niedziela, 30 listopada 2014

IMAGIN#7 Ziall

20 lipca 2022r.


Wojna toczyła się między Australią, a Niemcami. Nawet nie pamiętam z jakiego powodu. Minęło dwadzieścia cztery lata, ale nadal pamiętam przebieg jej wydarzeń. To coś, czego nie da się zapomnieć. Wszystkie siły niemieckie uderzyły na Sydney. Moje rodzinne miasto było jednym wielkim polem bitywy. Jako 20latek miałem obowiązek chronić swojej ojczyzny. Tego dnia stałem ramię w ramię z moim bratem, wujem, ojcem, przyjacielem i rodakiem przeciw wspólnemu wrogowi. Huk karabinów roznosił się kilometrami, a blask z dział jako jedyny oświetlał nam nasz cel. Była to długa noc. Mimo naszych najśmielszych chęci, zostaliśmy pokonani. Ja jak i dziewięciu Australijczyków dostaliśmy się w ręce wroga. Zagnano nas jak bydło do ich obozu. Popchnęli nas na kolana. Wpatrując się w grunt modliliśmy się o łaskawy los. Wtedy z namiotu wyszedł generał niemiecki, rozkazując co z nami zrobić. Pięcioro zastrzelili, czterech zaciągnęli siłą do niewoli, a ja kłęczałem czekając na pewną śmierć. Czekałem i czekałem, gdy kazano mi wstać i się przedstawić. Milczałem. Nie widziałem sensu znania tej informacji. Po sekundzie dostałem karabinem w twarz i usłyszałem ponownie tę samą komendę. 

N: Niall Horan. 

Z: Ile masz lat?

N: 20. 

Z: Bardzo dobrze. Przyprowadzić go do mojego namiatu!

Po krótkiej chwili znajdowałem się już w namiocie. Byłem skrępowany, ale sam. Rozejrzałem się trochę. Typowo niemiecki wystrój - ład, porządek i dyscyplina. Nic szczególnego nie przykłuło mojej uwagi. I wtedy ujrzałem go poraz pierwszy. Wstąpił do namiotu zawiązując zwinnymi palcami wejście. Odwrócił się w wojskowy sposób patrząc na mnie zagadkowo. Był nieco wyższy ode mnie, lepiej zbudowany no i przystojniejszy. Miał czarne włosy postawione na żel, brązowe oczy jak dwa kasztany i śnieżnobiałe zęby. Idealne kości policzkowe sprawiały, że nie mogłem oderwać od niego wzroku. Wpatrywaliśmy się w siebie przez krótką chwile, aż wreszcie się odezwał.

Z: Od tej chwili jesteś moją własnością. Nie wojska, tylko moją własną. Sluchasz się tylko i wyłącznie moich rozkazów. Jeśli ktoś z wojska będzie cię poniżał lub chciał się toba wysłużyć, masz to do mnie zgłosić. Prośby możesz kierować tylko i wyłącznie do mnie, jednak nie spodziewaj się wiele. Zrozumiano? - nie odpowiedziałem - Zrozumiano!? Odpowiadaj! 

N: Tak jest.

Z: Dobrze. Nie masz prawa wychodzić z namiotu jeśli ci na to nie pozwolę. Nie obchodzi mnie, czy jesteś głodny, spragniony, czy też musisz iść za potrzebą. Bez mojej zgody nie masz prawa się nigdzie ruszyć, ani niczego zrobić. Wykonujesz wszystkie moje polecenia bez zawahania. Każę ci klękać - klękasz, każę ci uderzyć wojskowego - robisz, każę ci się rozebrać - rozbierasz się. Nie ma wymówek, płaczu, ani błagania. Możesz jedynie zapytać jak masz to wykonać. Zrozumiano?

N: Tak jest.

Z: Za każde nieposłuszeństwo zostaniesz ukarany, w sposób jaki uznam za stosowny. Zrozumiano?

N: Tak jest.

Z: Od tej pory masz zwracać się do mnie "Generale" przy wojsku i innych osobach, a "Panie", gdy jesteś w tym namiocie i tylko wyłacznie, gdy jesteśmy tu sami. Zrozumiano?

N: Tak jest.

Z: Tak jest co!?

N: Tak jest, panie! 

Z: Jakieś pytania?

N: Dlaczego to mnie wybrałeś, panie?

Z: To proste. Jesteś młody i wyglądasz całkiem przyzwoicie. A i jeszcze jedno. Nie licz, że próba ucieczki pomoże. Nie masz jak uciec, a z każdą próbą będziesz torturowany przez bossmana, a on ma ciężką rękę i brak umiaru. Lepiej pożyjesz słuchając się tego co mówię. Zrozumiano? 

N: Tak jest, panie.

Z: Dobrze. - rozwiązał mnie, stając naprzeciw - A teraz rozbierz się.

N: Przepraszam, co mam zrobić?

Z: Rozbieraj się! 

N: Tak jest.

Z: Tak jest co!?

N: Tak jest, panie. - wszystkie warstwy mojego ubrania leżały obok, a ciemnooki przyglądał mi się uważnie

Z: Gut, teraz połuż się na łożysku.

N: W jaki sposób, panie?

Z: Na brzuchu. - wykonałem rozkaz, po chwili czując pieczenie na pośladku

N: Aaa! 

Z: Cisza! - uderzył mnie po raz drugi szpirutą

N: To boli!

Z: Cisza powiedziałem! - uderzył mnie ze zdwojoną siłą, po czym poczułem jak jego dłoń zaczyna pieścić mój obolały pośladek

Z: A teraz ułuż się w pozycji kucającej!

N: Jakiej, panie?

Z: Ręce oprzyj mocno o ziemię. Ustaw się na kolanach, jakbyś był psem.

N: Tak, panie? - zapytałem ustawiając nieco koślawo na kolanach

Z: Rozszerz nogi.

N: Nie, panie. 

Z: Coś ty powiedział!?

N: Nie zgadzam się, panie.

Z: Nikt nie pytał Cię o zdanie! - szpicruta boleśnie trafiła w mój pośladek wydając przy tym głośny dzwięk

N: Aaaa!

Z: Milcz! - po raz kolejny dostałem w tyłek, czując się jak dziecko karcone przez rodzica

N: Przepraszam, panie. - rozszerzyłem nogi - Wystarczająco, panie?

Z: Wystarczy. Oh, Niall, nieposłuszny z ciebie chłopiec. Będę cię musiał sowicie ukarać. Dam ci wybrać. Chcesz wybrać, czy wolisz, żebym sam to zrobił? 

N: Nie, panie. Niech pan wybierze. - odrzekłem bojąc się, czy to nie podstęp

Z: Nie boisz się?

N: Wierzę, że mój pan jest miłosierny dla swej sługi. 

Z: Hhhmmm. Oszczędzę Cie tym razem. Masz się utrzymać i milczeć, inaczej nie będę miły, zrozumieliśmy się?

N: Tak jest, panie. 

Z: Dobrze. - po chwili poczułem jego dłoń na swoim pośladku, wymierzająca mi klapsa 

N: Aaaaa...

Z: Cicho! Jeden! - kolejne uderzenie zadał w drugi pośladek - Dwa!

N: Dwa. 

Z: Milcz! Chociaż... Hhhhmmm. Nie. Jednak nie. Licz! - kolejny silniejszy plask trafił we mnie celnie jak zawsze

N: Trzy!

....

N: Piętnaście!

Z: Chyba ci wystarczy. 

N: Dziękuję, panie. 

Z: Milcz. Nie skończyłem z tobą. - słyszałem jak rozpina pasek od munduru, a następnie na krześle obok mojej twarzy znajdował się starannie złożony mundur

N: Czy pan chce zrobić to co myślę?

Z: Tak, chłopcze. A teraz złap się czegoś mocno. 

Chwilę później był już we mnie. Ciszy jęk wydobył się z ust każdego. Nie musiałem długo czekać, by zaczął się we mnie poruszać. Czułem jak jego ogromny członek rozrywa mnie od środka z każdym pchnięciem. Poruszał się we mnie szybko, gwałtownie i niespokojnie. Był jak bestia napadająca swoją ofiarę. Jednakże nie był bestią. Był bardzo przystojnym, młodym człowiekiem. Z początku czułem ogromny ból, bo on był wielki, a ja raczej ciasny. Teraz wiem, jak czują się dziewczyny. Byłem cały spięty. Starałem się utrzymać równowagę, gdy ból próbował zawładnąć moim umysłem. Zacząłem lekko jęczeć, dla rozluźnienia. W pewnym momencie, zatrzymał się, wysuwając ze mnie swoją męskość. Jednak nie oddalił się ode mnie. Nachylił się nad moim uchem.

Z: Rozluźnij się. - wyszeptał miękko, wręcz podniecająco

N: Nie...Nie potrafię, panie.

Z: Widziałem jak na mnie patrzysz. Pragniesz mnie, Niall?

N: I to cholernie.

Z: Cieszę się, ja ciebie też. Nazywam się Zayn Malik i mam cholernie wielką ochotę się z tobą pieprzyć. Spełń moją zachciankę, a zostaniesz nagrodzony. - wręcz wymruczał mi do ucha, a ja podnieciłem się na sam dzwięk jego uwodzicielskiego głosu

N: Mogę mówić do ciebie Zayn?

Z: Nazywaj mnie jak chcesz, tylko mi się oddaj.

N: Jestem cały TWÓJ. - podkreśliłem ostatnie słowo, odpychając myśli o zdradzie własnej ojczyzny, bo jedyne czego w tym momencie chciałem to tego mężczyzny


Wsunął się we mnie ponownie, powtarzając wcześniejsze ruchy. Był gwałtowny coraz bardziej z sekundy na sekunde, ale mnie to nakręcało. Czułem się wspaniale. Jego ruchy były niechlujne, jendak bardziej płynne, przyjemne. Rozpływałem się, gdy oplótł mnie ręką w pasie mocniej do siebie przyciągając. Pchnięcia były silne i głębokie. Zagłębiał się we mnie całą swoją długością zapewniając mi kompletną przyjemność. Napięcie we mnie narastało i narastało. Wreszcie postanowił mi pomóc i objął swoją dłonią mojego przyjaciela. Mocno zacisnął uścisk, a ze mnie wydobył się niski jęk. Po chwili zaczął poruszać dłonią w rytm swoich bioder. Podwójna przyjemność wypełniała mnie od środka. Jego ręka była niesamowicie zwinna i zręczna. Wiedział co robi. Idealnie wykonywał każdy ruch kciukiem naciskając na główke mojego przyjaciela. Pare sekund dzieliło mnie od ostatecznego końca. 

Z: No już Niall. Wiem, że tego chcesz. - wymruczał mi do ucha, a ja jak zaczarowany spuściłem się mocno wystrzelając 

Poczułem w sobie jego sperme. Od razu zrobiło mi się ciepło. Byłem zmęczony ale pragnąłem więcej. Korzystając z okazji, że mulat leżał obok mnie zdyszany po swojej pracy, prędko znalazłem się nad nim biorąc w usta jego męskość. Powoli i zmysłowo zacząłem ssać i pieścić jego przyjaciela. Zayn pomrukiwał lekko z przyjemności jaką mu zadawałem. Góra, dół, góra, dół i tak w kółko. Pragnąłem go cholernie. Wyjąłem go z ust pozostawiając pod nadzorem mojej dłoni,  biorąc się za obcałowywanie jego klatki piersiowej. Zostawiałem po sobie mokre ślady, gdy mój język bawił się jego sutkami dając mu więcej przyjemności. Miał przymknięte oczy skupiając się na odczuciach jakie mu zapewniałem. Powróciłem do jego członka mocno go ściskając i zasysając główkę, na co odpowiedział mi gardłowym jękiem. Przyśpieszając ruchy czułem jak Zayn zaczyna drżeć w moich ustach. Ostatecznie odsłoniłem zęby przejeżdzając nimi po całej jego długości. Jak na komendę sperma Zayna znalazła się w moich ustach, a ja przełknąłem ją szybko wsłuchując się w mruczącego chłopaka. Przyglądałem mu się krótką chwilę. Jego ciało było idealne. Pięknie zbudowane, niczym Adonis. Mógłbym go podziwiać godzinami, jednak nie było mi to dane.

Z: Boże, Niall. To było...To było...

N: Wiem.

Z: Dziękuję.

N: Nie masz za co. To była czysta przyjemność.

Z: Miło to słyszeć.

N: Masz przepiękne ciało. 

Z: Starczy na dziś. Idź spać. Rano pobudka.

N: Gdzie mam iść spać?

Z: Możesz obok mnie. Zasłużyłeś. 

N: Dziękuję.

Z: Dziękuję co?

N: Dziękuję, panie

Z: Dobranoc, chłopcze.

N: Dobranoc, panie.


Mijały tygodnie, a ja poznawałem go bardziej i bardziej. Zayn był tylko o lata starszy ode mnie. Mimo to wydawał się o wiele dojrzalszy. Zakochałem się w nim. Jednakże po kilku miesiącach na obóz napadli australijscy żołnierze wybijając, praktycznie wszystkich Niemców. Mnie uwolniono i trafiłem do swojego dawnego domu, ale nie był on już dla mnie domem. Moja rodzina zmarła. Zostałem na tym świecie sam. Moim domem był namiot, w którym co noc z Zaynem zaspakajaliśmy swoje potrzeby. Zayn jako generał dostał wyrok śmierci, od którego nie mogłem go uratować. Dlatego mając starego przyjaciele pracującego w więzieniu, udałmo mi się zorganizować ucieczkę. Przez pierwszy rok jakoś to leciało. Żyliśmy ukrywając się po małych motelach. Jednak Zayn nie mógł tak żyć. Uważał, że stracił honor. Że powinien umrzeć za swój kraj. Tłumaczyłem mu, że tak nie jest, ale nie słuchał. Pewnego dnia, gdy się obudziłem Zayna przy mnie nie było. Nie wiedziałem co się z nim stało. Szukałem go przez długie lata, aż w końcu skończyłem i wróciłem do starego domu. Przestałem o nim myśleć. Sądziłem, że się zabił, by odzyskać honor. Jednakże dopiero wczoraj się dowiedziałem jak bardzo byłem w błędzie. Przyszła do mnie pocztówka z Niemiec. Okazało się, że tam wrócił, do wojska i że było mu trudno odejść, ale musiał to zrobić. Zaprosił mnie do siebie, a ja nie mogę się doczekać naszego spotkania.


sobota, 26 kwietnia 2014

IMAGIN#6 " Moje ckliwośći nr.2 "

Wszystko zaczęło się, gdy była jeszcze mała. Denerwujące ją rodzeństwo, irytujący rodzice i dziadkowie, samotność i brak przyjaciół w szkole. Jedyne co ONA miała wtedy to sąsiadka, która po pewnym czasie była już inną osobą. Ale ONA jednak znalazła przyjaciół. Kilku, ale jednak. Niestety po pewnym czasie okazali się być 'fałszywi' , jeśli można to było tak nazwać. Dokuczali JEJ. Wraz z innymi ludźmi, którzy nawet JEJ nie znali. Reszta oceniała JĄ po wyglądzie. Dokuczali, wypominali najmniejszy błąd. Wykorzystywali każdą okazję, by JEJ ubliżyć. Jednak JEJ przyjaciele zrozumieli swój błąd, a ONA im wybaczyła. Przyjaźń ta rozkwitała, ale ONA i tak w nią nie wierzyła. Bo była już chora psychicznie. To wszystko wprawiło JĄ w obłęd i depresję. Każdy jeden szczegół był ważny, bo każdy jeden mógł sprawić, że się uśmiechnie, zaśmieje albo rozpłacze. Nie wierzyła, że naprawdę JĄ lubią. Myślała, że prędzej, czy później JĄ zostawią, bo przecież już raz to zrobili. Ale oni JĄ zapewniali, że tak się nie stanie. Pewnego dnia jednak we czwórkę udali się do kościoła, a potem na miasto. W kościele czuła się ONA samotna. Gdy z niego wyszli czuła się zbędna. Rozmawiali o tematach o których ONA nie miała pojęcia. Była przygnębiona, bo czuła się, jakby była im obca. Nie śmiała się z ich kawałów, czy powiedzonek. Była wyraźnie zdołowana. Jedna się spytała, gdy reszta na chwilę poszła, czemu jest smutna. ONA jednak nie odpowiedziała. Gdy tamte wróciły bawiły się ile wlezie, a ONA patrzyła w zanieczyszczoną rzekę. Rozmyślała. Porównywała się z nią. Każdy kamyk, śmieć, czy też patyk to rana, którą zadają bezmyślni ludzie rzucając do niej. ONA była jak ta rzeka. Była zanieczyszczona, bo miała wiele ran. W pewnym momencie chciała skoczyć. Chciała się zabić, ale jednak coś JĄ powstrzymywało. Ale gdy już podjęła decyzje i chciała przejść na drugą stronę, to jedna z dziewczyn JĄ powstrzymała. Jednak później znowu zachowywały się jakby JEJ tam nie było. Jakby była duchem niezdolnym do uczuć. Bardzo się na nich zawiodła. Zostawili JĄ wtedy, gdy ich potrzebowała. Ale to nie wystarczyło. Postanowiły sobie pożartować. Gdy ONA odebrała telefon one uciekły dla zabawy. Widziała je z oddali, ale JEJ serce już pękło. Rozbiło się na miliony kawałków. Czuła się jak potwór od którego wszyscy uciekają. Jak śmieć, którym można pomiatać. Jak największe ścierwo, które nie zasługuje na szczęście. W pewien sposób zostawili JĄ. Kompletnie samą. ONA nie chciała już na nie patrzeć więc odeszła, ale one wróciły i postanowiły iść za NIĄ. Gdy usiadła na chwilę, by napisać sms'a one usiadły obok i zaczęły rozmawiać jakby nigdy nic się nie stało. ONA jednak nie chciała przebywać już w ich towarzystwie, więc wstała i odeszła. Wróciła do domu i udawała przy rodzicach, że wszystko gra. Jednak, gdy nastała noc zaczęła okropnie płakać wsłuchując się w smutne melodie. Po mniej niż godzinie przyjechał JEJ chłopak. Pytał się co się stało, ale ONA milczała. Nie chciał się narzucać, więc tolerował to i przytulał JĄ, gdy leżeli już w łóżku. Jedyne słowa jakie mu powiedziała to te, żeby sobie poszedł i ją zostawił. Że chce z nim być, ale nie potrafi. I tak naprawdę się czuła. Nie chciała, by jeszcze on JĄ kiedykolwiek skrzywdził. Ale on był mądry i wiedział, że potrzebowała miłości i troski, a nie samotności. Został z NIĄ. Po pewnym czasie usnął, ale ONA nie mogła. To wszystko chodziło po JEJ głowie. Nie potrafiła już spojrzeć na swoich przyjaciół po tym wszystkim, ale zbyt bardzo się do nich przywiązała. Zbyt bardzo ich kochała, by tak po prostu ich znienawidzić. Nie umiała tego zrobić. Pomimo wszystko ich kochała i za to się nienawidziła. Że nie potrafiła odpuścić. Uznała, że jedynym rozwiązaniem jest śmierć. Postanowiła działać i cicho wymsknęła się do kuchni. Chwyciła największy i najostrzejszy nóż do ręki i wpatrywała się w swoją żyłę. Wystawała od naprężenia mięśni. Przyłożyła nóż do nadgarstka. Wciąż wpatrywała się w żyłę. Chciała umrzeć, ale coś ją blokowało, jak na tym moście. Postanowiła wrócić do pokoju i włączyć smutną muzykę licząc, że to pomoże. Łzy spływały po jej twarzy. Nagle ktoś wyjął JEJ nóż z ręki, obejmując JĄ przy tym. Był to JEJ chłopak. Delikatnie i długo ucałował JĄ w szyję. Obrócił JĄ w swoją stronę i spojrzał w JEJ oczy. Z jego tęczówek emitowało tyle emocji: troska, strach, ból, współczucie oraz jeszcze jedno, w które ONA nie wierzyła. Wmawiała sobie, że JEJ się zdaje, bo nie potrafiła uwierzyć, że chłopak patrzy na nią z uczuciem, którym była "miłość" . Przecież nikt nie mógł JEJ kochać, bo była według NIEJ nikim. Wpatrywała się w niego pytająco zapłakanymi oczami, a łzy nadal spływały po JEJ policzkach. Chłopak uśmiechnął się lekko do NIEJ i powiedział to, czego ONA się nie spodziewała. " Nie płacz już. Wszystko będzie dobrze. Kocham cię. " Następnie dał JEJ buzi w policzek i przyciągnął do siebie. Przytulał JĄ mocno, a po chwili położył JĄ do spania. Usnęła w jego objęciach otulona jego zapachem. Gdy się obudziła jego już nie było. Przemyślała wszystko od nowa. Postanowiła zostawić przyjaciół. Szło JEJ to całkiem dobrze. Chciała zostawić chłopaka, ale on nie pozwolił JEJ na to i JĄ wspierał. Jednak doszła do wniosku, że nie może już przebywać z przyjaciółmi, bo to zbyt boli, ale nie potrafi też bez nich żyć. Doszła do wniosku, że samobójstwo to jedyna droga. Zebrała w sobie całą siłę i połknęła kupkę tabletek popijając je wódką. Pożegnała się z chłopakiem przez wiadomość. Chciała też z przyjaciółmi, ale oni już o NIEJ zapomnieli. Tak jak myślała, była im zbędna. Chłopak chciał JĄ uratować, ale było już za późno. Zmarła i nic nie dało się już zrobić. Na pogrzeb przyszli też JEJ byli przyjaciele. Dopiero wtedy zrozumieli, że jednak jest im JEJ brak. Że za NIĄ tęsknią. Ale wtedy było już na to ZA PÓŹNO.

-------------------------------------------------------------------------------------------

Takie tam częściowo z mojego życia :p

Black

IMAGIN#5 "Moje ckliwości"

Wszystko zaczęło się dawno temu, gdy się narodziła. Bóg miał dla niej plan, ale nie taki jaki by chciała. Cierpiała, bo to było jej pisane. Wszyscy się na nią uwzięli. Rodzina, znajomi, nauczyciele. Dla wszystkich była nieodpowiednia. Dla rodziny i nauczycieli była za głupia, za mało zdolna. Porównywali ją do jej starszego rodzeństwa, które w porównaniu do niej było ideałami każdego rodzica. Same dobre oceny. Specjalne osiągnięcia. Miała narzucone reguły, zasady, wymagania. Nie mogła mieć oceny poniżej piątki. Musiała być mądra, uczyć się , ładnie pisać, zachowywać się tak jak chcieli inni. Jej rówieśnicy dręczyli ją bez powodu, w każdym razie ona go nie znała. Czepiali się wszystkiego. Hejtowali ją za wszystko przez lata. Uważali ją za inną, dziwną. Obrażali ją przy każdej okazji. Wyzywali od brzydkich i grubych. Od głupich i tępych. Od beznadziejnych i niepotrzebnych. Ona na to nie reagowała bo chciała być twarda, bo w większości taka była. Lecz głęboko w niej siedziała ta druga ona, która cierpiała. Każde słowo ją dotykało i raniło. Lecz pojedyncze obelgi nie były wykrywalne. Lecz obrazy trwały latami, a ona się zmieniała. Zmieniała od środka. Nie wierzyła już w nic. Nie wierzyła w szczęście, bo go nie doznawała. Widziała świat w szarych kolorach, bo nie była lepiej traktowana. Jej psychika nie była już normalna. Wierzyła we wszystkie obelgi. We wszystkie chamskie komentarze, a było ich sporo. Nie wierzyła w komplementy. Sądziła że ludzie tylko zmyślają by ją pocieszyć, lecz to nic nie dawało. Wiedziała, że kłamią, bo to co mówili niby mówiąc jej komplementy nie przypominało jej obrazu który miała w głowie. Widziała siebie jako najgorsze monstrum. Starała się zmienić, ale każde jej próby były tylko gorzej przyjmowane. Zmieniła się. Nie była szczęśliwa, ale żyła dalej. Zakochała się. Zakochała na zabój. Wiedziała, że nigdy nie pokocha nikogo innego. Lecz nie starała si z nim być, bo po co? Wiedziała że jej nie zechce, że jej nie kocha, ani nie pokocha. Wiedziała, że jest dla niego niewystarczająca. Wiedziała, że jest dla niego za brzydka, za gruba , za głupia. Wiedziała, że się nie nadaje dla niego, bo jak niby ON miałby ją pokochać. Przecież on był idealny, a ona była nikim. Męczyła się przez lata. Poszła na studia. Mieszkała sama. Nie miała znajomych. Nie miała przyjaciół, a co dopiero chłopaka. Żyła samotnie i to ja dobijało. Mimo tego jak bardzo była nieszczęśliwa żyła dalej. Żyła, bo chciała pokazać, że jest silna. Lecz te wszystkie lata ją zniszczyły. Wreszcie, osoba, którą tak bardzo kochała pokochała ją. Byli razem, lecz ona nadal nie była szczęśliwa. Jej psychika była doszczętnie zniszczona. Nie wierzyła, że chłopak ją kocha. Nie wierzyła w słowa, które mówił. Nie wierzyła w jego zapewnienia. Nawet z NIM nie była szczęśliwa, bo nie umiała. Bo to zrobili z niej ludzie. Zmienili ją. Zrobili z nią osobę niezdolną do odwzajemnienia uczuć. Osobę niezdolną do ufania. Osobę niezdolną do kochania. Osobę niezdolną do cieszenia się chwilą. Osobę bez uczuć. Zrobili z niej wrak człowieka, bo inaczej nie dało się jej opisać. Nie wytrzymała tego psychicznie. Zaczęła się ciąć, bo to dawało upływ emocjom, które w niej siedziały. Chłopak kłócił się z nią i wydzierał na nią z tego powodu, ale do niej to nie docierało. Nie wierzyła mu. Nie wierzyła mu, że robi sobie krzywdę. Nie mogła w to uwierzyć. Chłopak wiedział, że z każdym dniem jest z nią coraz gorzej. Zaczęła ćpać, by zapomnieć o bólu. Chłopak nie mógł patrzeć do jakiego stanu się doprowadziła. Myślał, że oszalała. Że jest chora i trzeba jej specjalnej opieki. Skontaktował się z najlepszymi ludźmi by tylko jej pomóc. Wreszcie znalazł ośrodek. Tak, chciał ją wysłać do psychiatryka, bo myślał, że tylko to jej pomoże, ale tak naprawdę tylko pogorszył sprawę. Dziewczyna podsłuchała jedną z jego rozmów i pomyślała, że on chce się jej pozbyć. Że planował to od początku. Cicho udała się na strych. Znalazła tam sznur i zrobiła na nim pętle. Bez problemu go użyła. Zrobiła to. Powiesiła się. Chłopak jej szukał, aż wreszcie ją znalazł. Było już za późno. Płakał niemiłosiernie, ale to nie mogło oddać jej życia. Było już za późno. Za późno, żeby to naprawić. Obwiniał się, że to jego wina. Że nie pomógł jej na czas. Że nie zdołał jej powstrzymać. Ona poszła do nieba, ale nawet tam, nie mogła być szczęśliwa. Nie umiała być szczęśliwa nawet tam. W niebie, gdzie jest wszystko czego dusza pragnie, ona nie była szczęśliwa. Jako jedyna w niebie nie była szczęśliwa, bo nie umiała. Czuwała nad nim, bo nadal go kochała, ale nigdy nie umiała mu tego okazać. Śledząc każdy jego krok myślała o swoim życiu. Myślała co by było, gdyby pokochał ją wcześniej. Czy byłoby inaczej. Myślała, co by było, gdyby ludzie byli inni. Myślała nad tym sporo i doszła do wniosku, że nikt nie może cierpieć jak ona. Nawiedziła swojego ukochanego we śnie i opowiedziała mu swoją historię. Zaszczepiła w nim myśl, którą było zapobieganie dręczeniu. Przypatrywała się jak chłopak robi wszystko w tym kierunku. Wraz ze swoimi znajomymi zrobił wszystko. Założyli organizację, stronki. Z powodu iż byli znani mieli spore wsparcie. Ludzie zmienili się na lepsze. A ona widząc to wszystko po raz pierwszy od dawna się uśmiechnęła. Wreszcie wiedziała, że ma na coś wpływ. Że jednak coś znaczy. 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam to myśląc o sobie i swojej przyszłości bo tak ją widzę. Ten imagin opowiada o tym jak się czuję i co czuję. Wyraża mnie. Pokazuje moje poglądy, co sądzę i co przeżywam. Pokazuję co tak na prawdę czuję.

Black

IMAGIN#4 część 4 Harry

H: Nie wiedziałem. Przepraszam. Nie powinienem pytać. 
JA: Nie powinieneś. A teraz proszę, daj mi już spokój i pozwól spać.
H: Dobrze, przepraszam. Naprawdę nie chciałem.
JA: Wiem. Zapomnij. Nie chowam urazy.
H: Na pewno?
JA: Tak. Kładź się obok.
H: Okej. - po chwili już leżał na łóżku, a ja czułam się taka samotna. - Dobranoc. - powiedział, a we mnie coś pękło.
Przypomniała mi się moja matka mówiąca mi "dobranoc" co noc. Ale jej już nie ma. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Cały smutek ze mnie wypływał w postaci słonych kropelek wody. Zazwyczaj jestem silna, ale to mnie przerasta.
H: Nie płacz, proszę.
JA: Przepraszam, nie przejmuj się mną.
H: Nie płacz wszystko będzie dobrze. - dał mi buzi w policzek
JA: Możesz mnie przytulić? Wiem, głupie pytanie. - nawet nie odpowiedział, tylko bez zawahania objął mnie ramieniem przysuwając się znacznie - Dziękuję.
H: Nie ma za co. - uśmiechnęłam się pod nosem i usnęłam otulona jego ciepłem.

*Dwa lata później*

Wraz z Harrym jesteśmy zaręczeni. Jesteśmy szczęśliwi. Wie o mojej przeszłości i to on mnie przekonał bym poszła na policję. Była sprawa w sądzie, którą wygraliśmy. Mój ojciec trafił do więzienia i długo tam posiedzi. Harry jest najlepszym co mnie w życiu spotkało.
--------------------------------------------------------------------------

Black

IMAGIN#4 część 3 Harry

JA: Aha.. Spoko. 
H: Nie kojarzysz mnie?
JA: No kojarzę.
H: Jako.. ?
JA: Muzyk. One Direction. Jesteś w trasie, a raczej ją kończysz..
H: No tak.. A w związku z tym?
JA: Yyyy.. Nic? Co? Mam piszczeć jaki to ty jesteś cudny? Masz głos, talent, szczęście, przyjaciół, fanów i wspaniałe życie, ale to nie powód do jakiegoś widocznego obsesyjnego fanatyzmu.
H: Dziękuję.
JA: Za co?
H: Że traktujesz mnie.. Normalnie. Jak równego sobie.
JA: Nie ma za co.
H: Idź spać.
JA: A ty?
H: Ja pójdę spać do Louisa.
JA: Nie ma mowy. To ty wynająłeś pokój i nie pozwolę, by ten rachunek był za mnie.
H: Oj, nie przesadzaj.
JA: Nie przesadzam. Śpisz tutaj.
H: Dobrze. Nie będę się z tobą kłócił. - położył się na podłodze
JA: Co ty robisz?
H: Idę spać, nie widać?
JA: Na podłodze!?
H: No tak. Uparłaś się, że mam spać tu. Więc śpię na podłodze. Przecież ty śpisz w łóżku, a ja nie chcę spać z tobą w jednym łóżku, bo jeszcze cię przygniotę i sprawię sam ból.
JA: Nie przesadzaj. Nie zgnieciesz mnie. Chodź.
H: A rany? Co? Będą boleć jak się o nie otrę.
JA: Nie otrzesz. Ufam ci. Chodź.
H: Nie.. Nie mogę..
JA: Ale czemu?
H: No bo.. Ja.. No wiesz.. Ja śpię..
JA: Nago.. Tak wiem..
H: I nie przeszkadza ci to, jako normalnej nieobsesyjnej na moim punkcie osobie?
JA: Nie.. Harry, dorośnij.. Nie jesteśmy już dziećmi. To jedna z części ciała. Tylko taka trochę bardziej.. YYyy.. Bardziej. No. Ale tak to co? Ugryzie mnie?
H: No wiesz.. Nigdy nie wiadomo XD
JA: Hehe.. Przestań sobie żartować i właź na łóżko.
H: Heh.. No dobra.
Patrzyłam jak ściąga z siebie ubrania. Najpierw koszulkę co ukazało jego piękny wytatuowany tors jak i ramiona, potem spodnie, a następnie bokserki. Przyglądałam się dokładnie każdemu ruchowi, by nic mi nie uciekło. Podziwiałam jego całe ciało, aż w końcu mój wzrok zatrzymał się w miejscu gdzie zwykle były bokserki. Wpatrywałam się w każdy szczegół, gdy nagle usłyszałam cichy zduszony śmiech chłopaka, który aż prosił by się wydostać. Zerknęłam na jego nieskazitelną twarz i zobaczyłam ten uśmiech i te dołeczki. Tak.. Cudne są. Śmiech narastał, a ja już nie mogąc wytrzymać z niewiedzą, z czego on tak rży , skupiłam się na jego oczach i zapytałam
JA: CO!? - burknęłam
H: Na każdego się tak gapisz, gdy jest nagi? XD
JA: Owszem.. I wiesz.. kocham też sobie pomacać.. XD
H: Hehehehe ... Bardzo śmieszne. XD
JA: Wiem. xD Ale tak na serio, to zawsze chciałam się przyjrzeć, ale nie miałam okazji.
H: Chciałaś się przyjrzeć powiadasz? XD J
A: Hehhe.. No tak.. Ale chodziło mi o to, że.. Heheehe.. Nie mogę.. Rozbroiłeś mnie. XD
H: Wiem. xD Ale dokończ.. Że co? xD
JA: Oj przestań się tak szczerzyć. Chodzi o to, że maluję i zawsze chciałam namalować scenę w stylu.. Yyy.. Filmu.. Noo...
H: Noo.. ?? XD
JA: No porno..
H: Hehehe.. Nice.. To dla mnie zaszczyt.
JA: Co?
H: Że sceny łóżkowe będą inspirowane moim ciałem XD
JA: Hehehe.. xD Taa.. xD Nie ma za co. Może kiedyś mi będziesz pozował do takiego obrazu XD
H: Hmm.. Interesująca propozycja XD Hehehehe.. XD Nie no. Dobra.. Opanowanie. . . . Więc malujesz?
JA: Tak od małego. Zawsze lubiłam. Nie miałam na to środków, ale jakoś sobie radziłam. Malowanie oddawało moje emocje. Ból przenosiłam na obraz..
H: Ból? - z moich oczu zaczęły uciekać łzy
JA: Nieważne.
H: Ważne. Czemu Cię bolało?
JA: Nie poruszaj tego tematu! Ro
zumiesz!? Nie twój zasrany interes! Moje życie, moja przeszłość, moje problemy! H: Dobrze. Uspokój się.
JA: Sam się uspokój!
H: Proszę, uspokój się.
JA: Dobra.. Nieważne. Zapomnij. Wracając do tematu. Maluję, szkicuję. Taka pasja. Moje obrazy zazwyczaj są smutne, ale są też takie które przedstawiają ludzi. Uśmiechniętych ludzi. Między innymi to wy, mój przyjaciel i rzadziej moja mama. Tak bardzo ją kochałam, a teraz jej nie ma..
H: Nie ma?
JA: Przestań zadawać te cholerne wścibskie pytania!
H: Ale to ty zaczynasz i zostaje taka pustka po informacji której nie podałaś.
JA: Trudno! Pustka jest bo tego właśnie chcę! Masz nie zadawać pytań związanych z moją rodziną! Zrozumiano!?
H: Wyjaśnij mi tylko, dlaczego nie mogę ich zadawać?
JA: Bo nie.
H: Dlaczego?
JA: Bo nie!
H: Ale dlaczego?
JA: Bo kurwa ja sobie tego nie życzę!
H: . . . Ale dlaczego?
JA: Bo nie! Nie rozumiesz!?
H: Nie, nie rozumiem.
JA: To jesteś tępy!
H: A ty przemądrzała!
JA: A ty wścibski!
H: A ty wulgarna!
JA: A ty przyczepialski!
H: A ty nieostrożna!
JA: A ty jesteś pedałkiem!
H: A ty dziwką do pieprzenia!
JA: . . . - nie mogłam nic powiedzieć. Po prostu się rozpłakałam jak małe dziecko
H: Przepraszam, nie powinienem..
JA: Racja. Nie powinieneś. Nie powinieneś mnie ratować. Mogłeś odjechać i dać mi się utopić!
H: Co? Ale czemu?
JA: Bo tak.. Bo nie chcę żyć po tym wszystkim!
H: Jakim wszystkim?
JA: Przestań zadawać te cholerne pytania!
H: Jakim wszystkim? To jest związane z twoją rodziną?
JA: Tak kurwa! Ale jesteś bystry! Brawo za spostrzegawczość a teraz idź się utop w klopie.
H: Ale czemu?
JA: Bo nie wiem, gdzie jeszcze możesz się tu utopić w pobliżu.
H: Nie o to chodzi. Dlaczego cierpisz przez swoją rodzinę?
JA: Zamknij się wreszcie!
H: Nie, do póki się nie dowiem.
JA: Chcesz kurwa wiedzieć!? Dobra! Jak się zamkniesz to ci powiem! Moja rodzina nadaje się do serialu! Do kryminału! Do pieprzonego horroru! Masz! A teraz stul pysk!

----------------------------------------------------------------

Black

IMAGIN#4 część 2 Harry

H: Moment.. Daj mi chwilkę.. Chyba wiem... Piersi? 
JA: No raczej, że tak... A co innego mogło jeszcze się otrzeć?
H: No, mogło jeszcze coś... Ale w każdym razie.. Trzeba to opatrzyć..
JA: Nie bo będzie boleć i to bardzo...
H: Pewnie tak, bo będzie go trzeba oderwać.. .W sensie że stanik...
JA: Nie.... - zaczęłam popłakiwać..
H: Trzeba.. Masz.. - podał mi zwinięte coś
JA: Co to.. ?
H: Koszulka.. Wgryź się...
JA: Ale ja nie chcę..
H: Trudno... - włożyłam do buzi materiał mocno wgryzając się w niego przy tym.
Chłopak pociągnął za rozpięty stanik i oderwał mi go z kawałkami skóry, a raczej rany.. Zaczęłam ryczeć i drzeć się z bólu.. Nawet nie skończyłam się wydzierać a chłopak od razu spsikał dane miejsce wodą utlenioną , nie dając mi się uspokoić... Rany cholernie bolały i piekły. To było nie do wytrzymania.. Z tego wszystkiego zemdlałam po raz kolejny.. Gdy się obudziłam chłopak wciąż był tutaj..
H: Na długo zemdlałaś.. Cała godzina zeszła.. Jest już 1 w nocy.. Rany zdążyły wyschnąć więc masz na sobie już tylko moją koszulkę. A jak się czujesz..?
JA: Lepiej.. Ale co się stało? Pamiętam tylko że wpadłam do wody i co wcześniej , ale jak się tu znalazłam?
H: To moja sprawka.. Po tym jak mi wbiegłaś pod koła wyłowiłem cię z wody i przywiozłem tutaj.. Leżałaś sporo czasu, obudziłaś się , a dalej to już wiesz..
JA: No tak tak.. Aha.. Dziękuję..
H: Nie ma za co .. A co z tobą? Czemu biegłaś i wpadłaś mi pod koła.. ?
JA: Ja wolę to pominąć..
H: Aha.. Dobrze. Masz prawo.. A gdzie mieszkasz?
JA: Niedaleko od miejsca gdzie to się stało..
H: Aha.. To Cię tam podrzucę.. Rodzi...
JA: NIE!!! - wtrąciłam - To znaczy.. Nie, nie dziękuję..
H: Ale czemu?
JA: Nie do domu.. Nie chcę.. Uciekłam..
H: AAa... Ale rodzice pewnie się martwią..
JA: Uwierz mi na słowo, że nie..
H: A do kogo mam cię podrzucić? Masz jakąś rodzinę?
JA: Nie.. Znaczy tak, ale nie taką, by do niej w tym momencie pojechać..
H: Aha.. Robi się podejrzanie, ale dobrze.. A może jakichś znajomych?
JA: Nie.. Nikt mnie nie lubi.. Znaczy mam jednego kolegę, ale do niego nie, bo jego rodzice się boją.. YYYYyyy. To znaczy nie pozwolą..
H: Ale jak to się boją ? Kogo? Ciebie?
JA: Nie.. Mojego ojca.. Nie poruszajmy tego tematu..
H: Dobrze... Czyli jednym słowem nie masz się gdzie podziać?
JA: Nie.. Ale nie proszę o pomoc.. dam sobie jakoś radę..
H: Nie.. Nie ma mowy.. Pomogę ci..
JA: Nie.. Nie trzeba..
H: Ale pomogę.. Nie pozwolę Ci się błąkać..
JA: Ale jak tak , to niby jak?
H: Na razie jesteśmy w hotelu, ale możesz pomieszkać ze mną.. Jeśli Ci to nie przeszkadza..
JA: Nie...Nie mogę.. Nie będę komuś wrzodem na dupie..
H: Bez przesady.. Tylko byłby jeden, a może dwa problemy..
JA: A jakie?
H: Po pierwsze.. Do mojego domu będziemy jechać z czwórką moich przyjaciół.. Ale to fajni goście.. Tylko może trochę mało ogarnięci.. Ale ręczę za nich.. Obym się nie wkopał..
JA: Nie no.. Akurat to mi nie przeszkadza..
H: Aha.. To okej.. A po drugie.. No cóż.. Ja.. Ja mieszkam w Londynie..
JA: Gdzie!?
H: No będziemy lecieć a nie jechać..
JA: Przecież ... My jesteśmy w Miami... A to jest Londyn! Chociaż.. Zawsze chciałam go zwiedzić.. ( No i z dala od ojca.. - myśli ) Nie no.. Okej..
H: Aaa.. No i jeszcze jedno..
JA: Co?
H: Ja... Ja.. Ja jestem Harry Styles..
-------------------------------------------------------
Black

IMAGIN#4 część 1 Harry

Był to wieczór. Moi rodzice jak zwykle się kłócili.. Ale to nie była zwykła kłótnia jak zawsze.. Nie.. Tym razem mój ojciec sięgnął po nóż.. Zadał mojej matce serię okrutnych ciosów.. Wszystko było wyraźnie słychać.. Mój tata wiedząc że ja to widzę zaczął mnie gonić z nożem w ręku i opętaniem w oczach. Wzięłam prędko torbę i wybiegłam z domu.. Biegłem, biegłam i biegłam ulicą daleko.. Byle uciec jak najdłużej.. Wtedy rozpędzona wybiegłam za rogu prosto pod auto i odbijając się od jego maski runęłam w urwisko które prowadziło do morza.. Czułam, jak spadam i jak obijam się o strome i ostre skały zbocza. Zadawały mocne i bolesne ciosy w moje ciało.. Cierpiałam, a urwisko było spore.. Przynajmniej 10 metrów.. Wreszcie runęłam w wodę.. Plackiem, że tak powiem, czyli klatką piersiową, bo zjeżdżałam z góry na brzuchu twarzą ku dołowi.. Zakrztusiłam się wodą.. Słoną wodą.. Wszystkie otarcia cholernie piekły.. Zaczęłam tracić kontrolę i obraz z każdą sekundą czerniał coraz bardziej.. w pewnym momencie po prostu znikł, a ja już nie byłam całkowicie świadoma.. Czułam tylko, że ktoś mnie wziął na ręce i wynosi z wody.. Potem chyba wsadził ,mnie do auta. Trochę jechaliśmy, a potem zemdlałam już kompletnie.. To taka pustka której nie pamiętasz. Jak spanie.. Nie wiesz kiedy się położyłaś i nagle budzisz się nie wiedząc co się działo.. Powoli zaczęłam odzyskiwać przytomność..Światło poraziło mnie w oczy.. Nie widziałam niczego ale czułam ból, który po sekundzie był mocniejszy.. Zaczęło piec, a ja poczułam , jakby ktoś mnie czymś polał, spryskał.. Na brzuchu na bank, tam gdzie były rany..Poczułam też chłód na brzuchu, tak jakbym miała podwiniętą koszulkę.. Nagle zobaczyłam sylwetkę.. Potem obraz wyostrzył się, a moim oczom ukazał się jakiś brunet z lokami.. Nie skupiałam na nim sporej uwagi.. Bardziej przejmowałam się gdzie jestem , bo obudziłam się w jakimś pokoju, jak się tu znalazłam , co będzie dalej, co z moją matką i ojcem oraz przerażającym bólem.. Ten chłopak odkażał mi rany na brzuchu wodą utlenioną..Cały czas widniał mi przed oczami obraz mojej konającej matki.. To było straszne.. Byłam przerażona.. Nie wiedziałam co robić.. Jęczałam z bólu, a obok mnie siedział jakiś nieznajomy.. Nie wiedziałam czy mogę mu ufać i chciałam się stamtąd jak najszybciej uciec.. Darłam się i wyrywałam ( leżąc na łóżku chciałam z niego zejść i uciec , ale ten chłopak mnie przygwożdżał do łóżka ) się, ale to nic nie dawało... Chłopak mnie uspokajał.. Przyniósł jaką tabletkę... Nie chciałam jej brać.. Nie wiadomo co może się stać.. Gdy już wreszcie się uspokoiłam połknęłam kapsułkę od nalegającego nieznajomego... Leżałam tak ale nadal ból był mocny.. Miałam jeszcze nie opatrzoną jedną ranę jak nie więcej..
Chłopak: Jak się nazywasz... ?
JA : .... - milczałam
Chłopak: Spokojnie.. Możesz powiedzieć.. Nie skrzywdzę cię.
JA: Ja.. Ja... Nazywam się... - jąkałam się z przerażenia
Chłopak: Spokojnie.. No.. Jak masz na imię? - uśmiechnął się w moją stronę lekko zachęcając mnie do odpowiedzi
JA: Ja.. Ja jestem Hope,.
Chłopak: Miło mi Cię poznać.. Ja jestem Harry..
JA: Ciebie też.. Ale co się stało? Gdzie jestem..?
H: W hotelu.. Pozwól że ja zapytam pierwszy.. Boli Cię coś jeszcze?
JA: Może.. Ale nie zawracaj sobie tym głowy..
H: Ale nie, nalegam.. Co Cię boli?
JA: Nieważne.. A w czym ja jestem !?
H: W mojej koszulce i bokserkach.. xD Hehehe... Nie no.. Musiałem Cię przebrać w coś suchego.. Ale nie ruszałem bielizny by szanować twoją prywatność..
JA: Aha... Spoko.. Aaa. - jęknęłam cicho z bólu..
H: Co Cię boli.. Widać że cierpisz..

JA: To jest logiczne jeśli się trzeźwo myśli..

-------------------------------------------------------------------

Oto część pierwsza. Liczę, że się spodoba ;)
Black

IMAGIN#3 Louis


Stałam w kuchni i robiłam śniadanie dla mojego kochanego Louisa. Dziś nasza trzecia rocznica chodzenia. Nie wierzę, że ten czas tak szybko upłynął! Muszę mu zrobić coś dobrego i słodkiego na ciekawie zapowiadający się dzień. Przygotowywałam naleśniki z nutellą bitą śmietaną i miodem.. Właśnie skończyłam i włożyłam kilka na talerz ładnie go przystrajając. Tacę ze szklanką mleka, talerzem i różą chwyciłam na ręce i zaniosłam do pokoju w którym spał mój ukochany. Spojrzałam na leżącą z nim dziewczynkę. Moją 5 letnią córeczkę..W tym momencie wszystko wróciło do mojej głowy.

<wspomnienie>

Wycieczka ze znajomymi do lasu, to czego mi brakowało. Było już trochę późno ale dla 18 latki to nic. Przecież jestem dorosła. Wraz z 2 moich najlepszych przyjaciół pojechaliśmy tam i świetnie się bawiliśmy. Zabawa trwała godzinami. Powoli na niebie było widać pierwsze gwiazdy. Bawiliśmy w chowanego. Biegłam jak najdalej, by było mnie trudno znaleźć. Stanęłam za byle jakim drzewem. Nagle poczułam cios w głowę i z upadłam tracąc przytomność. Obudziłam się w jakimś domku. Bałam się jak cholera. To było straszne. Nagle jakiś zamaskowany typ wszedł do pomieszczenia w którym byłam. Nigdy w życiu się tak nie bałam. Miał na sobie czarną kominiarkę, szare dresy i granatową bluzę. Lekko się zaśmiał na widok, że się ocknęłam. Wolnym krokiem zbliżał się do mnie, a napięcie rosło z każdą chwilą. Byłam skrępowana jakimiś sznurami. Chciałam krzyczeć o pomoc, ale miałam wetknięty jakiś materiał do buzi. Zaczęłam się wiercić i uderzać go tak mocno jak tylko mogłam, ale on przytrzymał moje nadgarstki jedną dłonią a drugą zaczął mnie rozbierać. Szarpałam się, ale był silniejszy. Po chwili nie miałam na sobie już niczego. Kopnęłam go w czuły punkt, na co on wymierzył mi cios z pięści w twarz. Pod wpływem bolesnego uderzenia upadłam kompletnie na podłogę mocno raniąc się w tył głowy. Od siły ciosu oniemiałam i przez chwilę nie byłam świadoma tego co się dzieje. Gdy już się otrząsnęłam poczułam okropny ból w dolnej partii mojego ciała. Łzy cisnęły mi się do oczu. Gdyby jęczałam z bólu, ale materiał częściowo to zagłuszał. Czułam jak chłopak się we mnie zachłannie porusza. Jego ruchy były szybkie i gwałtowne. Chciał się tylko wyżyć i zaspokoić. Nie obchodziło go nic innego jak tylko sprawić sobie przyjemność. Sprawiał mi ból nie do opisania. Chciałam by przestał. By dał mi odejść. By dał mi spokój. Ale to się nie stało.. Robił to dalej.. Płakałam jak nigdy.. Nigdy wcześniej tego nie robiłam.. Czułam się fatalnie.. Chłopak był wysportowany, a jego przyjaciel był duży. To oznaczało tylko problemy. Z każdą sekundą moja twarz puchła coraz bardziej od nadmiernego płaczu. Chłopak ział z podniecenia i zmęczenia, które go przepełniało. Dlaczego to musiało się zdarzyć akurat mi? Świat jest okrutny i brutalny. Wreszcie się skończyło chłopak doszedł spuszczając we mnie swoje ciepło. Czułam się okropnie. Zmęczona, słaba i wykończona. Wreszcie nieznajomy ubierając się do poprzedniego stanu wstał i po chwili przyłożył mi w głowę. Obudziłam się po jakimś czasie w tym samym lesie. Rozejrzałam się. Nikogo nie ma w pobliżu. Jestem ubrana. Przynajmniej to. Przykre wspomnienia wróciły. Moja twarz znowu pokrywał wodospad łez. Biegłam w nieznanym mi kierunku. Nagle ktoś mnie złapał. Zaczęłam się wyrywać i krzyczeć. Nagle Josh ( mój przyjaciel ) uspokoił mnie mocno mnie przytulając. Cieszyłam się, że to był on. Wróciliśmy do domu, a ja namówiłam Josha by ze mną został. Opowiedziałam mu całą historię. Był bardzo opanowany i mnie pocieszał. Po miesiącu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Było już za późno na aborcję w moim przypadku, więc musiałam urodzić.

<koniec wspomnienia>

Otrząsnęłam się i dałam Lou lekkiego buziaka na rozbudzenie. Ledwo otworzył te swoje piękne ślepia. Uśmiechnął się radośnie i wstał z łóżka nie budząc naszej córeczki. Podałam mu śniadanie, ale on je zabrał i w jednej ręce trzymając tacę, a w drugiej trzymaj moją dłoń, zaciągnął nas do salonu. Zjedliśmy śniadanie na pół. Nagle mina Lou gwałtownie spoważniała, co było dla niego dziwne.
- (T.I)..
- Louis, coś nie tak?
- Ja muszę Ci coś powiedzieć, ale najpierw musisz mi odpowiedzieć na kilka pytań.
- Dobrze Lou, ale zaczynam się bać.
- Kochasz mnie?
- Oczywiście, że tak.
- A wyszłabyś za mnie, mieszkałabyś ze mną i byłabyś ze mną do końca swojego życia?
- Tak Lou, ale do czego ty zmierzasz?
- Mimo wszystko?
- Tak Louis, ale o co Ci chodzi?
- (T.I), wiedz, że bardzo Cię kocham. Ale muszę Ci powiedzieć coś bardzo ważnego, co chciałem Ci powiedzieć od początku, ale nie chciałem Cię stracić.
- Przejdź do rzeczy.
- Tym kimś. Kto cię zgwałcił byłem ja.
- Co!? - jej oczy zaszły się łzami
- Proszę, wiem, że to było złe. Wiem, że boli i jesteś zszokowana i zawiedziona, ale zrozum, ja Cię kocham!
- Louis..
- Proszę, wybacz mi. Kocham Cię najbardziej na świecie! Byłem głupi!
- Nie, ja. Nie dam rady. Ja. Muszę to przemyśleć. - wstałam i udałam się na górę do łazienki
Zamknęłam drzwi i osunęłam się po ścianie. Zaczęłam płakać. Zakochałam się w gwałcicielu. Rozmyślałam co dalej zrobić. Po pewnym czasie postanowiłam to zakończyć. Nalałam do wanny wody, a po chwili do niej weszłam. Zanurzyłam się w kojącej cieczy po czym chwyciłam w rękę żyletkę i zrobiłam jedno lecz mocne i głębokie cięcie. Krew wypływała szybko. Było to jednak bardzo kojące. Czułam jak odpływam.

***

Obudziłam się w szpitalu. Nie rozumiałam co się stało. Siedział przy mnie Josh z moją córeczką. Na widok, że się ocknęłam szeroko się uśmiechnął. Potem przyszedł lekarz i odbyła się zbędna paplanina. Jednak ciekawiło mnie czemu nie ma tu Louisa? Przecież niby mnie 'kochał'.
- Josh, gdzie jest Loui? - podał mi jakiś list
- Przykro mi. - powiedział, wychodząc wraz z małą z sali
Otworzyłam list wyraźnie napisany przez Louisa. Ze słowa na słowo płakałam coraz bardziej. Nie mogłam w to uwierzyć.

" Kochana (T.I),
Wiem, że pewnie nie masz ochoty tego czytać, ale chcę byś wiedziała jedno. Kocham Cię. Kocham Cię najbardziej na świecie. Kocham naszą wspaniałą córeczkę, która jest tak piękna jak ty. Nie mogę jednak uwierzyć, że to zrobiłaś. Że zostawiłaś Alex. Rozumiem, że nie czułaś straty z mojej strony, ale zostawiłaś swoją córeczkę, którą kochałaś całym sercem. Nie umiem się wysłowić. Dobrze wiesz, że nigdy nie byłem w tym dobry. Wiem tylko, że nie wytrzymam dnia bez Ciebie, a co dopiero reszty życia. Ale powiem jedno. Żałuję, że byłem wtedy taki brutalny. Żałuję, że nie dałem Ci takiej przyjemności na jaką zasługujesz. Żałuję, że nie odbyło się to w innym miejscu. Żałuję, że sprawiłem Ci przykrość. Żałuję, że przeze mnie miałaś problemy. Żałuję wielu rzeczy, ale nigdy, ależ to nigdy nie będę żałował, że to zrobiłem, bo dzięki temu mam taką piękną i wspaniałą córeczkę. Kocham ją całym sercem tak jak i Ciebie, dlatego nie pozwolę Ci odejść. Jesteś w okropnym stanie, a jedyne co może pomóc to jak najszybsza operacja. Nie pozwolę Ci umrzeć. Jeśli to teraz czytasz, to znaczy że się obudziłaś i Josh przekazał Ci list. Tak, to prawda. Mogłem napisać go lepiej, staranniej i bardziej się wysilić. Rozpisać się i powiedzieć ile tak naprawdę dla mnie znaczysz, ale niestety nie mam tyle czasu. Ale mam Ci do powiedzenia tylko to, że byłaś moim światem. Byłaś wszystkim co tak naprawdę miałem. Moim szczęściem, powodem do uśmiechu, moją własną odmianą kokainy. Moje serce biło tylko i wyłącznie dla Ciebie. Od zawsze było twoje, dlatego nie czuję smutku, ani straty Ci je oddając. Tak. Żyjesz, bo ja oddałem Ci swoje serce. Kochałam Cię i zawsze będę. Będę patrzeć na Ciebie tam z góry.
Zawsze Twój, Louis. "

Nie wierzę, że to zrobił - dla mnie. To wszystko przeze mnie. Mogłam mu wybaczyć. Wszystko mogło być inaczej. Żałuję tego i to bardzo. Nigdy o nim nie zapomnę.

***10 lat później***

Są 15 urodziny mojej córki. Z roku na rok była coraz bardziej podobna do swojego ojca. Jego oczy, usta, włosy, śmiech, uśmiech i pośladki. Tak, zdecydowanie ma po Louisie. Jestem z Joshem. Układa się nam dobrze. Traktuje Alex jak własną córkę. Mimo to i tak nie mogę zapomnieć o Louisie. Nigdy nie przestanę go kochać. Zawsze będę go kochać najbardziej na świecie. Nikt mu nigdy nie dorówna. Liczę, że on na mnie patrzy i czuwa. Liczę, że wie, że zawsze był i będzie tym jedynym.

--------------------------------------------------------------------------------

Wreszcie się pozbierałam i to napisałam. Liczę, że się podoba.
Black

piątek, 25 kwietnia 2014

IMAGIN#2 Zayn

*semmer pov *

Wstałam. Jakoś źle się czuję. Nie wiem czemu. Jakoś dziwnie. Czuję się, jakbym miała okres, a nie mam. Dziwne. Zresztą. Zeszłam z łóżka i ubrałam się w czerwoną spódnicę i zwiewną białą koszulę. Zeszłam na dół i wychodząc z domu chwyciłam jabłko, by zjeść po drodze. Szkoła. Jakoś mi się tam nie śpieszy, ale trudno. W połowie drogi tak jak zawsze czekał na mnie mój chłopak. Zayn Malik. Najprzystojniejszy chłopak w szkole. Widząc już stojącego Malika uśmiechnęłam się szeroko. Chłopak odwzajemnił gest obejmując mnie ramieniem.
Z: Jak się masz skarbie?
S: Dobrze. - skłamałam
Z: Na pewno?
S: Tak. - niestety nie umiem dobrze kłamać i chłopak chyba to wyczuł
Z: Co się dzieje, baby?
S: Nic.
Z: Nie upieraj się bo widzę po tobie.
S: No ale naprawdę.
Z: Mów.
S: Heh. Po prostu źle się czuję.
Z: Co się dzieje?
S: Boli mnie brzuch.
Z: A jadłaś coś?
S: Tak. Jabłko.
Z: Hmmm.. A masz?
S: Jabłko?
Z: Nie.. Okres.
S: Co? Nie!
Z: To nie wiem.. Może jabłko to za mało. Kupimy ci coś po drodze.
S: Kocham cię.
Z: Ja ciebie też.
Doszliśmy do szkoły i po kilku godzinach wróciłam do domu. Brzuch bolał mimo wszystko. Nie chciałam kłopotać moich rodziców więc postanowiłam na własną rękę pójść do lekarza. Przecież jestem pełnoletnia. Zabrałam jakieś dokumenty, trochę pieniędzy i telefon z którego napisałam do Malika.

" Hej. Mogę do ciebie wpaść za godzinkę może dwie? "

nie musiałam długo czekać na jego odpowiedź.

" Pewnie skarbie. Zrobię zakupy to zjemy razem. Dobrze? "

bez zastanowienia napisałam

" OK. "

i odłożyłam telefon do torby. Po kilku minutach byłam już w klinice i przypisano mnie do pani doktor. Zapukałam lekko do gabinetu i słysząc "proszę" weszłam do środka.
(D- doktor)
S: Dzień dobry.
D: Dzień dobry. Co pani dolega?
S: Przyszłam, bo boli mnie brzuch, ale leki nie pomagają za bardzo.
D: Kiedy masz okres kochanie?
S: Za około 2 tygodnie.
D: Dobrze. Jadłaś coś może?
S: Tak.
D: A gdzie cię dokładnie boli?
S: Tu. - pokazałam wskazując pod brzusie
D: Dobrze. Odpowiedz mi na troszkę krępujące pytanie. Uprawiałaś już sex?
S: Yyyyy.. Tak.
D: Dobrze, a kiedy?
S: Miesiąc temu w urodziny.
D: Przytyłaś przez ten czas?
S: Trochę tak.
D: Dobrze, skieruję cię do pana Gibsona. Jak wyjdziesz to korytarzem prosto i ostatnie drzwi na lewo. - powiedziała dając mi jakąś karteczkę
Chciałam ją przeczytać, ale pismo było tak nieczytelne, że nie byłam w stanie niczego odczytać. Udałam się do gabinetu. Na drzwiach pisało : ginekologia. Bałam się jak jasna cholera. Zapukałam i po chwili weszłam do środka.
( G - Gibson )
G: Dzień dobry. Nie byliśmy umówieni, zgadza się?
S: Nie. Pani doktor mnie tu przekierowała. - podałam tajemniczy kawałek papieru
G: Aha.. Dobrze. To zaraz się tobą zajmę. Połóż się na tym łóżku i podnieś koszulkę.
S: Dobrze.
Położyłam się na miętowym łożysku. Podwinęłam koszulę. Lekarz usiadł na krześle obok i spoglądając na mnie swoimi zimnymi dłońmi w gumowych rękawiczkach zsunął mi lekko spódnicę. Następnie wycisnął mi trochę lodowatego niebieskiego żelu na brzuch i jakimś urządzeniem podłączonym do komputera przejeżdżał po moim pod brzusiu. Bałam się co mi jest, czekając na najgorsze. Chyba się domyślam, ale nie chcę o tym słyszeć. Czekałam do końca badania. Dostałam chusteczki i się nimi wytarłam po czym poprawiłam koszulę.
G: Z badań wynika, że jest pani w ciąży. - i padło to słowo
S: W ciąży? Jest pan pewien? - byłam bliska płaczu, ale powstrzymywałam go by nie było tego widać
G: Jak najbardziej. Gratuluję.
S: Dziękuję.
Zabrałam swoje rzeczy i jak najszybciej wybiegłam ze szpitala. To nie mogła być prawda. Jak Zayn zareaguje na wiadomość, że jestem z nim w ciąży? Nie chcę o tym myśleć. Pewnie będzie mi kazał je usunąć, albo po prostu mnie wyzwie. Jeśli nie gorzej. Nie. Nie chcę o tym myśleć. Skierowałam się do swojego domu, bo nie miałam ochoty spotkać się z Malikiem. Weszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Z oczu leciały mi miliony łez. Przecież ja nie dam rady. To nie jest dla mnie. Bycie matką wymaga odpowiedzialności i dojrzałości, a ja jestem tylko dzieckiem! Ryczałam jak małe dziecko wtulając się do poduszki. Moje użalenie się przerwał dźwięk SMSa. Był od Zayna.

" Hej baby. Kiedy będziesz? "

odpisałam mu bez zawahania

" Dziś nie dam rady Zayn. Pa. "

na napisanie czegoś innego nie miałam siły. Tyle powinno mu wystarczyć.

" Co się dzieje? Wszystko w porządku? "

nie odpisałam. Zayn wielokrotnie dzwonił. Nie odebrałam ani razu. Wysyłał SMS, których nawet nie miałam siły przeczytać. W końcu odpuścił. Zbliżała się 20:00. Nadal leżałam na łóżku użalając się nad sobą wylewając z siebie kolejne litry wody. Nagle przyszedł SMS. Chciałam sprawdzić od kogo. Okazało się, że mam około 20 wiadomości od Zayna. Ta również. Przeczytałam ją, bo było mi żal chłopaka.

" Już mnie nie kochasz, prawda? "

nie mogłam pozwolić by sobie tak o mnie myślał.

" Oczywiście, że Cię kocham! Nie wątp w to "

po sekundzie dostałam wiadomość

" To czemu nie odpisujesz? Nie odbierasz? Czemu nie przyszłaś? Nie kochasz mnie i tyle. Zrobimy tak. Masz do mnie przyjść na 20:30, a jak nie to znaczy, że mnie nie kochasz "

nie odpisywałam już Prędko się pozbierałam. Nie mogłam go stracić. Udałam się do łazienki. Wyglądałam okropnie. Spojrzałam na telefon. 20:10. Cholera. Nie zdążę. Nie mam czasu na umycie rozmazanego makijażu, mimo iż wyglądałam jak wiedźma. Trudno. Prędko założyłam buty i zeszłam na dół. Wyszłam z domu i jak najszybciej mogłam dotarłam do domu Malika. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Po chwili stanął w nich wysoki mulat. W jedną chwilę jego uśmiech znikł z jego twarzy.
Z: Co się stało? Czemu płakałaś?
S: Bo myślałam, że mnie zostawisz. - skłamałam wpraszając się do środka i udając się do jego pokoju do którego zaraz po mnie wszedł Zayn
Z: Co się stało. Powiedz mi.
S: Mówiłam ci.
Z: Kochana Sami. Jesteś piękna, ale nie umiesz kłamać. Co się stało?
S: Niee..Nie mogę Ci powiedzieć.
Z: Czemu? Co się stało?
S: Powiem ci, ale nie gniewaj się na mnie.
Z: Co się stało?
S: Byłam u lekarza Zayn.. I ja.. Ja jestem w ciąży. - wyszeptałam ostatnie słowo, ale mimo to chłopak mnie usłyszał
Z: Co!? Przecież my! My byliśmy zabezpieczeni!
S: Wiem. Ale co ja mam poradzić.
Z: Summer, ja nie mogę być ojcem! Nie, to niemożliwe.. Potrzebuję przerwy Knight. ( jej nazwisko ) My potrzebujemy przerwy.
S: Czekaj. Rzucasz mnie!?
Z: Na razie..
S: Nie wierzę! - wtrąciłam - Rzucasz mnie w takim momencie! To jest ta twoja miłość!? Myślałam, że ci na mnie zależy! Wiesz co!? NIENAWIDZĘ CIĘ! - krzyknęłam mu prosto w twarz po czym wybiegłam z domu
Po moich policzkach płynęła gorzka ciecz. Jak on mógł? Nienawidzę go. Szłam byle gdzie. Po dłuższym błądzeniu dotarłam do znanej mi ulicy. Miałam może 20 minut do domu. Ruszyłam w jego stronę. Gdy już doszłam, położyłam się i usnęłam.

***

Minął tydzień. Moi rodzice nadal nie wiedzą co się stało. Unikam Zayna jak ognia. Zayn cały czas mnie zaczepia i goni, ale nie mam czasu go ganiać. Jest wieczór. Wciąż myślę o tym co zaszło między mną, a Zaynem. To nie jest coś co tak łatwo mogę wybaczyć. Zdecydowanie nie. Właśnie przechadzałam się po ulicach miasta, gdy usłyszałam wołanie. To on mnie wołał. Nie miałam ochoty z nim gadać, więc przyśpieszyłam kroku, ale on także. Zaczęłam biec. Właśnie wybiegałam z za rogu, gdy wpadłam pod auto. Okropny ból przeszedł moje ciało, a kierowca zniknął w mgnieniu oka. Leżałam bezwładnie na ulicy zwijając się z bólu. Czułam okropny ból wszędzie, ale szczególnie na brzuchu. Bałam się. Poczułam tak jakby ciecz na moich nogach. Czułam wilgoć. W oddali słychać było jak Malik krzyczy moje imię. Po chwili był przy mnie i wyciągnął telefon dzwoniąc po karetkę.
Z: Summer. Ono nie może umrzeć. Nie pozwolę na to.
S: Dziecko? Przecież go nie chciałeś.
Z: Nie nie chciałem. Chciałem tylko nie rozumiałem jak mogę być ojcem dziecka takiej pięknej dziewczyny. Takiej wspaniałej dziewczyny. Nie możemy go stracić.
S: Już za późno Zayn. Już go nie ma.
Z: Nie mów tak. - w tym czasie przyjechała karetka
Zabrali mnie do szpitala i zbadali. Miałam rację. Poroniłam. Może to nawet dobrze. Tylko, by było problemem. Zayn był cały czas przy mnie. Czuwał.

***


Minęło 4 lata, a ja nadal jestem z Zaynem. Pogodziliśmy się po tamtym i zbudowaliśmy lepszy i szczęśliwszy związek. Teraz spodziewamy się dziecka i cieszymy się, że możemy być rodzicami.

-------------------------------------------------------------

Black 

IMAGIN#1 część 5

Version:1.0 StartHTML:0000000167 EndHTML:0000014366 StartFragment:0000000501 EndFragment:0000014350
Obudziłam się następnego dnia. Liam już szwendał się po pokoju w ubraniu.
Ja: Dzień dobry.
L: Dzień dobry skarbie. Twój ojciec cały czas wydzwania do ciebie.
Ja: Nie wróciłam na noc. Dziwisz się?
L: No nie. Fakt. Mam do ciebie jedno ważne pytanie. Chcesz mieszkać ze mną i podróżować razem ze mną i chłopakami po świecie?
Ja: I patrzeć jak koncertujecie.. Byłoby mi naprawdę miło, ale wiem, że nie mogę. Po pierwsze, będę wam tylko problemem, a po drugie, ojciec.
L: Nie będziesz żadnym problemem skarbie. Uzgodniłem to już z chłopakami i się zgodzili. A od twojego ojca się wyprowadzisz.
Ja: Niby jak?
L: Dziś wyjeżdżamy dalej w trasę. Uciekniesz z domu.
Ja: Nie.. Nie mogę..
L: Ale czemu?
Ja: Bo w domu mam kilka ważnych dla mnie rzeczy. A jak tam wrócę, to wiesz, że już nie wyjdę.
L: Spokojnie. Myślałem o tym. Jadę z tobą i stawię czoła twojemu ojcu.
Ja: Nie Liam.. Pamiętasz, jak to się skończyło ostatnim razem?
L: Pamiętam skarbie, ale uwierz mi.. Sporo się zmieniło. Chodźmy już..
Ja: Ale gdzie!?
L: Po twoje rzeczy skarbie. Ubierz się w to co wybrałaś , a jak będziesz już gotowa to weź swoje rzeczy i pójdź do pokoju Lou. Chyba trafisz?
Ja: Tak.. Ale..
L: Nie ma żadnego "ale". - wtrącił - Nie pozwolę, by tym razem Cię stracił. Ja już jestem spakowany i mam rzeczy u Lou. Teraz idę do Zayna coś obmówić. Idź do Lou i tam na mnie czekaj. - wyszedł
Co miałam zrobić? Ubrałam się i zrobiłam to co chłopak mi kazał. Spakowałam swoje ciuchy do toreb z zakupami. Przejrzałam się i ogarnęłam trochę. Posłałam łóżko i trochę posprzątałam. Zostawiłam pokój w porządku i ruszyłam ku pokojowi. Zapukałam. Drzwi otworzył mi Louis i wpuścił do środka. Czekając na Liama trochę rozmawialiśmy, a gdy chłopak już wrócił zabraliśmy nasze klamoty i wszyscy ruszyliśmy ku wyjściu. Flesze i piski to to co zastaliśmy przed hotelem. Wsiedliśmy do czarnego vana i usiedliśmy.
Kierowca: Gdzie mam was zawieść?
Z: Gdzie mieszkasz?
Ja: Na Roger's Street 69.
H: 69.. Przypadek? XD
wszyscy obecni: Maniak SEXUALNY! - Harry tylko się zaśmiał
Kierowca podwiózł nas pod mój dom, przed którym stał mój tata paląc szluga. Wysiadłam pierwsza z auta.
tata: Gdzieś ty się szwendała!? Znowu ćpałaś!? Mam Ci przypomnieć, jaka jest za to kara!?
L: Zostaw ją. - wysiadł Liam z miną poważną jak nigdy
tata: Nie wierzę własnym oczom! Znalazłaś go!? Byłaś z tym gówniarzem!? Co!? Jeszcze mi powiedz, że nie jesteś już dziewicą to zarówno i tobie i temu gówniarzowi łeb przestrzelę!
L: Jak śmiesz się do niej tak odzywać!? - rzucił się na mojego ojca z taką furią, jakiej nigdy u niego nie było
Bili się łeb w łeb. Liam już prawie wygrywał, gdyby mój ojciec nie kopnął go w czuły punkt, na co Liam padł na kolana. Następnie dostał w brzuch padając już na glebę. A potem jeszcze w twarz. Wtedy z furgonetki wyskoczył wściekły Zayn i rzucił się na mojego ojca. Bił z niewyobrażalną siłą, ale mój tata był nieugięty i walczył z mulatem mimo tylu obrażeń. Wtedy z furgonetki wylazł Harry, mówiąc mi że mam iść z nim się pakować. Patrząc na leżącego Liama i walczących, szłam za Harrym, gdy byliśmy już prawie przy drzwiach tata wymierzył Zaynowi cios pozbawiający go przytomności. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Odwróciłam się tylko patrząc jak Harry bije się z moim tatą. Wbiegłam prędko na górę i spakowałam swoje ubrania, buty, biżuterię, zdjęcia z półki, oraz laptopa. Już zasuwałam walizkę, gdy drzwi od mojego pokoju otworzyły się z wielkim hukiem. Stał w nich mój mocno poraniony wściekły ojciec. Skuliłam się w kącie przy oknie. Podszedł do mnie i uderzył mnie raz. Potem drugi. Potem kopnął jak psa. Wtedy do pokoju wszedł kulejący Liam i wypchnął mojego ojca przez okno. Następnie padł zmordowany i skatowany na swoje obolałe kolana tuż przy mnie. Przytulił mnie mocno mimo tego że go to bolało, co było widać, bo lekko się krzywił. Wtedy do pokoju wszedł Harry i zapytał czy wszystko dobrze, na co pokiwałam głową twierdząco. Podszedł do Liama i wziął go na barana. Mój pysiek ledwo się trzymał. Zeszliśmy na dół. Hazza usadził Liama w furgonetce i wrócił po Zayna. Niepewnie podeszłam pod mojego ojca. Sprawdziłam mu puls nachylając się nad nim. Żył. Wezwałam karetkę i wsiadłam do auta, gdzie czekali chłopcy. Podjechaliśmy pod szpital, gdzie opatrzyli moich wojowników. Podeszłam do każdego by mu dać buziaka w policzek. Najpierw do Liama, który dostał długi i soczysty, potem do Zayna, który dostał krótki, ale ciepły i delikatny, a potem do Harry'ego , który już miał dostać, ale odwrócił głowę i dostał całusa w usta.
H: 1:0 :)
Ja: Hehe.. Daruję sobie to..

-*-


I tak oto wszystko się zaczęło. Wyprowadziłam się od ojca i zamieszkałam z Liamem. Podróżuję z nim po świecie. Zmieniłam numer, by nie utrzymywać już kontaktu z moim tatą. Właśnie leżę sobie w domu na kolanach mojego narzeczonego. On bawi się moimi włosami. Razem z Liamem czekamy na przyjście na świat naszej pięknej córeczki. Uznaliśmy, że to Zayn będzie chrzestnym, bo gdyby nie on, to nigdy bym jej nie miała i nie byłabym obok tak wspaniałego i kochanego mężczyzny jakim jest Liam.

THE END

------------------------------------

komciajcie, jeśli chcecie kolejne imaginy! :***

Black

IMAGIN#1 część 4

Uwaga bloga zawiera treści 18+ więc czytaj na własną odpowiedzialność.


Pokiwałam głową, a on jak na zawołanie we mnie wszedł. Zrobił to powoli i z wielkim uczuciem. Ręce skierowałam ku jego głowie i wplotłam palce w jego włosy. Chciał wyciągnąć z nas tyle ile się dało. Jego ruchy stały się coraz szybsze i niedbałe. Każdy jego mięsień napinał się ukazując w pełni piękno jego męskości. Oddychaliśmy coraz ciężej i płycej. Cały czas zduszałam w sobie wszystko, by nie wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Liam za to sobie nie szczędził. Jęczał mi z zadowolenia prosto do ucha co podniecało mnie jeszcze bardziej. Czułam jak rozpycha mnie od wewnątrz. Niby dziwne, ale cholernie przyjemne uczucie wypełniało mnie całą. Czułam, że zaraz wybuchnę od nadmiaru emocji i adrenaliny, jaka we mnie rosła. Mój ukochany najwyraźniej to zauważył, bo przestał wykonywać te swoje kocie ruchy.
L: Nie podoba Ci się skarbie?
Ja: Co? Nie. Oczywiście, że jest mi cudownie.
L: To czemu nie.. No.. Nie pokazujesz tego. Nie wydajesz żadnego dźwięku..
Ja: Bo nie chcę być słyszalna misiu.
L: Ale ja chcę, by Cię nawet w recepcji słyszeli. Jesteś tu ze mną, więc pobawimy się tak jak ja chcę. - uśmiechnął się zadziornie
Ja: Już się boję xD. - powiedziałam żartobliwie.
Liam wyszedł ze mnie bez zawahania i zaczął obdarowywać mnie namiętnymi pocałunkami. Potem odrywając się od moich ust zeszedł niżej. Zaczął obcałowywać moją szyję, następnie obojczyk i piersi przy których się zatrzymał. Robił na nich mokre ślady. Krążył wokół moich sutków, które raz na jakiś czas przygryzał sprawiając mi przy tym tyle przyjemności. Następnie zaczął schodzić niżej. Całował mój brzuch, okolice bioder, aż w końcu doszedł do mojego najdelikatniejszego miejsca. Złożył ostatni całus na zewnętrznej warstwie mojej kobiecości, po czym rozkładając swoimi palcami moje wargi sromotne włożył język w okolice mojej łechtaczki. Zaczął ją oblizywać. Robił to z taką.. Pasją. Jakby to było jego przeznaczenie. Następnie mocno ją zassał, co spowodowało, że z moich ust wydobyło się ciche jęknięcie. Chłopak wyraźnie się ucieszył, bo kontynuował tę czynność z większym wysiłkiem, jakby chciał mi to wyrwać i zjeść. Na koniec mnie tam przygryzł wprawiając mnie w dreszcze. Lekko się wzdrygnęłam, gdy jego ciepły i mokry język się we mnie wdarł. Liam poruszał tym językiem jakby chciał z "norki" zrobić mi "tunel". Wpijał się we mnie z każdą sekundą bardziej, głębiej mocniej i przyjemniej. Poczułam jak jego język robi się nienormalnie mokry od jego śliny, którą we mnie zostawił i wyjął język. Spojrzałam na niego z miną "WTF?" na co on odpowiedział, że na mój widok leci mu ślina. Zaśmialiśmy się jednocześnie. Następnie wspiął się na swoich umięśnionych rękach i pocałował mnie namiętnie. Chyba chciał mi tym odwrócić uwagę od tego że wkłada we mnie swój długi szczupły palec. Lekko się wzdrygnęłam, na co kąciki jego ust nieco się podniosły. Po chwili zaczął nim powoli poruszać, nie przestając mnie całować. Z każdą minutą przyśpieszał, aż w końcu się zatrzymał. Wyszedł, a zaraz potem z powrotem zagłębił tam palca , ale już nie jednego, a dwa. Jego ruchy od razu były szybkie i gwałtowne. Doprowadzał mnie tym do szaleństwa. Takie przyjemne poruszanie w środku. Coś niesamowitego. Z każdym ruchem jego dłoni czułam się pewniej, lepiej i taka.. Bardziej kochana. Wreszcie doszłam do najwyższego stanu. Liam wyjął ze mnie palce, a następnie włożył je do buzi i wylizał. To było dziwne, ale mi to nie przeszkadzało.
L: Jesteś pyszna skarbie.
Ja: Liam! Hehehehe.. XD - wybuchliśmy śmiechem
L: Spróbujemy sobie umilić czas skarbie. - powiedział po czym sięgnął do kieszeni spodni
Wyjął z niej telefon i chwilę w nim "grzebał" po czym włączył jakąś piosenkę. Piękna piosenka. Położył telefon obok łóżka na stoliku nocnym. Po chwili był już nade mną.
L: Mogę? - uśmiechnął się tak cholernie słodko, że nie było możliwości odmowy
Ja: Ty? Zawsze.
Nie musiałam długo czekam. Zaraz czułam go tam. Przy moim wejściu. Wszedł we mnie całą swoją długością. Boże jaki on podniecający. Liam zaczął wykonywać powolne ruchy, by tylko mnie nie skrzywdzić. Jest taki kochany i opiekuńczy.
Ja: " Better, Faster, Stronger" .
L: Ale jesteś pewna.
Ja: Jasne pysiu. - chłopak tylko uśmiechnął się zadowolony
Nie czekałam długo na swoją prośbę. Minęło zaledwie kilka sekund a Liam już mnie rozsadzał. Bardzo. Jego prędkie ruchy rozpychały mnie ogromnie. Jęczałam głośno. Okropnie głośno, ale nie nic nie poradzę, że było mi tak przyjemnie. Jego ruchy przyśpieszały. JESZCZE. Czułam jak jego penis z każdym ruchem poszerzał mnie o milimetr. Zaczął zwalniać, aż wreszcie przestał. Uniosłam się lekko by spojrzeć o co mu chodzi, ale nie zdążyłam nawet podnieść głowy, gdy Liam wszedł we mnie z wielkim impetem. Jęknęłam tak głośno, że chyba nas było u chłopaków słychać. Teraz jego ruchy były rzadsze ale zadawane z wielką siłą. Czułam go wyraźnie. Nie potrafiłam oprzeć się rozkoszy którą mi zadawał. Wyginałam się w każdą stronę podkreślając moje duże piersi. Jęczałam jak oszalała. Głośno i często. Nie mogłam się powstrzymać. Przyjemne rozpychanie zaczęło narastać w moich brzuchu. Wypełniło mnie jeszcze przyjemniejsze uczucie niż kiedykolwiek. Czułam wpływające do mnie ciepło. Dostałam największego orgazmu jaki kiedykolwiek przeżyłam. To było niezapomniane uczucie. Niezapomniana noc. Znowu to zrobiliśmy. Doprowadzał mnie do szaleństwa. Zmęczeni opadliśmy na łóżko.
L: Kocham Cię.
Ja: Ja ciebie też. - zasapani wstaliśmy i ubraliśmy się.
L: Wstąpimy jeszcze do sklepu.
Ja: Ale po co?
L: Bo nie pozwolę byś chodziła w takiej bluzie.
Ja: Hehehehe. Ale nie trzeba..
L: Trzeba trzeba. - chwycił mnie za rękę i zaprowadził do drzwi i nacisnął ich klamkę.
H: Jak wam minęła "rozmowa"? XD - zagestykulował ostatnie słowo Harry, który najwyraźniej cały czas stał przy drzwiach
L: Harry! Stałeś tu cały czas!?
H: Nie, no co ty.. Czasami siedziałem..
L: I słyszałeś wszystko!?
H: Wszystko.. A szczególnie ostatnie fragmenty "rozmowy" xD - znowu podkreślił to słowo - ale bez wątpienia słyszeli was też w recepcji XD
L: Później zrobię Ci wykład, co to znaczy prywatność.. A teraz chodźmy..
Udaliśmy się do pokoju tego.. No... Louisa, oo.. Wzięliśmy chłopaków i ruszyliśmy na miasto. Było późno. Bardzo późno. Ale w Californii o tej porze jeszcze wszystko jest otwarte. Liam zabrał mnie do jakiegoś ogromnego drogiego sklepu. Całą gromadą weszliśmy tam i rozejrzeliśmy się po sklepie, w którym były same piękne rzeczy.
Lo: Rozejrzę się za czymś dla El. - odszedł przeglądając stoiska z sukienkami
L: No.. Rozglądaj się i wybierz coś sobie.. Ja też Ci coś wybiorę. - uśmiechnął się zostawiając mnie
Chłopaki usiedli na kanapie dla gości przy przymierzalni. Chodziłam po stoiskach i oglądałam się za czymś fajnym i w moim stylu. Wybrałam kilka rzeczy, które ładnie do siebie pasowały. Ogółem wybrałam to: ( http://allani.pl/zestaw/820670 ) i udałam się do przymierzalni. Gdy z niej wyszłam chłopaki się uśmiechnęli i pokazali mi że mi ładnie pokazując kciuk skierowany do góry. Za to Harry się szczerzył i wgapiał jak na.. Nie mam dobrego porównania.. Z pożądaniem mogę tylko tak to powiedzieć.. Po chwili doszedł do nas Liam i szeroko się uśmiechnął mówiąc że wyglądam pięknie. Następnie podał mi jakieś ubrania do przymierzenia. Były piękne i w moim rozmiarze. Wyszłam ubrana tak: ( http://allani.pl/zestaw/852162 ). Niall i Lou bili mi brawo, Zayn przygryzał sobie wargę, Liam się na mnie patrzył tak jakby wspominał dawne czasy, a Harry.. Harry siedział z otwartą gębą i wytrzeszczonymi gałami. Jak już się otrząsnął to podszedł do mnie, obszedł mnie w okół, po czym stanął na przeciwko mnie.
H:( T.I )....
Ja: Co?
H: Gówno! - klepnął mnie w tyłek - 2:0 !
Ja: Debil .. -.-
Lo: Hehehehe.. Ale ci pojechała.. XD
H: Bardzo.. Aż się popłakałem.. ( T.I )...
Ja: Tak, Harry?
H: Idź zmywaj gary! - kolejny klaps - Hehehe !!! 4:1 !
Ja: Jebany maniak sexualny bez skrupułów pragnący obejrzeć ostre porno przy romantycznej kolacji sam ze sobą. -.- 6:4...
H: ... - chciał coś powiedzieć ale go zatkało
Z: Hahahahaha.. Zatkało Hazzę.. Ale mu dowaliłaś.. !!!
Ja: Wiem.. A teraz idę się przebrać.. A ty zboczeńcu nie podglądaj.. 7:4
Rozebrałam się z rzeczy od Liama i zostałam w samej bieliźnie, gdy Liaś wsadził głowę do przebieralni.
L: Nie przebieraj się z tego.. Zostań w tym skarbie.
Ja: Dobrze. - założyłam ubranie z powrotem
Podeszliśmy do kasy. Kasjerka podliczyła wszystko i wyszło do zapłacenia ponad 300 euro! Liam bez zawahania podał kartę kredytową i wpisał kod.
Ja: Pogięło Cię!?
L: Nie.. Dla Ciebie wszystko .. - dał mi buzi w policzek
Ja: Dziękuję, ale nie trzeba. Później oddam Ci pieniądze.
L: Ale ja ich nie przyjmę. I zaakceptuj to skarbie.
Ja: Skoro muszę. Dziękuję.
L: Nie ma za co. A tak właściwie.. Lou.. Co kupiłeś Elce?
Ja: Śliczne.
Lo: Wiem.
N: Możemy wreszcie iść coś zjeść!? Helo!
Ja: Dobrze.. Już idziemy.. Do Nandos tak? Dobra.. Za około 20/25 minut będziemy na miejscu
N: ILE!?
Ja: 20/25.. Nie powiesz mi że to dużo.. XD Dla mnie to pryszcz.. Chodźmy już..

Udaliśmy się do danego miejsca. Przez całą drogę Niall strasznie zrzędził, nie mam pojęcia dlaczego, bo Zayn go niósł całą drogę nie mówiąc ani słowa, a blondyn mu zrzędził jak to mu źle.. Dziwny XD Ale cóż. Jak już doszliśmy to Niall dosłownie wbiegł tam potrącając ludzi. Zamówił kupę żarcia, które żarł godzinę. Ja bym tego w dzień nie zjadła, a on się w godzinę obrobił. Przerażające. Po wszystkim wróciliśmy do hotelu. Zayn znowu niósł blondaska, który znowu zrzędził, tym razem jak mu ciężko. Ta.. Jemu ciężko.. Podziwiam Zayna, jakim jest przyjacielem, że nie dość że go niesie , to jeszcze go znosi. Wow.. Mieliśmy pecha, bo pokój mieliśmy na 20 piętrze budynku, a winda akurat się zepsuła i mulat musiał wnosić niebieskookiego po schodach.. Nie no.. Podziw.. Nie powiedział ani jednego słowa.. Nawet się nie skrzywił. Wspaniały z niego człowiek. Wchodząc po stopniach cały czas czułam wzrok Harrego na swoich pośladkach. Gdy już doszliśmy weszliśmy do pokoju Lou, który był mały, ale przytulny. Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Lepiej się poznaliśmy i o około 1:00 rozeszliśmy się do swoich pokoi. Znaczy, ja poszłam z Liamem, bo mi kazał. Tam dał mi swoją koszulkę, bym się przebrała. W samych majtkach i T-shirtcie Liama położyłam się z nim i poszłam spać.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Koniec rozdziału. Mam nadzieję że was nie zawiodłam. Proszę o komentarze. Przynajmniej jeden gwarantuje, że kolejny rozdział będzie napisany szybciej

/Black