałam wpraszając się do
środka i udając się do jego pokoju do którego zaraz po mnie
wszedł Zayn
Z:
Co się stało. Powiedz mi.
S:
Mówiłam ci.
Z:
Kochana Sami. Jesteś piękna, ale nie umiesz kłamać. Co się
stało?
S:
Niee..Nie mogę Ci powiedzieć.
Z:
Czemu? Co się stało?
S:
Powiem ci, ale nie gniewaj się na mnie.
Z:
Co się stało?
S:
Byłam u lekarza Zayn.. I ja.. Ja jestem w ciąży. - wyszeptałam
ostatnie słowo, ale mimo to chłopak mnie usłyszał
Z:
Co!? Przecież my! My byliśmy zabezpieczeni!
S:
Wiem. Ale co ja mam poradzić.
Z:
Summer, ja nie mogę być ojcem! Nie, to niemożliwe.. Potrzebuję
przerwy Knight. ( jej nazwisko ) My potrzebujemy przerwy.
S:
Czekaj. Rzucasz mnie!?
Z:
Na razie..
S:
Nie wierzę! - wtrąciłam - Rzucasz mnie w takim momencie! To jest
ta twoja miłość!? Myślałam, że ci na mnie zależy! Wiesz co!?
NIENAWIDZĘ CIĘ! - krzyknęłam mu prosto w twarz po czym wybiegłam
z domu
Po
moich policzkach płynęła gorzka ciecz. Jak on mógł? Nienawidzę
go. Szłam byle gdzie. Po dłuższym błądzeniu dotarłam do znanej
mi ulicy. Miałam może 20 minut do domu. Ruszyłam w jego stronę.
Gdy już doszłam, położyłam się i usnęłam.
***
Minął
tydzień. Moi rodzice nadal nie wiedzą co się stało. Unikam Zayna
jak ognia. Zayn cały czas mnie zaczepia i goni, ale nie mam czasu go
ganiać. Jest wieczór. Wciąż myślę o tym co zaszło między mną,
a Zaynem. To nie jest coś co tak łatwo mogę wybaczyć.
Zdecydowanie nie. Właśnie przechadzałam się po ulicach miasta,
gdy usłyszałam wołanie. To on mnie wołał. Nie miałam ochoty z
nim gadać, więc przyśpieszyłam kroku, ale on także. Zaczęłam
biec. Właśnie wybiegałam z za rogu, gdy wpadłam pod auto. Okropny
ból przeszedł moje ciało, a kierowca zniknął w mgnieniu oka.
Leżałam bezwładnie na ulicy zwijając się z bólu. Czułam
okropny ból wszędzie, ale szczególnie na brzuchu. Bałam się.
Poczułam tak jakby ciecz na moich nogach. Czułam wilgoć. W oddali
słychać było jak Malik krzyczy moje imię. Po chwili był przy
mnie i wyciągnął telefon dzwoniąc po karetkę.
Z:
Summer. Ono nie może umrzeć. Nie pozwolę na to.
S:
Dziecko? Przecież go nie chciałeś.
Z:
Nie nie chciałem. Chciałem tylko nie rozumiałem jak mogę być
ojcem dziecka takiej pięknej dziewczyny. Takiej wspaniałej
dziewczyny. Nie możemy go stracić.
S:
Już za późno Zayn. Już go nie ma.
Z:
Nie mów tak. - w tym czasie przyjechała karetka
Zabrali
mnie do szpitala i zbadali. Miałam rację. Poroniłam. Może to
nawet dobrze. Tylko, by było problemem. Zayn był cały czas przy
mnie. Czuwał.
***
Minęło
4 lata, a ja nadal jestem z Zaynem. Pogodziliśmy się po tamtym i
zbudowaliśmy lepszy i szczęśliwszy związek. Teraz spodziewamy się
dziecka i cieszymy się, że możemy być rodzicami.
-------------------------------------------------------------
Black
-------------------------------------------------------------
Black
IMAGIN#1 część 5
Version:1.0
StartHTML:0000000167
EndHTML:0000014366
StartFragment:0000000501
EndFragment:0000014350
Obudziłam
się następnego dnia. Liam już szwendał się po pokoju w ubraniu.
Ja: Dzień dobry.
L: Dzień dobry skarbie. Twój ojciec cały czas wydzwania do ciebie.
Ja: Nie wróciłam na noc. Dziwisz się?
Ja: Dzień dobry.
L: Dzień dobry skarbie. Twój ojciec cały czas wydzwania do ciebie.
Ja: Nie wróciłam na noc. Dziwisz się?
L:
No nie. Fakt. Mam do ciebie jedno ważne pytanie. Chcesz mieszkać ze
mną i podróżować razem ze mną i chłopakami po świecie?
Ja:
I patrzeć jak koncertujecie.. Byłoby mi naprawdę miło, ale wiem,
że nie mogę. Po pierwsze, będę wam tylko problemem, a po drugie,
ojciec.
L:
Nie będziesz żadnym problemem skarbie. Uzgodniłem to już z
chłopakami i się zgodzili. A od twojego ojca się wyprowadzisz.
Ja:
Niby jak?
L:
Dziś wyjeżdżamy dalej w trasę. Uciekniesz z domu.
Ja:
Nie.. Nie mogę..
L:
Ale czemu?
Ja:
Bo w domu mam kilka ważnych dla mnie rzeczy. A jak tam wrócę, to
wiesz, że już nie wyjdę.
L:
Spokojnie. Myślałem o tym. Jadę z tobą i stawię czoła twojemu
ojcu.
Ja:
Nie Liam.. Pamiętasz, jak to się skończyło ostatnim razem?
L:
Pamiętam skarbie, ale uwierz mi.. Sporo się zmieniło. Chodźmy
już..
Ja:
Ale gdzie!?
L:
Po twoje rzeczy skarbie. Ubierz się w to co wybrałaś , a jak
będziesz już gotowa to weź swoje rzeczy i pójdź do pokoju Lou.
Chyba trafisz?
Ja:
Tak.. Ale..
L:
Nie ma żadnego "ale". - wtrącił - Nie pozwolę, by tym
razem Cię stracił. Ja już jestem spakowany i mam rzeczy u Lou.
Teraz idę do Zayna coś obmówić. Idź do Lou i tam na mnie czekaj.
- wyszedł
Co
miałam zrobić? Ubrałam się i zrobiłam to co chłopak mi kazał.
Spakowałam swoje ciuchy do toreb z zakupami. Przejrzałam się i
ogarnęłam trochę. Posłałam łóżko i trochę posprzątałam.
Zostawiłam pokój w porządku i ruszyłam ku pokojowi. Zapukałam.
Drzwi otworzył mi Louis i wpuścił do środka. Czekając na Liama
trochę rozmawialiśmy, a gdy chłopak już wrócił zabraliśmy
nasze klamoty i wszyscy ruszyliśmy ku wyjściu. Flesze i piski to to
co zastaliśmy przed hotelem. Wsiedliśmy do czarnego vana i
usiedliśmy.
Kierowca:
Gdzie mam was zawieść?
Z:
Gdzie mieszkasz?
Ja:
Na Roger's Street 69.
H:
69.. Przypadek? XD
wszyscy
obecni: Maniak SEXUALNY! - Harry tylko się zaśmiał
Kierowca
podwiózł nas pod mój dom, przed którym stał mój tata paląc
szluga. Wysiadłam pierwsza z auta.
tata:
Gdzieś ty się szwendała!? Znowu ćpałaś!? Mam Ci przypomnieć,
jaka jest za to kara!?
L:
Zostaw ją. - wysiadł Liam z miną poważną jak nigdy
tata:
Nie wierzę własnym oczom! Znalazłaś go!? Byłaś z tym
gówniarzem!? Co!? Jeszcze mi powiedz, że nie jesteś już dziewicą
to zarówno i tobie i temu gówniarzowi łeb przestrzelę!
L:
Jak śmiesz się do niej tak odzywać!? - rzucił się na mojego ojca
z taką furią, jakiej nigdy u niego nie było
Bili
się łeb w łeb. Liam już prawie wygrywał, gdyby mój ojciec nie
kopnął go w czuły punkt, na co Liam padł na kolana. Następnie
dostał w brzuch padając już na glebę. A potem jeszcze w twarz.
Wtedy z furgonetki wyskoczył wściekły Zayn i rzucił się na
mojego ojca. Bił z niewyobrażalną siłą, ale mój tata był
nieugięty i walczył z mulatem mimo tylu obrażeń. Wtedy z
furgonetki wylazł Harry, mówiąc mi że mam iść z nim się
pakować. Patrząc na leżącego Liama i walczących, szłam za
Harrym, gdy byliśmy już prawie przy drzwiach tata wymierzył
Zaynowi cios pozbawiający go przytomności. Otworzyłam drzwi i
weszłam do środka. Odwróciłam się tylko patrząc jak Harry bije
się z moim tatą. Wbiegłam prędko na górę i spakowałam swoje
ubrania, buty, biżuterię, zdjęcia z półki, oraz laptopa. Już
zasuwałam walizkę, gdy drzwi od mojego pokoju otworzyły się z
wielkim hukiem. Stał w nich mój mocno poraniony wściekły ojciec.
Skuliłam się w kącie przy oknie. Podszedł do mnie i uderzył mnie
raz. Potem drugi. Potem kopnął jak psa. Wtedy do pokoju wszedł
kulejący Liam i wypchnął mojego ojca przez okno. Następnie padł
zmordowany i skatowany na swoje obolałe kolana tuż przy mnie.
Przytulił mnie mocno mimo tego że go to bolało, co było widać,
bo lekko się krzywił. Wtedy do pokoju wszedł Harry i zapytał czy
wszystko dobrze, na co pokiwałam głową twierdząco. Podszedł do
Liama i wziął go na barana. Mój pysiek ledwo się trzymał.
Zeszliśmy na dół. Hazza usadził Liama w furgonetce i wrócił po
Zayna. Niepewnie podeszłam pod mojego ojca. Sprawdziłam mu puls
nachylając się nad nim. Żył. Wezwałam karetkę i wsiadłam do
auta, gdzie czekali chłopcy. Podjechaliśmy pod szpital, gdzie
opatrzyli moich wojowników. Podeszłam do każdego by mu dać
buziaka w policzek. Najpierw do Liama, który dostał długi i
soczysty, potem do Zayna, który dostał krótki, ale ciepły i
delikatny, a potem do Harry'ego , który już miał dostać, ale
odwrócił głowę i dostał całusa w usta.
H:
1:0 :)
Ja:
Hehe.. Daruję sobie to..
-*-
I
tak oto wszystko się zaczęło. Wyprowadziłam się od ojca i
zamieszkałam z Liamem. Podróżuję z nim po świecie. Zmieniłam
numer, by nie utrzymywać już kontaktu z moim tatą. Właśnie leżę
sobie w domu na kolanach mojego narzeczonego. On bawi się moimi
włosami. Razem z Liamem czekamy na przyjście na świat naszej
pięknej córeczki. Uznaliśmy, że to Zayn będzie chrzestnym, bo
gdyby nie on, to nigdy bym jej nie miała i nie byłabym obok tak
wspaniałego i kochanego mężczyzny jakim jest Liam.
THE END
------------------------------------
komciajcie, jeśli chcecie kolejne imaginy! :***
Black
THE END
------------------------------------
komciajcie, jeśli chcecie kolejne imaginy! :***
Black
IMAGIN#1 część 4
Uwaga
bloga zawiera treści 18+ więc czytaj na własną
odpowiedzialność.
Pokiwałam głową, a on jak na zawołanie we mnie wszedł. Zrobił to powoli i z wielkim uczuciem. Ręce skierowałam ku jego głowie i wplotłam palce w jego włosy. Chciał wyciągnąć z nas tyle ile się dało. Jego ruchy stały się coraz szybsze i niedbałe. Każdy jego mięsień napinał się ukazując w pełni piękno jego męskości. Oddychaliśmy coraz ciężej i płycej. Cały czas zduszałam w sobie wszystko, by nie wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Liam za to sobie nie szczędził. Jęczał mi z zadowolenia prosto do ucha co podniecało mnie jeszcze bardziej. Czułam jak rozpycha mnie od wewnątrz. Niby dziwne, ale cholernie przyjemne uczucie wypełniało mnie całą. Czułam, że zaraz wybuchnę od nadmiaru emocji i adrenaliny, jaka we mnie rosła. Mój ukochany najwyraźniej to zauważył, bo przestał wykonywać te swoje kocie ruchy.
L: Nie podoba Ci się skarbie?
Pokiwałam głową, a on jak na zawołanie we mnie wszedł. Zrobił to powoli i z wielkim uczuciem. Ręce skierowałam ku jego głowie i wplotłam palce w jego włosy. Chciał wyciągnąć z nas tyle ile się dało. Jego ruchy stały się coraz szybsze i niedbałe. Każdy jego mięsień napinał się ukazując w pełni piękno jego męskości. Oddychaliśmy coraz ciężej i płycej. Cały czas zduszałam w sobie wszystko, by nie wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Liam za to sobie nie szczędził. Jęczał mi z zadowolenia prosto do ucha co podniecało mnie jeszcze bardziej. Czułam jak rozpycha mnie od wewnątrz. Niby dziwne, ale cholernie przyjemne uczucie wypełniało mnie całą. Czułam, że zaraz wybuchnę od nadmiaru emocji i adrenaliny, jaka we mnie rosła. Mój ukochany najwyraźniej to zauważył, bo przestał wykonywać te swoje kocie ruchy.
L: Nie podoba Ci się skarbie?
Ja:
Co? Nie. Oczywiście, że jest mi cudownie.
L:
To czemu nie.. No.. Nie pokazujesz tego. Nie wydajesz żadnego
dźwięku..
Ja:
Bo nie chcę być słyszalna misiu.
L:
Ale ja chcę, by Cię nawet w recepcji słyszeli. Jesteś tu ze mną,
więc pobawimy się tak jak ja chcę. - uśmiechnął się zadziornie
Ja:
Już się boję xD. - powiedziałam żartobliwie.
Liam wyszedł ze mnie bez zawahania i zaczął obdarowywać mnie namiętnymi pocałunkami. Potem odrywając się od moich ust zeszedł niżej. Zaczął obcałowywać moją szyję, następnie obojczyk i piersi przy których się zatrzymał. Robił na nich mokre ślady. Krążył wokół moich sutków, które raz na jakiś czas przygryzał sprawiając mi przy tym tyle przyjemności. Następnie zaczął schodzić niżej. Całował mój brzuch, okolice bioder, aż w końcu doszedł do mojego najdelikatniejszego miejsca. Złożył ostatni całus na zewnętrznej warstwie mojej kobiecości, po czym rozkładając swoimi palcami moje wargi sromotne włożył język w okolice mojej łechtaczki. Zaczął ją oblizywać. Robił to z taką.. Pasją. Jakby to było jego przeznaczenie. Następnie mocno ją zassał, co spowodowało, że z moich ust wydobyło się ciche jęknięcie. Chłopak wyraźnie się ucieszył, bo kontynuował tę czynność z większym wysiłkiem, jakby chciał mi to wyrwać i zjeść. Na koniec mnie tam przygryzł wprawiając mnie w dreszcze. Lekko się wzdrygnęłam, gdy jego ciepły i mokry język się we mnie wdarł. Liam poruszał tym językiem jakby chciał z "norki" zrobić mi "tunel". Wpijał się we mnie z każdą sekundą bardziej, głębiej mocniej i przyjemniej. Poczułam jak jego język robi się nienormalnie mokry od jego śliny, którą we mnie zostawił i wyjął język. Spojrzałam na niego z miną "WTF?" na co on odpowiedział, że na mój widok leci mu ślina. Zaśmialiśmy się jednocześnie. Następnie wspiął się na swoich umięśnionych rękach i pocałował mnie namiętnie. Chyba chciał mi tym odwrócić uwagę od tego że wkłada we mnie swój długi szczupły palec. Lekko się wzdrygnęłam, na co kąciki jego ust nieco się podniosły. Po chwili zaczął nim powoli poruszać, nie przestając mnie całować. Z każdą minutą przyśpieszał, aż w końcu się zatrzymał. Wyszedł, a zaraz potem z powrotem zagłębił tam palca , ale już nie jednego, a dwa. Jego ruchy od razu były szybkie i gwałtowne. Doprowadzał mnie tym do szaleństwa. Takie przyjemne poruszanie w środku. Coś niesamowitego. Z każdym ruchem jego dłoni czułam się pewniej, lepiej i taka.. Bardziej kochana. Wreszcie doszłam do najwyższego stanu. Liam wyjął ze mnie palce, a następnie włożył je do buzi i wylizał. To było dziwne, ale mi to nie przeszkadzało.
L: Jesteś pyszna skarbie.
Ja: Liam! Hehehehe.. XD - wybuchliśmy śmiechem
L: Spróbujemy sobie umilić czas skarbie. - powiedział po czym sięgnął do kieszeni spodni
Wyjął z niej telefon i chwilę w nim "grzebał" po czym włączył jakąś piosenkę. Piękna piosenka. Położył telefon obok łóżka na stoliku nocnym. Po chwili był już nade mną.
L: Mogę? - uśmiechnął się tak cholernie słodko, że nie było możliwości odmowy
Ja: Ty? Zawsze.
Nie musiałam długo czekam. Zaraz czułam go tam. Przy moim wejściu. Wszedł we mnie całą swoją długością. Boże jaki on podniecający. Liam zaczął wykonywać powolne ruchy, by tylko mnie nie skrzywdzić. Jest taki kochany i opiekuńczy.
Ja: " Better, Faster, Stronger" .
L: Ale jesteś pewna.
Ja: Jasne pysiu. - chłopak tylko uśmiechnął się zadowolony
Nie czekałam długo na swoją prośbę. Minęło zaledwie kilka sekund a Liam już mnie rozsadzał. Bardzo. Jego prędkie ruchy rozpychały mnie ogromnie. Jęczałam głośno. Okropnie głośno, ale nie nic nie poradzę, że było mi tak przyjemnie. Jego ruchy przyśpieszały. JESZCZE. Czułam jak jego penis z każdym ruchem poszerzał mnie o milimetr. Zaczął zwalniać, aż wreszcie przestał. Uniosłam się lekko by spojrzeć o co mu chodzi, ale nie zdążyłam nawet podnieść głowy, gdy Liam wszedł we mnie z wielkim impetem. Jęknęłam tak głośno, że chyba nas było u chłopaków słychać. Teraz jego ruchy były rzadsze ale zadawane z wielką siłą. Czułam go wyraźnie. Nie potrafiłam oprzeć się rozkoszy którą mi zadawał. Wyginałam się w każdą stronę podkreślając moje duże piersi. Jęczałam jak oszalała. Głośno i często. Nie mogłam się powstrzymać. Przyjemne rozpychanie zaczęło narastać w moich brzuchu. Wypełniło mnie jeszcze przyjemniejsze uczucie niż kiedykolwiek. Czułam wpływające do mnie ciepło. Dostałam największego orgazmu jaki kiedykolwiek przeżyłam. To było niezapomniane uczucie. Niezapomniana noc. Znowu to zrobiliśmy. Doprowadzał mnie do szaleństwa. Zmęczeni opadliśmy na łóżko.
L: Kocham Cię.
Ja: Ja ciebie też. - zasapani wstaliśmy i ubraliśmy się.
L: Wstąpimy jeszcze do sklepu.
Ja: Ale po co?
L: Bo nie pozwolę byś chodziła w takiej bluzie.
Ja: Hehehehe. Ale nie trzeba..
L: Trzeba trzeba. - chwycił mnie za rękę i zaprowadził do drzwi i nacisnął ich klamkę.
H: Jak wam minęła "rozmowa"? XD - zagestykulował ostatnie słowo Harry, który najwyraźniej cały czas stał przy drzwiach
L: Harry! Stałeś tu cały czas!?
Liam wyszedł ze mnie bez zawahania i zaczął obdarowywać mnie namiętnymi pocałunkami. Potem odrywając się od moich ust zeszedł niżej. Zaczął obcałowywać moją szyję, następnie obojczyk i piersi przy których się zatrzymał. Robił na nich mokre ślady. Krążył wokół moich sutków, które raz na jakiś czas przygryzał sprawiając mi przy tym tyle przyjemności. Następnie zaczął schodzić niżej. Całował mój brzuch, okolice bioder, aż w końcu doszedł do mojego najdelikatniejszego miejsca. Złożył ostatni całus na zewnętrznej warstwie mojej kobiecości, po czym rozkładając swoimi palcami moje wargi sromotne włożył język w okolice mojej łechtaczki. Zaczął ją oblizywać. Robił to z taką.. Pasją. Jakby to było jego przeznaczenie. Następnie mocno ją zassał, co spowodowało, że z moich ust wydobyło się ciche jęknięcie. Chłopak wyraźnie się ucieszył, bo kontynuował tę czynność z większym wysiłkiem, jakby chciał mi to wyrwać i zjeść. Na koniec mnie tam przygryzł wprawiając mnie w dreszcze. Lekko się wzdrygnęłam, gdy jego ciepły i mokry język się we mnie wdarł. Liam poruszał tym językiem jakby chciał z "norki" zrobić mi "tunel". Wpijał się we mnie z każdą sekundą bardziej, głębiej mocniej i przyjemniej. Poczułam jak jego język robi się nienormalnie mokry od jego śliny, którą we mnie zostawił i wyjął język. Spojrzałam na niego z miną "WTF?" na co on odpowiedział, że na mój widok leci mu ślina. Zaśmialiśmy się jednocześnie. Następnie wspiął się na swoich umięśnionych rękach i pocałował mnie namiętnie. Chyba chciał mi tym odwrócić uwagę od tego że wkłada we mnie swój długi szczupły palec. Lekko się wzdrygnęłam, na co kąciki jego ust nieco się podniosły. Po chwili zaczął nim powoli poruszać, nie przestając mnie całować. Z każdą minutą przyśpieszał, aż w końcu się zatrzymał. Wyszedł, a zaraz potem z powrotem zagłębił tam palca , ale już nie jednego, a dwa. Jego ruchy od razu były szybkie i gwałtowne. Doprowadzał mnie tym do szaleństwa. Takie przyjemne poruszanie w środku. Coś niesamowitego. Z każdym ruchem jego dłoni czułam się pewniej, lepiej i taka.. Bardziej kochana. Wreszcie doszłam do najwyższego stanu. Liam wyjął ze mnie palce, a następnie włożył je do buzi i wylizał. To było dziwne, ale mi to nie przeszkadzało.
L: Jesteś pyszna skarbie.
Ja: Liam! Hehehehe.. XD - wybuchliśmy śmiechem
L: Spróbujemy sobie umilić czas skarbie. - powiedział po czym sięgnął do kieszeni spodni
Wyjął z niej telefon i chwilę w nim "grzebał" po czym włączył jakąś piosenkę. Piękna piosenka. Położył telefon obok łóżka na stoliku nocnym. Po chwili był już nade mną.
L: Mogę? - uśmiechnął się tak cholernie słodko, że nie było możliwości odmowy
Ja: Ty? Zawsze.
Nie musiałam długo czekam. Zaraz czułam go tam. Przy moim wejściu. Wszedł we mnie całą swoją długością. Boże jaki on podniecający. Liam zaczął wykonywać powolne ruchy, by tylko mnie nie skrzywdzić. Jest taki kochany i opiekuńczy.
Ja: " Better, Faster, Stronger" .
L: Ale jesteś pewna.
Ja: Jasne pysiu. - chłopak tylko uśmiechnął się zadowolony
Nie czekałam długo na swoją prośbę. Minęło zaledwie kilka sekund a Liam już mnie rozsadzał. Bardzo. Jego prędkie ruchy rozpychały mnie ogromnie. Jęczałam głośno. Okropnie głośno, ale nie nic nie poradzę, że było mi tak przyjemnie. Jego ruchy przyśpieszały. JESZCZE. Czułam jak jego penis z każdym ruchem poszerzał mnie o milimetr. Zaczął zwalniać, aż wreszcie przestał. Uniosłam się lekko by spojrzeć o co mu chodzi, ale nie zdążyłam nawet podnieść głowy, gdy Liam wszedł we mnie z wielkim impetem. Jęknęłam tak głośno, że chyba nas było u chłopaków słychać. Teraz jego ruchy były rzadsze ale zadawane z wielką siłą. Czułam go wyraźnie. Nie potrafiłam oprzeć się rozkoszy którą mi zadawał. Wyginałam się w każdą stronę podkreślając moje duże piersi. Jęczałam jak oszalała. Głośno i często. Nie mogłam się powstrzymać. Przyjemne rozpychanie zaczęło narastać w moich brzuchu. Wypełniło mnie jeszcze przyjemniejsze uczucie niż kiedykolwiek. Czułam wpływające do mnie ciepło. Dostałam największego orgazmu jaki kiedykolwiek przeżyłam. To było niezapomniane uczucie. Niezapomniana noc. Znowu to zrobiliśmy. Doprowadzał mnie do szaleństwa. Zmęczeni opadliśmy na łóżko.
L: Kocham Cię.
Ja: Ja ciebie też. - zasapani wstaliśmy i ubraliśmy się.
L: Wstąpimy jeszcze do sklepu.
Ja: Ale po co?
L: Bo nie pozwolę byś chodziła w takiej bluzie.
Ja: Hehehehe. Ale nie trzeba..
L: Trzeba trzeba. - chwycił mnie za rękę i zaprowadził do drzwi i nacisnął ich klamkę.
H: Jak wam minęła "rozmowa"? XD - zagestykulował ostatnie słowo Harry, który najwyraźniej cały czas stał przy drzwiach
L: Harry! Stałeś tu cały czas!?
H:
Nie, no co ty.. Czasami siedziałem..
L:
I słyszałeś wszystko!?
H:
Wszystko.. A szczególnie ostatnie fragmenty "rozmowy" xD -
znowu podkreślił to słowo - ale bez wątpienia słyszeli was też
w recepcji XD
L:
Później zrobię Ci wykład, co to znaczy prywatność.. A teraz
chodźmy..
Udaliśmy
się do pokoju tego.. No... Louisa, oo.. Wzięliśmy chłopaków i
ruszyliśmy na miasto. Było późno. Bardzo późno. Ale w
Californii o tej porze jeszcze wszystko jest otwarte. Liam zabrał
mnie do jakiegoś ogromnego drogiego sklepu. Całą gromadą
weszliśmy tam i rozejrzeliśmy się po sklepie, w którym były same
piękne rzeczy.
Lo:
Rozejrzę się za czymś dla El. - odszedł przeglądając stoiska z
sukienkami
L:
No.. Rozglądaj się i wybierz coś sobie.. Ja też Ci coś wybiorę.
- uśmiechnął się zostawiając mnie
Chłopaki
usiedli na kanapie dla gości przy przymierzalni. Chodziłam po
stoiskach i oglądałam się za czymś fajnym i w moim stylu.
Wybrałam kilka rzeczy, które ładnie do siebie pasowały. Ogółem
wybrałam to: ( http://allani.pl/zestaw/820670
) i udałam się do przymierzalni. Gdy z niej wyszłam chłopaki się
uśmiechnęli i pokazali mi że mi ładnie pokazując kciuk
skierowany do góry. Za to Harry się szczerzył i wgapiał jak na..
Nie mam dobrego porównania.. Z pożądaniem mogę tylko tak to
powiedzieć.. Po chwili doszedł do nas Liam i szeroko się
uśmiechnął mówiąc że wyglądam pięknie. Następnie podał mi
jakieś ubrania do przymierzenia. Były piękne i w moim rozmiarze.
Wyszłam ubrana tak: ( http://allani.pl/zestaw/852162
). Niall i Lou bili mi brawo, Zayn przygryzał sobie wargę, Liam się
na mnie patrzył tak jakby wspominał dawne czasy, a Harry.. Harry
siedział z otwartą gębą i wytrzeszczonymi gałami. Jak już się
otrząsnął to podszedł do mnie, obszedł mnie w okół, po czym
stanął na przeciwko mnie.
H:(
T.I )....
Ja: Co?
Ja: Co?
H:
Gówno! - klepnął mnie w tyłek - 2:0 !
Ja:
Debil .. -.-
Lo:
Hehehehe.. Ale ci pojechała.. XD
H:
Bardzo.. Aż się popłakałem.. ( T.I )...
Ja:
Tak, Harry?
H:
Idź zmywaj gary! - kolejny klaps - Hehehe !!! 4:1 !
Ja:
Jebany maniak sexualny bez skrupułów pragnący obejrzeć ostre
porno przy romantycznej kolacji sam ze sobą. -.- 6:4...
H:
... - chciał coś powiedzieć ale go zatkało
Z:
Hahahahaha.. Zatkało Hazzę.. Ale mu dowaliłaś.. !!!
Ja:
Wiem.. A teraz idę się przebrać.. A ty zboczeńcu nie podglądaj..
7:4
Rozebrałam
się z rzeczy od Liama i zostałam w samej bieliźnie, gdy Liaś
wsadził głowę do przebieralni.
L:
Nie przebieraj się z tego.. Zostań w tym skarbie.
Ja:
Dobrze. - założyłam ubranie z powrotem
Podeszliśmy
do kasy. Kasjerka podliczyła wszystko i wyszło do zapłacenia ponad
300 euro! Liam bez zawahania podał kartę kredytową i wpisał kod.
Ja:
Pogięło Cię!?
L:
Nie.. Dla Ciebie wszystko .. - dał mi buzi w policzek
Ja:
Dziękuję, ale nie trzeba. Później oddam Ci pieniądze.
L:
Ale ja ich nie przyjmę. I zaakceptuj to skarbie.
Ja:
Skoro muszę. Dziękuję.
L:
Nie ma za co. A tak właściwie.. Lou.. Co kupiłeś Elce?
Lo:
To: ( http://allani.pl/zestaw/841929
).
Ja:
Śliczne.
Lo:
Wiem.
N:
Możemy wreszcie iść coś zjeść!? Helo!
Ja:
Dobrze.. Już idziemy.. Do Nandos tak? Dobra.. Za około 20/25 minut
będziemy na miejscu
N:
ILE!?
Ja:
20/25.. Nie powiesz mi że to dużo.. XD Dla mnie to pryszcz..
Chodźmy już..
Udaliśmy
się do danego miejsca. Przez całą drogę Niall strasznie zrzędził,
nie mam pojęcia dlaczego, bo Zayn go niósł całą drogę nie
mówiąc ani słowa, a blondyn mu zrzędził jak to mu źle.. Dziwny
XD Ale cóż. Jak już doszliśmy to Niall dosłownie wbiegł tam
potrącając ludzi. Zamówił kupę żarcia, które żarł godzinę.
Ja bym tego w dzień nie zjadła, a on się w godzinę obrobił.
Przerażające. Po wszystkim wróciliśmy do hotelu. Zayn znowu niósł
blondaska, który znowu zrzędził, tym razem jak mu ciężko. Ta..
Jemu ciężko.. Podziwiam Zayna, jakim jest przyjacielem, że nie
dość że go niesie , to jeszcze go znosi. Wow.. Mieliśmy pecha, bo
pokój mieliśmy na 20 piętrze budynku, a winda akurat się zepsuła
i mulat musiał wnosić niebieskookiego po schodach.. Nie no..
Podziw.. Nie powiedział ani jednego słowa.. Nawet się nie
skrzywił. Wspaniały z niego człowiek. Wchodząc po stopniach cały
czas czułam wzrok Harrego na swoich pośladkach. Gdy już doszliśmy
weszliśmy do pokoju Lou, który był mały, ale przytulny.
Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Lepiej się poznaliśmy i o
około 1:00 rozeszliśmy się do swoich pokoi. Znaczy, ja poszłam z
Liamem, bo mi kazał. Tam dał mi swoją koszulkę, bym się
przebrała. W samych majtkach i T-shirtcie Liama położyłam się z
nim i poszłam
spać.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Koniec rozdziału. Mam nadzieję że was nie zawiodłam. Proszę o komentarze. Przynajmniej jeden gwarantuje, że kolejny rozdział będzie napisany szybciej
/Black
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Koniec rozdziału. Mam nadzieję że was nie zawiodłam. Proszę o komentarze. Przynajmniej jeden gwarantuje, że kolejny rozdział będzie napisany szybciej
/Black
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)